Robert Zakrzewski
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,paged,author,author-robert-zakrzewski,author-17,paged-49,author-paged-49,bridge-core-3.1.7,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-theme-ver-30.4.2,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-7.6,vc_non_responsive,elementor-default,elementor-kit-22119

Author: Robert Zakrzewski

Nie każdy mecz derbowy musi oznaczać świętą wojnę. Przekonali się o tym uczestnicy spotkania w ramach 1/32 Pucharu Polski w futsalu pomiędzy stołeczną Legią a AZS UW Darkomp Wilanów. Do kolejnej fazy awansowali azetesiacy, ale dla dobra dyscypliny wszyscy liczą, że rewanż odbędzie jesienią już w ekstraklasie.

Część sympatyków stołecznego futsalu z rozdartym sercem oglądało internetową relację z niedzielnego spotkania rozgrywanego w hali OSiR Włochy. Na parkiecie znalazło się wielu zawodników, którzy w przeszłości reprezentowali barwy AZS UW, a dziś stanowią o sile sekcji futsalowej Legii. W tym gronie był m.in. Adam Grzyb, Krzysztof Jarosz czy Grzegorz Och, który w sezonie 2007/2008 grał dla uniwerku w ekstraklasie, wtedy nazywanej pierwszą ligą. Sentymenty musiały zostać jednak w szatni.

– Z mojej perspektywy mecz z AZS będzie taki sam, jak każdy inny. Podchodzę do każdego przeciwnika z należytym szacunkiem. Natomiast zawsze z sentymentem będę wspominał akademicki klub, ponieważ to właśnie AZS dał mi szansę na rozpoczęcie przygody z futsalem. Spędziłem tam wiele wspaniałych chwil. Niezmiernie mnie cieszy fakt, że futsal na Mazowszu się rozwija i mam ciszą nadzieję, że w przyszłym sezonie zagramy ze sobą na najwyższym szczeblu – powiedział przed meczem zawodnik Legii – Grzegorz Och i były wieloletni kapitan AZS UW.

Faworytem do awansu była drużyna grająca na co dzień w ekstraklasie czyli AZS UW Darkomp Wilanów. Zespół dobrze zaprezentowała się w ostatnim ligowym meczu z utytułowanym Clearexem Chorzów (4:4). Podopieczni Macieja Karczyńskiego musieli tym razem wystąpić bez swojego najlepszego strzelca Michała Klausa, który przebywa na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Walcząca o awans do krajowej elity Legia chciała z pewnością uwodnić swoją wartość i zacząć iść w ślady kolegów z dużego boiska, którzy najwięcej razy w historii sięgali po Puchar Polski, aż 19 razy.

Już w pierwszej minucie gry strzałem z rzutu wolnego czujność bramkarza Legii sprawdził Maciej Pikiewicz. Jednak Tomasz Warszawski – również były gracz AZS UW nie dał się zaskoczyć. Po chwili przed szansą stanął grający trener gospodarzy Mariusz Milewski. W przeciągu kilku minut dwa razy azetesiaków ratował też słupek, w tym raz po indywidualnej szarży Mateusza Olczaka, który lata temu rozegrał kilka meczów w drużynie AZS UW zanim trafił do Gatty. Na zegarze było wciąż 0:0, ale remisem pucharowy mecz nie mógł się zakończyć.

W 17 minucie pierwszej połowy gola dającego prowadzenie Legii dał wspomniany Mateusz Olczak. Piłka po rykoszecie zmyliła jeszcze bramkarza Kamila Wójcika. Podziało to jak płachta na byka na graczy w białych strojach, którzy rzucili się do odrabiania strat. Próbowali Denis Lifanow, Norbert Dregier, a Jakub Nahorny sprytnie uderzał piętą, ale wynik nie uległ zmianie.

Po zmianie stron drużyna AZS prezentowała się już dużo lepiej. Do remisu mógł doprowadzić kapitan Rafał Marcinkowski, który wyszedł z kontrą i strzelił z dystansu. Po chwili Nahorny i Dregier próbowali na raty pokonać bramka Legii, ale uratował gospodarzy uratował Warszawski.

Rezultat wyrównał Norbert Dregier, który w 25 minucie gry huknął w lewej strony parkietu w długi róg bramki rywala. Było to jego pierwsze trafienie dla AZS UW Darkomp po transferze z Gatty Zduńska Wola. Moment później w doskonałej sytuacji znalazł Bartosz Przyborek, ale nie wykorzystał sytuacji.

Zmienić wynik mógł ponownie Dregier po dwójkowej akcji z Marcinkowskim, ale strzelił obok słupka. Swoją szansę miał też Tomasz Żebrowski, który po drużynowej akcji znalazł się w polu karnym rywala, jednak uderzył zbyt lekko. Goście prowadzili grę, ale nie mogli tego zamienić na gola.

Dopiero w 33 minucie Dregier otrzymał precesyjne podanie od Radosława Marcinkowskiego i dopełnił formalności zdobywając bramkę na 2:1. Taka przewaga w futsalu nic nie znaczy, więc AZS chciał pójść za ciosem. Bardzo dobrze spisywał się jednak bramkarz Legii. Na 5 minut przed końcem zagotowało się przed w polu karnym gości, ale dobrą interwencją popisał się Kamil Wójcik. Losy meczu mógł rozstrzygnąć Jakub Nahorny, który chciał wykończyć kontratak, ale znów Tomasz Warszawski był na posterunku.

Ostatnie 3 minuty gospodarze grali z wycofanym bramkarzem. Ryzyko opłaciło się tuż przed końcem regulaminowego czasu gry, kiedy to Mariusz Milewski uderzył z dystansu mocno i precyzyjnie.

Dogrywka przyniosła sporo emocji. Pod koniec pierwszej jej części gola zdobył Igor Sobalczyk kończąc trójkową akcję AZS. Podwyższyć mógł Lifanow, ale Warszawski po raz kolejny uratował kolegów. Drugą połowę Legia zaczęła grać w przewadze, ale tym razem ryzyko mogło skończyć się samobójczym golem. W porę jednak jeden z graczy zdążył zatrzymać piłkę zmierzającą do pustej bramki. Zamiast podwyższenia dla UW, do remisu na 3:3 doprowadził Krzysztof Jarosz.

foto:sportowa.tv

Na 20 sekund przed końcem meczu piłkę meczową miała Legia. Wszystko po tym jak Nahorny sfaulował rywala na jego połowie, co oznaczało szóste przewinie na koncie AZS UW i rzut karny przedłużony z 10 metrów. Bohaterem ostatniej akcji był Kamil Wójcik, który obronił uderzenie Mariusza Milewskiego. O awansie miała zdecydować seria karnych. Tu lepsi okazali się zawodnicy AZS UW Darkomp Wilanów 5:3 i mogli cieszyć się z awansu po bardzo wyrównanym meczu.

