Bez kategorii
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,paged,category,category-bez-kategorii,category-1,paged-21,category-paged-21,bridge-core-3.0.5,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-29.2,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.10.0,vc_responsive

Bez kategorii

Dla nich droga do Tokio to już nie tylko hasło, ale fakt. W środowe popołudnie grupa ok. 70 sportowców odebrała pierwsze olimpijskie nominacje i złożyła ślubowanie. W tym gronie była trójka zawodników AZS AWF Warszawa.

Na początek nominacje olimpijskie odebrali przedstawiciele kajakarstwa, podnoszenia ciężarów, tenisa, wioślarstwa, wspinaczki sportowej i żeglarstwa. To oni już dziś tj. w czwartek udadzą się do stolicy Japonii, gdzie wkrótce czekać ich będzie pasjonująca walka o medale.

To nie była pierwsza taka ceremonia w karierze wioślarki Agnieszki Kobus-Zawojskiej. Przed nią jednak igrzyska zupełnie inne od tych rozgrywanych pięć lat temu w Rio de Janeiro, bo w maseczkach, pełne obostrzeń, testów COVIDowych i przy ograniczonej liczbie kibiców.

W 2016 roku zawodniczka AZS AWF Warszawa wywalczyła brązowy medal w czwórce podwójnej. Teraz razem ze swoimi koleżankami z osady Martą Wieliczko, Marią Sajdak i Katarzyna Zillmann chciałaby ponownie stanąć na podium.

– Chciałam żeby imprezę mogli obejrzeć moi rodzice, ale w zamian wybiorą się pewnie na jakieś wakacje. Na pewno będą to nietypowe igrzyska, bo kibice to jest ważna część sportu. Na pewno chciałybyśmy zdobyć medal, bo każdy medal cieszy i będziemy walczyć o najwyższe cele – powiedziała Agnieszka Kobus-Zawojska.

Absolwentka AWF w tym roku uzyskała też absolutorium ekonomii na Uczelni Łazarskiego. Obronę pracy magisterskiej zostawia sobie na czas po igrzyskach.

– Jestem taką osobą, która nie potrafi się nudzić. Mój mąż wybrał ten kierunek i stwierdziłam, że póki mam jeszcze chęci to trzeba się kształcić. Ważna w tym wszystkim jest organizacja dnia i uważam, że w tym jestem bardzo dobra. Teraz czeka mnie jeszcze praca magisterska, ale to zostawiam sobie na deser – mówiła z uśmiechem wioślarka.

W roli debiutantów do Tokio udają się jej klubowi koledzy – Dominik Czaja i Szymon Pośnik, którzy razem z Wiktorem Chabelem i Fabianem Barańskim wystartują w czwórce podwójnej. W tej konkurencji kibice zawsze mają duże oczekiwania zwłaszcza, że pamiętają słynnych „Dominatorów” z 2004 i 2008 roku. Inni mają bardziej osobiste wspominania z czasów oglądania igrzysk.

– Jestem ze sportowej rodziny, więc byłem wychowany w sportowym duchu. Tata był członkiem misji olimpijskiej od Sydney 2000 do Londynu 2012, więc można powiedzieć, że uważnie oglądałem wszystkie igrzyska od tych australijskich. Może te pierwsze polegały bardziej na szukaniu taty na transmisjach. Później już bardziej świadomie kibicowałem polskim olimpijczykom i śledziłem zmagania najlepszych sportowców świata – wspomina Szymon Pośnik, którego tata uprawiał kajakarstwo.

Szymon jest studentem Politechniki Warszawskiej na wydziale Mechatroniki. Na koncie ma m.in. nagrody Ministra Edukacji i Szkolnictwa Wyższego. On również planuję obronić pracę magisterską po igrzyskach.

– Łączenie sportu z nauką na pewno nie jest proste. Moja droga wiązała się z wieloma warunkami, repetami i urlopami, a nawet skreśleniami. Miałem dość długie przerwy od reprezentacyjnego wiosłowania, gdzie mogłem nadrabiać zaległości ze studiów, a bez wsparcia rodziny raczej nie mógłbym sobie pozwolić na późniejszą walkę o kadrę – dodaje zawodnik AZS AWF Warszawa i olimpijczyk.