-Legia zagrała bardzo dobry mecz. Widać było, że ostatnie wzmocnienia w postaci Olczaka i Szymczaka dodały im jakości. To był mecz walki, w którym mieliśmy bardzo dużo niewykorzystanych sytuacji. Najważniejsza, że wygrał futsal. Pokazaliśmy, że Warszawa zasługuje na dwie drużyny w ekstraklasie, a sama dyscyplina może dostarczyć wielu emocji.  Uważam, że między naszymi klubami jest zdrowa rywalizacja. Zdajemy sobie sprawę z potęgi Legii i że za jakiś czas pewnie będzie zespołem wiodącym. Ale my też mamy swoje miejsce w Warszawie, tu mieszkamy, tu szkolimy młodzież i wyszukujemy zawodników na AMP-ach. Pewnie ktoś z nich kiedyś będzie chciał grać dla Legii. Ale mam nadzieję, że ktoś będzie też dumny z tego że gra dla AZS UW – powiedział po spotkaniu Maciej Karczyński, trener AZS UW Darkomp Wilanów.

Mecze kolejnej rundy futsalowego Pucharu Polski odbędą się najprawdopodobniej 10 lutego.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: archiwum, relacja internetowa

Legia Warszawa – AZS UW Darkomp Wilanów

3:3 (k.3:5)

 Dregier x2, Sobalczyk – Olczak, Milewski, Jarosz

Legia: Warszawski (Świątkowski), Tarnowski, Świniarski, Grzyb, Jarosz, Yusupov, Olczak, Rusiecki, Szymczak, Milewski, trener: Mariusz Milewski

AZS UW Darkomp: Wójcik (Mianowicz), Nahorny, Lifanow, Marcinkowski, Dregier, Starek,Przyborek, Szymonek, Pikiewicz, T. Żebrowski, B. Żebrowski, Sobalczyk, trener Maciej Karczyński.

 

 

 

 

 

 

Ponad 60 zawodników z licencją na szybkie zjeżdżanie wystartowało podczas trzeciego etapu Akademickiego Pucharu Polski w narciarstwie alpejskim – AZS Winter Cup. Zawody odbywały się na stokach Jaworzyny w Beskidzie Sądeckim przy dodatniej temperaturze i silnym wietrze.

Po Zakopanem i Czarnej Górze alpejczycy walczący o zimowy puchar AZS zawitali w okolice Krynicy-Zdroju. W „polskim Dawos” wszyscy chcieli zaprezentować bogatą ofertę swoich umiejętości. Zgodnie z obowiązującymi obostrzeniami startujący musieli posiadać licencję Polskiego Związku Narciarskiego. Dla amatorów narciarstwa stoki są wciąż bowiem zamknięte.

Bohaterką piątkowych zmagań została Katarzyna Wąsek z warszawskiego Coliegium Civitas, która zgarnęła dublet wygrywając zarówno w slalomie gigancie z łącznym czasem po dwóch przejazdach wynoszącym 2:07.36, oraz slalomie 1:37:16.

– Bardzo cieszę się z wygranej. Jak to się robi? Pożycza się szczotkę na starcie, szczotkuje i jedzie szybko. A tak poważnie, to jak na te warunki nie można było się spodziewać cudów. Było ciepło, wiał mocny wiatr, choć to ostatnie dla nas akurat nie miało znaczenia. Co do moich przygotowań, to za bardzo nie trenuję. Byłam na treningu w grudniu i teraz na jednym w środę. Te zawody to była dla mnie też forma sprawdzianu, bo chcę w przyszłym tygodniu pojechać na mistrzostwa Polski – mówiła po wszystkim zwyciężczyni.

Wśród mężczyzn zacięty pojedynek stoczyli Dominik Białołbrzycki z AWF Katowice, który wygrał w slalomie z czasem po dwóch przejazdach 1:29.19. Natomiast w gigancie najlepszy był Juliusz Mitan z rezultatem 2:02.82. Zawodnik AGH Kraków miał szanse na podwójną wygraną, bo po pierwszym przejeździe w slalomie tracił tylko dwie setne sekundy do lidera.

– Jestem bardzo zadowolony, bo w tym roku pierwszy raz w gigancie staję na podium. Dobrze czuje się w tej konkurencji i staram się wygrać. Dziś się udało i to mnie bardzo cieszy. Co do warunków, to najbardziej przeszkadzało że na goglach zbiera się woda i nie było widać toru jazdy. Ale warunki według mnie dla każdego były wyrównane – ocenił tuż po starcie Dominik Biełobrzycki.

– Uważam, że warunki nie były idealne do jazdy, bo śnieg był trochę miękki, ale i tak nie było najgorzej. Niestety „czary” kolegi Żabskiego zburzyły moją twierdzę spokoju, bo zostałem na starcie długo przytrzymany i to mnie wybiło z rytmu. Ale i tak jestem całkiem zadowolony – mówił Juliusz Mitan.

Kolejne zawody eliminacyjne w ramach AZS Winter Cup odbędą się na terenie Małopolski, a dokładnie w Zawoi. Zwycięzców jubileuszowej 18. edycji najlepszej ligi narciarskiej w kraju poznanym pod koniec lutego.

Głównym organizatorem imprezy jest AZS Warszawa. Partnerami wydarzenia są Grupa Lotos S.A i Ministerstwo Sportu. Nagrody ufundowali firmy Rosingoll, Dynastar, Lange, oraz Toyota W&J Wińsiewski. Patronem medialnym jest Magazyn NTN Snow & More i skifoto.pl.

Autor: Robert Zakrzewski

AZS Winter Cup – Jaworzyna Krynicka, wyniki kobiet:

Slalom Gigant

1. Katarzyna Wąsek (CC Warszawa) 2:07,36

2. Karolina Haratek (UJ CM Kraków) 2:08,06

3. Helena Kubasiewicz (ALK Warszawa) 2:08,18

Slalom

1. Katarzyna Wąsek (CC Warszawa) 1:34,71

2. Helena Kubasiewicz (ALK Warszawa) 1:35,74

3. Iga Wilczyńska (AWF Kraków) 1:37,16

AZS Winter Cup – Jaworzyna Krynicka, wyniki mężczyzn

Slalom Gigant

1. Juliusz Mitan (AGH Kraków) 2:02,82

2. Norbert Wróbel (AWF Kraków) 2:02,84

3. Dominik Białobrzycki (AWF Katowice) 2:03,81

Slalom

1. Dominik Białobrzycki (AWF Katowice) 1:29,18

2. Michał Czerwiński (PK Kraków) 1:29,58

3. Juliusz Mitan (AGH Kraków) 1:30,21

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Piękne choreografie, skoki i piruety – to wszystko opanować można w AZS Łyżwiarstwa Figurowego. Jeśli ktoś nie lubi zimna, lub na lodzie idzie mu jak po grudzie, to do wyboru ma też rolki albo wrotki.

W tym roku minie osiem lat od założenia sekcji łyżwiarstwa figurowego przy stołecznym AZS. Przez długi czas sekcja trenowała na łyżwach jedynie przez trzy zimowe miesiące. Dlatego już w drugim roku swojej działalności wiosną i jesienią figurówki zastępowano rolkami.

Obecnie wyodrębnione zostały dwie specjalizacje – rolkarsko-wrotkarska zawodnicza trenująca na halach sportowych, oraz łyżwiarska – po raz pierwszy mająca zajęcia przez cały rok akademicki na jedynym całorocznym lodowisku w Warszawie. Chociaż sukcesów osiąganych przez Dorotę Zagórską i Mariusza Siudka niektórzy obecni studenci mają prawo już nie pamiętać, to zainteresowanie jazdą figurową jest spore.

– Zawsze marzyło mi się stworzyć coś swojego i dać amatorom namiastkę profesjonalnego klubu. Łyżwiarstwo jest specyficznym sportem, bo aby mieć szansę startować na poziomie wyczynu trzeba zacząć trenować we wczesnych latach dzieciństwa ok. 4-8 roku życia. Potem zostają jedynie zawody dla amatorów, którzy mimo wszystko są w stanie osiągnąć całkiem sporo! Byłam jednak zbyt młoda, żeby zacząć coś samemu. Zupełnie nie znałam się na prowadzeniu własnej działalności i bałam się ryzyka. Jednak na grupach studenckich zobaczyłam pytania, dlaczego nie ma takiej sekcji. Stwierdziłam więc, że skoro jest zainteresowanie, to może ma to sens. Najpierw udałam się swoją uczelnię – WUM i tam mi zaproponowano zrobić sekcję międzyuczelnianą – opowiada Agnieszka Dobrowolska, pomysłodawczyni i główna trenerka obu sekcji.

Niestety w Warszawie nie ma zbyt wielu miejsc, w których można uprawiać sporty zimowe. Dodatkowo z powodu pandemii nie zostały otwarte miejskie obiekty jak ten przy ul. Rokosowskiej. To tam przez długi czas ćwiczyła sekcja łyżwiarska AZS. Pozostaje więc oblegany Torwar, czy Tor Łyżwiarski Stegny.

– Jeśli chodzi o sekcję łyżwiarską, to do zeszłego sezonu trenowaliśmy na sezonowych lodowiskach. Dodatkowe treningi do pokazów uświetniających różne imprezy takie jak WOŚP odbywały się często w godzinach niemalże nocnych. Niestety znalezienie miejsca na Torwarze też graniczyło z cudem. W tym roku dopiero mamy możliwość mieć tam treningi – jednak nadal jest to bardzo późna pora, bo 23:30 w środku tygodnia. Pomimo tego zdecydowaliśmy się na nią – baliśmy się, że lodowiska sezonowe z uwagi na pandemię mogą w ogóle nie wystartować i był to słuszny krok – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Dołączyć do AZS może praktycznie każdy. Do sekcji łyżwiarskiej przyjmowane są osoby od 18 roku życia, a to ze względu na późną porę zajęć. Początkujący nie muszą się bać, bo znajdą grupę dla siebie. Do sekcji zawodniczej rolkarsko-wrotkarskiej mogą się zgłosić osoby już od 12 roku życia. Jednak jak słyszymy dopiero po osiągnięciu min. poziomu skoków pojedynczych.

W obu przypadkach potrzebne są chęci, trochę czasu i legitymacja członkowska, którą teraz wyrobić można przez internet. Treningi sekcji łyżwiarskiej odbywają się dwa razy w tygodniu, a w przypadku sekcji rolkarsko-wrotkarskiej zawodniczej trzy razy. Dla studentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego stanowić może to zaliczenie Wychowania Fizycznego. Zajęcia są płatne.

– Grupa początkująca treningi zaczyna od zupełnych podstaw, bardziej zaawansowane osoby kontynuują trening na swoim poziomie. Oprócz zajęć praktycznych mamy też zajęcia imitacyjne. W ich zakres wchodzi trening ogólnorozwojowy oraz specjalistyczny – rozkładamy elementy na czynniki pierwsze, imitujemy ruchy które wykonujemy podczas treningu właściwego. Są również zajęcia baletowo-taneczne oraz stretching. Używamy specjalistycznego sprzętu: spinnery, rotatory, wędki, wyciągarki, gumy, skakanki, ciężarki czy balansery – tłumaczy Agnieszka Dobrowolska.

Więcej o podstawach jazdy będzie można również już wkrótce przeczytać w książce napisanej przez główną trenerkę obu sekcji AZS pt. „Podstawy jazdy na łyżwach, rolkach i wrotkach” (wyd. BIS). Premiera planowana jest na luty 2021.

Jednym z celów łyżwiarzy jest wskoczenie axlem do programu Akademickich Mistrzostw Polski. Jeśli nie w odmianie zimowej, to w tej letniej, która wydaje się być łatwiejsza w organizacji. W najbliższym czasie zawodnicy AZS walczyć mają podczas pierwszych Mistrzostw Polski w jeździe figurowej na rolkach. Impreza miała odbyć się w czerwcu 2020 roku, ale została przełożona z powodu pandemii. Jeśli sytuacja covidowa pozwoli, to planowane są również starty poza granicami Polski.

– Duży impuls dało nam dynamicznie rozwijające się w Polsce rolkarstwo i wrotkarstwo figurowe. Dzięki temu, że są to stosunkowo młode dyscypliny, mamy możliwość doprowadzenia podopiecznych do poziomu Mistrzostw Polski pomimo tego, że zaczynali oni w wieku nastoletnim, albo już nawet dorosłym. To dlatego w tym roku taka sekcja została całkowicie wyodrębniona i nastawiona jest przede wszystkim na sportową rywalizację już na poważnie – dodaje rozmówczyni.

W 2020 roku powstał też siostrzany klub Arum nazywany „małym AZS-em” i prowadzony przez tych samych trenerów. Jego zadaniem jest nauka jazdy na łyżwach i rolkach młodych adeptów tej sztuki, tak żeby przyszłości mogli reprezentować barwy akademików na poziomie wyczynowym. Klub zaprasza również dorosłych na rekreacyjną jazdę i naukę od podstaw.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: AZS Łyżwiarstwo Figurowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W wieku 92-lat zmarła Krystyna Lipska-Skład honorowa prezes AZS AWF Warszawa, przez większość życia związana z bielańską uczelnią.

Krystyna Lipska-Skład łącznie przez dwie dekady pełniła funkcję prezesa klubu AZS AWF Warszawa (1973-1980,1983-1985,1989-1997). W 1997 roku przyznano jej tytuł Honorowego Prezesa Klubu. Przez 40 lat była nauczycielem akademickim, specjalistką w zakresie pływania, czy narciarstwa alpejskiego. 

Z uczelnią i klubem związana była od ukończenia studiów w 1950 roku, aż do przejścia na emeryturę. W barwach AZS AWF Warszawa uprawiała lekką atletykę i koszykówkę. Pełniła wiele funkcji od kierowniczki sekcji pływania po wiceprezesa.

-Krysia była bardzo oddana AZS-owi. Wszędzie jej było pełno i o wszystko się troszczyła. Uczestniczyłam z nią w wielu ówczesnych  zarządach i widziałam, że jest osobą bardzo decyzyjną. To była jedna z nielicznych kobiet, które powinny nosić krawat. To była prawdziwa azetesianka – wspomina Ewa Żak, jej wieloletnia współpracownica.

W 1991 roku Krystyna Lipska-Skład została członkiem honorowym ZG AZS.

RZ

foto: muzeum.azs.pl

Po zakończeniu spotkania AZS UW DARKOMP Wilanów z Clearexem Chorzów żaden z zespołów nie mógł cieszyć się w pełni. Choć gospodarze trzy razy obejmowali prowadzenie, to mecz zakończył się podziałem punktów. Utytułowani rywale uniknęli porażki, ale na pewno liczyli na więcej.

W mroźną niedzielę do Warszawy przyjechała jedna z najbardziej znanych futsalowych marek w kraju. Clearex Chorzów to pięciokrotni mistrzowie Polski, którzy w tym sezonie także walczą o medale. Cel azetesiaków jest zupełnie inny, bo beniaminek chce pozostać w futsalowej Ekstraklasie.

Na papierze faworytami byli goście, a przemawiała za nimi nie tylko bogata historia, ale i bilans bezpośrednich meczów o ligowe punkty. Wszystkie trzy rozegrane do tej pory pojedynki w najwyższej fazie rozgrywek zwyciężył Clearex. W pierwszej rundzie chorzowianie u siebie wygrali z AZS UW DARKOMP aż 8:2.

Od początku do ataku ruszyli przyjezdni. Swoje szanse mieli Mariusz Seget, Sebastian Brocki czy Daniel Krawczyk. Na posterunku był jednak dobrze dysponowany bramkarz AZS – Kamil Wójcik. Raz zachować czyste konto pomógł mu też słupek.

Bramka dla Clearexu wisiała w powietrzu, ale z gola cieszyli się warszawianie. W 10 minucie drużynową akcję wykończył Ukrainiec Denis Lifanow z bliska posyłając piłkę między słupki bramki rywali. Taki wynik utrzymywał się tylko 40 sekund, bo do remisu doprowadził wspomniany już Leszczak.

Po chwili czujność bramkarza chorzowian sprawdził Maciej Pikiewicz strzałem z dystansu, a w 13 minucie znów prowadzenie AZS dał Jakub Nahorny, któremu piłkę zagrał Lifanow. 22-letni zawodnik nie miał problemów z umieszczeniem piłki z bliska w siatce. To była ostatnia bramka w pierwszej połowie.

Druga część meczu rozpoczęła się od trafienia Clearexu. Stan gry został wyrównany po niemal 50 sekundach przez Mikołaja Zastawnika. Gracz rywali znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, po tym jak jego kolega wykonywał rzut wolnym, a piłka przeszła przez mur.

Na prowadzenie gospodarzy próbował ponownie wyprowadzić Michał Klaus uderzając mocno z wolnego, a Kuba Nahorny po dobrym rozegraniu rzutu rożnego trafił w poprzeczkę. W dobrej sytuacji znalazł się też rozpędzony Bartosz Przyborek, ale został sfaulowany.

Z uderzenie AZS UW DARKOMP wybił Sebastian Brocki, który główkował z kilku metrów i dał prowadzenie Clearexowi. Goście cieszyli się z tego wyniku tylko dwie minuty, bo sprawy w swoje nogi wziął Igor Sobalczyk. Zawodnik od kilku dni dopiero reprezentujący azetesaików uderzył mocno z dystansu.

Na siedem minut przed końcem tablica świetlna świetnie pokazywała jak bardzo jest to wyrównany mecz. Przy rezultacie 3:3 było 4:4 w faulach i obie drużyny musiały uważać na piąte przewinienie. Każde kolejne skutkowało by rzutem karnym przedłużonym.

Po chwili azetesiacy znów znaleźli się na prowadzeniu za sprawą Bartosza Przyborka, który z bliska trafił pod poprzeczkę. Gracz wykończył kolejne dobre rozegranie rzutu rożnego. W końcówce Clearex już nie miał czego bronić i zdecydował się zaryzykować grę w przewadze.

Mogło to przynieść kolejnego gola dla AZS, bo Jakub Nahorny odbierając piłkę rywalom strzelał z własnej połowy, ale nad poprzeczką. Próbował też bramkarz Kamil Wójcik, ale jego uderzenie zablokował ostatni z rywali.

Na niecałą minutę przed końcem trafienie dające remis zdobył Sebastian Leszczak, ponownie wpisując się na listę strzelców. Zawodnik poruszający się w niebieskiej koszulce jako wycofany bramkarz znalazł się w dobrym miejscu i huknął w krótki róg. Jeszcze na dwie sekundy przed końcem na pustą bramkę uderzał Przyborek, ale niezbyt celnie.

– Trzy razy prowadziliśmy, ale doświadczenie Clearexu brało górę. Bałem się, że nie podniesiemy się z tego 2:3, ale Igor Sobalczyk udowodnił swoje doświadczenie i już w pierwszym meczu pokazał, że warto było go ściągnąć. W końcówce popełniliśmy błąd, ale taki jest sport. Ja szanuję ten punkt, bo przed meczem taki wynik brałbym w ciemno. Czas płynie na naszą korzyść, bo po porażce na wyjeździe teraz udowodniliśmy, że jesteśmy równorzędnym rywalem – ocenił trener Maciej Karczyński.

– Wygrana była blisko, ale ten punkt też cieszy. Przed meczem nie stawialiśmy się na przegranej pozycji, tylko chcieliśmy walczyć. Widowisko na pewno było fajne i mogło się podobać kibicom przed telewizorami – dodał Michał Klaus, który został powołany do reprezentacji Polski na mecze kwalifikacyjne mistrzostw Europy z Portugalią.

Teraz w Statscore Futsal Ekstraklasie nastąpi przerwa na wspomniane spotkania reprezentacji Polski. Drużyny wrócą na parkiet na początku lutego. AZS UW Darkomp czekać będzie wyjazdowe spotkanie z FC Toruń.

Autor: Robert Zakrzewski

AZS UW Darkomp Wilanów – Clearex Chorzów

4:4 (2:1)

Lifanow (10), Nahorny (13), Sobalczyk (33), Przyborek (34) – Leszczak (11, 39), Zastawnik (21), Brocki (31)

Siatkarki z Bielan utrzymują dobrą passę, zwyciężając w trzech setach nad AZS LSW i tym samym zdobywają kolejne 3 punkty. W rozgrywkach II ligi zespół stołecznego AZS AWF jest jak huragan, który pochłania kolejne rywalki.

W hali im. Janusza Kusocińskiego na stołecznych Bielanach, w mroźne sobotnie popołudnie 16 stycznia, rywalizację rozpoczęły zawodniczki dwóch warszawskich uczelni: AZS Akademii Wychowania Fizycznego oraz AZS Lingwistycznej Szkoły Wyższej.  Zawodniczki AZS AWF wystąpiły w roli faworytek spotkania, ze względu na pierwsze miejsce w tabeli, oraz atut własnego parkietu. Drużyna AZS LSW również liczyła na zwycięstwo, choć wiedziała, że to nie przyjdzie jej łatwo.

Pierwszy set był bardzo wyrównany. Wydawało się, że oba zespoły zwycięstwo mają w zasięgu ręki. Atak, obrona, atak, obrona – tak można by określić końcówkę pierwszej partii meczu. Ostatecznie drużyna gospodarzy wyszła na prowadzenie 23:20 i wygrała pierwszego seta z wynikiem 25:21, tracąc tylko jeden punkt.

Drugą część spotkania rozpoczęły siatkarki LSW, serwując na aut.  W kolejnych minutach meczu zespół AWF powiększał swoją przewagę, doprowadzając do wyniku 10 : 3. Zespół gości powoli odrabiał straty. Zza linii bocznej można było usłyszeć trenerkę drużyny AZS LSW – Agatę Szustowicz, która dawała wskazówki swoim podopiecznym. Mimo to drugi set zakończył się ponownie zwycięstwem zawodniczek Piotra Najmowicza.

Początek ostatniej partii meczu był podobny do pierwszej, a przewaga AZS AWF wynosiła zaledwie kilka punktów. Wyjątkowo zaciętą walkę o punkt obie drużyny stoczyły przy wyniku 12 : 9 dla drużyny z Bielan. Akcja toczyła się dynamicznie, a piłka aż 18 razy zmieniała stronę siatki, by ostatecznie wylądować na połowie drużyny LSW, dając tym samym kolejny punkt dla dziewczyn z AWF. Ostatecznie mocniejsze okazały się zawodniczki AZS AWF, zwyciężając ostatniego seta 25 : 18, a cały mecz 3 : 0.

Lepszego scenariusza zawodniczki AWF nie mogły sobie wymarzyć. To kolejna wygrana bez straty seta i pewne pierwsze miejsce w drugiej grupie ligi. O założenia na ten mecz i ich realizację zapytałam trenera AZS AWF Warszawa – Piotra Najmowicza.

-Założenia mieliśmy takie jak w każdym meczu – czyli wyjść na boisko i wygrać, bo tylko i wyłącznie po to wychodzimy na plac gry. Analizowaliśmy wcześniej grę przeciwnika, nie możemy sobie pozwolić na odpuszczenie komukolwiek, dlatego że walczymy o najwyższe cele. Dziewczyny zrealizowały to, co miały nakreślone i stąd kolejne 3 punkty dla nas. Jesteśmy konsekwentni i jak na razie idzie nam bardzo dobrze. Musimy udowadniać swoją wyższość w każdym meczu. Taktyka na różnych przeciwników bywa różna, ale nie zmienia się jedna rzecz: zawsze wychodzimy po to, żeby wygrać – ocenił szkoleniowiec AZS AWF.

Pomimo braku kibiców w hali AWF nie brakowało głośnego dopingu i okrzyków radości. Obie ekipy zagrzewały do walki swój zespół. W najważniejszych momentach meczu, gdyby zmierzyć liczbę decybeli, mogłoby zabraknąć skali. Jednak nie można tego porównać do trybun wypełnionych kibicami.

-W tamtym sezonie wsparcie kibiców było bardzo budujące. Inaczej gra się z publicznością, bo ma się dla kogo grać i jest zupełnie inna atmosfera. Doping na pewno bardziej napędza grę. My próbujemy go nadrobić, ale to nie jest to samo. Jeżeli ja jestem na boisku, to się odcinam od tego wszystkiego i kibice bardziej napędzają do gry, niż rozpraszają – mówi przyjmująca drużyny AZS AWF Warszawa, Aleksandra Ryglewicz.

Trenerka gości, Agata Szustowicz, mimo porażki, potrafiła dostrzec mocne punkty swoich podopiecznych i konstruktywnie skomentować mecz.

-Tak naprawdę dopiero po nowym roku zaczęłyśmy trenować w pełnym składzie. Założeniem było przede wszystkim odbudować psychikę dziewczyn. Nastawiłyśmy je bardzo pozytywnie, bez spięcia, bez nie wiadomo jakich wymagań i oczekiwań, i w pierwszym secie to się udało. Mamy też swoje założenia.  Bardzo się cieszę, że dziewczyny realizują te założenia przedmeczowe w trakcie spotkania i to już jest postęp. Gdy ich rozgrywająca kiwa, to ta kiwka nie może wejść i dziewczyny rzeczywiście podbijają. To są też fajne rzeczy, które budują. Po przegranych meczach staramy się na takie rzeczy zwracać uwagę, oczywiście na błędy też – mówiła była zawodniczka AZS AWF Warszawa, dziś prowadząca drużynę AZS LSW.

Drużyna AZS AWF w swoim kolejnym spotkaniu zmierzy się z zespołem ESPES Sparta Warszawa. Dziewczyny z Akademii Wychowania Fizycznego z pewnością będą starały się utrzymać wysoki poziom gry. Trzymamy kciuki za kolejną wygraną zawodniczek z Bielan. Natomiast przed zespołem AZS LSW kolejne akademickie derby, tym razem z AZS AWF Biała Podlaska.

Autor: Katarzyna Kołat

AZS AWF Warszawa – AZS LSW Warszawa

3:0

(25:21, 25:13, 25:18 )

 

 

 

 

Akademickie derby w koszykarskiej I lidze kobiet dla AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodniczki ze stolicy pokonały AZS Uniwersytet Gdański aż 24 puntami i wzięły udany rewanż za porażkę w pierwszej rundzie.

W czwartkowy wieczór w hali Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego zmierzyły się drużyny spod szyldu AZS. Do stolicy przyjechał faworyzowany zespół Uniwersytetu Gdańskiego, który jeszcze w ubiegłym sezonie występowała w Energa Basket Lidze. Na niekorzyść przyjezdnych przemawiać mógł fakt, że dzień wcześniej rozegrały zaległe spotkanie w Sokołowie Podlaskim, przegrane zresztą 48:59.

Zawodniczki AZS Uniwersytetu Warszawskiego wychodziły na parkiet z chęcią przerwania serii pięciu przegranych z rzędu. Ostatnie zwycięstwo w I lidze podopieczne Małgorzaty Zaroń odniosły pod koniec listopada zeszłego roku w Aleksandrowie Łódzkim (69:44). Co więcej na sześć spotkań rozgrywanych u siebie, do tej pory wygrały tylko dwa razy, w tym z Politechniką Gdańską II (87:44).

– Ostatnie porażki podcięły nam skrzydła i ciężko było nam się z tego odbudować. Inaczej gra się gdy jest się na takiej fali wznoszącej. Fajnie, że przyszedł taki mecz i mogliśmy się odbić. Zdaje sobie sprawę, że rywalki nie wystąpił też w najsilniejszym składzie – powiedziała Małgorzata Zaroń, trenerka AZS Uniwersytetu Warszawskiego.

Pierwsza kwarta zaczęła się fantastycznie dla gospodyń grających w granatowych strojach. Sygnał do ataku dała Katarzyna Świeżak zdobywając dwa punkty spod kosza, później podwyższyła Milena Krzyżaniak z rzutu osobistego. Swoją cegiełkę dołożyła też Weronika Preihs i tak w piątej minucie meczu stan gry wynosił 10:0. Licznik gdańszczanek ruszyła Kinga Bączek trafiając dwa rzuty osobiste. Do końca pierwszej kwarty pozostały wtedy ponad 3 minuty.

Na drugą odsłonę drużyny wychodziły przy stanie 16:7. Już po chwili Weronika Preihs dwoma trafieniami podwyższyła prowadzenie AZS UW do 13 oczek. Rywalki starały się odrobić straty, ale gospodynie były doskonale dysponowane. Idealnym zakończeniem pierwszej połowy był trafiony rzut za trzy punkty Mileny Krzyżaniak w ostatniej sekundzie. Po 20 minutach gry rezultat wynosił 41:25.

Po przerwie do ataku ruszyły zawodniczki z Gdańska, jednak pierwsza akcja i próba rzutu za trzy punty okazały się nieskuteczne. W odpowiedzi trafiła Katarzyna Świeżak i następnie Milena Krzyżaniak dołożyła „trójkę”. Po kilku udanych akcjach, przechwytach i kontrach przewaga UW sięgała nawet 24 punktów (56:34). Wtedy trener gdańszczanek Włodzimierz Augustynowicz poprosił o czas. Było jednak już za późno, żeby zatrzymać rozpędzony pociąg jadący po zwycięstwo.

Jeśli drużyna AZS UG myślała jeszcze o korzystnym wyniku, to miała ostatnie 10 minut na odrobieniu 25 punktów. Ale od trafienia i to za trzy oczka zaczęły warszawianki, po chwili podwyższyła Aleksandra Kaja za dwa. Czwartą kwartę minimalnie wygrały zawodniczki znad morza, ale w całym meczu dominacja gospodyń była bezdyskusyjna. Na pół minuty przed końcową syreną Ida Wiśniewska ustaliła rezultat spotkania na 83:59.

– To zwycięstwo na pewno cieszy. Zaczęły wychodzić nam nowe sytuacje nad którymi pracowaliśmy. Wiemy nad czym jeszcze musimy trenować i do czego się przykładać. Oczywiście popełniałyśmy błędy, ale zmusiłyśmy rywalki do jeszcze większej liczby pomyłek i to jest bardzo optymistyczne – oceniła po meczu Małgorzata Zaroń.

Najwięcej punktów w drużynie AZS Uniwersytetu Warszawskiego zdobyła Weronika Preihs – 19, po 16 punktów dołożyły jej koleżanki Aleksandra Kaja i Kinga Dzierzbicka. Najlepszą strzelczynią w drużynie AZS Uniwersytetu Gdańskiego była Agata Stępień z 17 punktami na koncie.

Autor: Robert Zakrzewski

AZS Uniwersytet Warszawski – AZS Uniwersytet Gdański

83:59

(16:7,25:18,21:12,21:22)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Była zmiana terminu, zmiana gospodarza, ale losów meczu nie dało się już odmienić. W pierwszym tegorocznym spotkaniu szczypiornistki AZS Uniwersytetu Warszawskiego przegrały z APR Radom aż 37:18. Gospodynie ciągle walczą o pierwsze punkty w sezonie.

W środowe popołudnie w Centrum Sportu i Rekreacji UW rozegrano jeden z ostatnich meczów w ramach 8 kolejki I ligi grupy C. Według założeń spotkanie powinno się odbyć w miniony weekend, jednak ze względu na baraże o udział w Mistrzostwach Polski juniorek rywalizacja została przełożona. Zmianie uległ też gospodarz ligowego pojedynku, bo pierwotnie zawodniczki powinny wyjść na parkiet w Radomiu.

Chociaż obie drużyny znajdują się w dolnej części tabeli I ligi i przed meczem spodziewać można było się zaciętego pojedynku, to już początek zmagań napisał zupełnie inny scenariusz. Już po sześciu minutach rywalizacji przyjezdne prowadziły 5:0. Rzutową niemoc azetesiaczki przerwały za sprawą Weroniki Witak, która doprowadziła do wyniku 1:7. Na zegarze dochodziła wtedy 8 minuta gry.

Gospodynie bardzo chciały doprowadzić do remisu, ale popełniały błędy. Każde złe podanie, nietrafiony rzut czy faul były wykorzystywane przez rywalki. W 20 minucie meczu było już 17:5, a na przerwę drużyny schodziły przy stanie 20:8.

Druga odsłona meczu rozpoczęła się od bramkowych akcji AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Po trafieniach Natalii Miąsek zawodniczki grające w żółtych strojach zdobyły swojego 10 gola. Do odrobienia miały jeszcze drugie tyle i 28 minut gry. W sporcie widziano już różne różne rzeczy, ale nie tym razem. Radomianki kontrowały przebieg spotkania i nie oddały swojego zwycięstwa nawet na moment. Wynik na 37:18 ustaliła ich młoda zawodniczka Anna Stefaniak.

– Miałyśmy za dużo błędów i niecelnych rzutów. Wychodząc na boisko trzeba chcieć wygrać. Dziewczynom brakuje jakiejś werwy i chęci, żeby razem coś zrobić, każda próbuje sama. Ciężko trenujemy, ale gdy dochodzi do meczu, to szwankuje sfera mentalna. Od ponad roku nie wygrałyśmy spotkania i ciężko jest grać jak w głowach jest myśl, że znów wyjdziemy na parkiet i dostaniemy – mówiła po meczu trenerka AZS UW Katarzyna Zglinicka-Skierska.

Także w środę, w zaległym spotkaniu 6 kolejki I ligi zawodniczki AZS AWF Warszawa wygrały na wyjeździe z SMS ZPRP III Płock 30:28, do przerwy prowadzać jedną bramką (11:10) i umocniły się w fotelu liderek I ligi gr. C. AZS Uniwersytet Warszawski zajmuje w tabeli 10. ostatnie miejsce.

Autor: Robert Zakrzewski

Dekadę temu koszykarze AZS Politechniki Warszawskiej wywalczyli historyczny awans do najwyższej fazy rozgrywek. Dziś stołeczni inżynierowie prowadzą internetową zbiórkę na rozwój sekcji i walczą o promocję do II ligi.

To był maj 2011 roku, gdy po po trzech zwycięstwach z Sokołem Łańcut AZS Politechnika Warszawska fetowała awans do ówczesnej Tauron Basket Ligi. Zespół oparty był na zawodnikach Fundacji Polonia 2011, a jednymi z filarów byli Piotr Pamuła, Łukasz Wilczek czy Mateusz Ponitka – dziś gwiazda reprezentacji Polski.

Obecnie stołeczni inżynierowie występują w 3 lidze, czyli czwartym poziomie rozgrywek. Trenerem drużyny jest Maciej Kret, który występował w drużynie Politechniki Warszawskiej w I lidze w sezonie 2009/2010. Dla jego podopiecznych czasy Basket Ligi, to odległy rozdział w historii. Jeszcze nie tak dawno istniała tam tylko drużyna akademicka, która postanowiła powalczyć o coś więcej. Najpierw zaczęto od gry w amatorskiej lidze, a później podniesiono sobie poprzeczkę.

– Przeprowadzając się na studia w 2014 roku zastałem na Politechnice koszykówkę w zupełnie innym miejscu. Z dawnego okresu miałem okazję poznać tylko Marka Papiołka, który był tak mocno związany z uczelnią, że wspomagał nas jeszcze podczas AMP-ów. Przez cztery lata pojawiali się nowi ludzie i zmienił się też zarząd AZS Politechniki Warszawskiej. W 2018 roku wpadliśmy na pomysł, żeby przywrócić koszykówkę. Bolało nas to, że na Politechnice Warszawskiej pojawiali się fajni gracze, ale sportowo nie było czym im zachęcić. W trzeciej lidze gramy drugi sezon i bardzo chcemy awansować – mówi Tomasz Kołakowski, niski skrzydłowy AZS PW.

W Basket Ekstralidze rywalami stołecznej Politechniki były takie marki jak Anwil Włocławek czy Śląsk Wrocław. W 3 lidze drużyna mierzy się z Kolejarzem Basket Radom, MUKS Piaseczno, czy Energa Hutnikiem Warszawa.

– Poziom trzeciej ligi jest bardzo zróżnicowany. Występują tu kluby, które ogrywają młodzież i drużyny podupadłe, które chcą się odbudować. Są też zespoły, które od zawsze traktowały ten sport amatorsko. W tym roku pojawił się nowy sponsor w Hutniku i widać, że tam poziom poszedł do góry. Chociaż to nasi ligowi rywale, to cieszy mnie, że kolejnej drużyna z Warszawy jest coraz lepsza. My też chcemy podnosić swój poziom i w przyszłości grać w coraz wyższych ligach – mówi nasz rozmówca.

Gracze Politechniki trenują trzy razy w tygodniu. Z powodu zdalnego nauczania nie zawsze udaje się im spotkać w komplecie. W najlepszych latach inżynierowie grali na Torwarze, czy w hali Koło, a teraz spotkania rozgrywają przy ul. Polnej. Prowadzona na wstępie zbiórka ma im pomóc w zdobyciu sprzętu treningowego czy też strojów.

– Pieniądze są istotne, ale nasz pomysł nie opiera się na tym żeby ściągnąć zawodników i szybko awansować. Chcemy patrzeć długofalowo i opierać zespół na studentach. Marzy mi się jakiś program, który zachęcałby młodych graczy żeby przychodzili na Politechnikę studiować i ogrywali się u nas. Wierzę, że mamy skład który stać na awans, niestety pandemia nie pomaga w treningach, ale ciągle jesteśmy w grze – opisuje koszykarz i założyciel zbiórki.

Swój najbliższy ligowy mecz zawodnicy AZS Politechniki Warszawskiej rozegrają pod koniec stycznia. Dodatkowo w rywalizacji Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza inżynierowie po trzech meczach mają na koncie dwie wygrane.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: AZS PW archiwum

Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/9rn5zx

Po wyrównanym pięciosetowym pojedynku zawodniczki AZS Lingwistycznej Szkoły Wyższej przegrały z BAS Kombinatem Budowlanym Białystok 2:3. Taki rezultat daje azetesieczkom jeden punkt, choć z pewnością liczyły na więcej.

Niemal każdy wie, że bas ma wysoki lub niski poziom. Jest też BAS siatkarski i w tabeli II ligi plasuje się w środku tabeli, a dokładniej na 5. pozycji. To jednak wystarczyło, żeby w sobotnie popołudnie przyjechać do Warszawy w roli faworytek. Gospodynie pojedynku AZS LSW chociaż w grudniu zaliczyły serię dwóch zwycięstw z rzędu, to plasują się na przedostatniej 10. lokacie. Azetesiaczki muszą walczyć o utrzymanie, choć przed sezonem nadzieje były dużo większe.

– Wydaje się mi się, że mamy zespół na poziomie trzeciego miejsca, ale wszystko to co się działo w ubiegłym roku bardzo nas dotknęło. Po pierwszym obozie mieliśmy przypadek koronawirusa. W efekcie miałam zdekompletowany zespół i czasami dwie rozgrywające musiały być na parkiecie, bo nie było kim zagrać. Za sobą mamy dopiero pierwsze trzy treningi, gdy spotkaliśmy się w pełnym składzie. Wierze, że efekty przyjdą – powiedziała trener Agata Szustowicz.

Pierwszego seta zwyciężyły reprezentantki Lingwistycznej Szkoły Wyższej, choć przez większość czasu musiały odrabiać straty. W pewnym momencie stan gry wynosił 18:23 i bliżej wygranej były już białostoczanki. Decydujący 26 punkt zdobyła mocnym atakiem z lewej strony Magdalena Tekiel-Centrone. Druga odsłona nie była już tak zacięta, a po kilkunastu minutach przyjezdne prowadziły 19:12. Tego już nie udało się odrobić i zawodniczki BAS doprowadził do remisu w meczu, zwyciężając drugą partię (25:19).

Niekończąca się wymiana ciosów – tak można opisać trzecią i najbardziej emocjonująca odsłonę spotkania. Przypominała ona starcie dwóch pięściarzy, którzy nie trzymają już gardy tylko uderzają w myśl przysłowia oko za oko. Żadna z drużyn nie mogła objąć większego prowadzenia niż dwa-trzy punkty. Dopiero przy stanie 24:22 dwie piłki setowe miał AZS, ale rywalki je obroniły. Seta zakończyły same zawodniczki BAS Białystok. Przy stanie 30:30 zaserwowały w siatkę, a po chwili popełniły błąd w odbiorze. Stan meczu wynosił 2:1.

Na więcej już siatkarkom AZS LSW nie starczyło szczęścia. Kolejny set zwyciężyły zawodniczki z Białegostoku, choć tu też w pewnym momencie azetesiaczki prowadził 20:19. Ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 25:21 i potrzebny był tie-break do wyłonienia zwyciężczyń. W nim już dominowała drużyna ze stolicy Podlasia, która do zmiany stron prowadziła 8:5. Ostatecznie piąty set zakończył się rezultatem 15:10, a cały mecz wygrał BAS Białystok 3:2. Mecz trwał niemal dwie i pół godziny.

– Myślę, że jeszcze dziewczyny potrzebują czasu i zwycięstw, żeby w siebie uwierzyć. Jeśli porażek jest sporo, to łatwo jest się podłamać. Oczywiście w czwartym secie też była szansa, żeby przechylić szalę na swoją stronę, ale chyba za bardzo dziewczyny się spięły, bo chciały udowodnić coś sobie, sztabowi czy prezesowi że są dobre. Teraz jak emocje opadły mogę powiedzieć, że cieszę się z tego jednego punkcika z taką drużyną jak BAS – dodała trenerka, a także była zawodniczka AZS AWF Warszawa czy też Skry.

W kolejnej kolejce AZS LSW Warszawa czeka trudne zadanie. W akademickich derbach drużyna zmierzy się z liderkami tabeli II ligi 2 grupy – AZS AWF Warszawa. Zespół z Bielan w sobotę pewnie wygrała na wyjeździe z Nike Węgrów 3:0 i umocniła się na pierwszym miejscu.

AZS LSW Warszawa – BAS Kombinat Budowlany Białystok 2:3

( 26:24, 19:25, 32:30, 21:25, 10:15 )

Skład AZS LSW: Anna Wolińska, Agata Korkiewicz, Katarzyna Maj (kapitan), Agnieszka Kowal, Anna Piątek, Paulina Kuźnia, Barbara Kołtun, Wiktoria Połosak, Katarzyna Tertelis, Ewa Czajkowska, Ewelina Karsztun, Magdalena Tekiel-Centrone, Michalina Sikora, Aneta Pietrzyńska

Autor: Robert Zakrzewski