Łącznie reprezentacja Polski na Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio liczy 215 osób. W tym gronie jest 12 zawodników z AZS AWF Warszawa, oraz wielu studentów trenujących w innych klubach: jak pływak Jan Kozakiewicz (Legia Warszawa, SGH), pięcioboiści Anna Matuszewska (Olimpia Zielona Góra, SGH) i Sebastian Stasiak (Olimpia Zielona Góra, UW) oraz wspinaczka Aleksandra Mirosław (KW Kotłownia, AWF) – która także odebrała już nominację. Ale jak głosi hasło PKOl – jesteśmy jedną drużyną.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: mat. prasowy

Wystartują na igrzyskach:

Wioślarstwo:

Agnieszka Kobus-Zawojska (AZS-AWF Warszawa, Uczelnia Łazarskiego)
Szymon Pośnik (AZS AWF Warszawa, Politechnika Warszawska)
Dominik Czaja (AZS AWF Warszawa)

Pięciobój nowoczesny

Łukasz Gutkowski (CWKS Legia Warszawa, AWF)
Anna Maliszewska (Olimpia Zielona Góra, SGH)
Sebastian Stasiak ( Olimpia Zielona Góra, UW)

Wspinaczka

Aleksandra Mirosław (KW Kotłownia Lublin, AWF)

Szpada

Magdalena Piekarska-Twardoch (AZS AWF Warszawa)

Taekwondo olimpijskie

Patrycja Adamkiewicz (AZS AWF Warszawa, AWF)

Pływanie

Radosław Kawęcki (AZS AWF Warszawa)
Jan Kozakiewicz (Legia Warszawa, SGH)

Lekka atletyka

Angelika Sarna (AZS AWF Warszawa, SGGW)
Pia Skrzyszowska (AZS AWF Warszawa, AWF)
Paulina Paluch (AZS AWF Warszawa, UKSW)
Angelika Mach (AZS UMCS, UW)
Dominika Boćmaga (AZS AWF Warszawa)
Wiktor Suwara (AZS AWF Warszawa)
Dariusz Kowaluk (AZS AWF Warszawa)

Strzelectwo sportowe

Aleksandra Jarmolińska ( CWKS Legia,UW)

Zestawienie, czyli melanż dobrej atmosfery, zabawy i sportu czeka na uczestników obozu sportowego w Wilkasach koło Giżycka. Od lat miejsce to przyciąga ludzi z pasją i pozwala spędzić niezapomniane chwile. Zapisy trwają więc dołącz.

Co tam inne destynacje, gdy Wilkasy dają gwarancję dobrze spędzonego czasu. Nad malowniczym jeziorem Niegocin znajduje się ośrodek z pełną bazą do uprawiania różnych form aktywności. Można nauczyć się żeglować, grać w siatkówkę plażową lub tenisa ziemnego. Można też po prostu spotkać się jeszcze raz ze znajomymi po Akademickich Mistrzostwach Polski, lub po prostu odpocząć przed nowym rokiem akademickim.

– Nie ma żadnych nakazów, tylko są różne możliwości. Można wstać rano i zrobić rozruch, można popływać na żaglach, ale możesz też odpoczywać. W planach są turnieje, ale też rejs statkiem i ogniska wieczorem. Oczywiście trudno nam konkurować z Lazurowym Wybrzeżem, ale nadrabiamy atmosferą i możliwością poznania różnych aktywności, oraz poznawania innych ludzi poprzez sport – mówi Rafał Jachimiak wiceprezes AZS Warszawa, którego przygoda z Akademickim Związkiem Sportowym zaczęła się właśnie od obozu w Wilkasach.

To nie będzie obóz sportowy w którym dba się o życiową formę, ale obóz podczas którego można nawiązać nowe znajomości, które zostają do końca życia. Dla niektórych to będzie szansa na nadrobienie pewnych zaległości w kontaktach spowodowanych pandemią i poznanie na żywo z kolegów i koleżanki z roku.

– Skupiamy się m.in. na dotarciu do tegorocznych maturzystów, którzy dopiero rozpoczynają przygodę ze studiami. Będziemy chcieli przekonać, że hasło „Atmosfera-Zabawa-Sport” może towarzyszyć im nie tylko przez czas studiów, ale i przez całe życie. Nie zapominamy również o osobach, które nie mogły przed rozpoczęciem swojej przygody ze studiami uczestniczyć w tzw. obozach zerowych, czyli osoby kończące właśnie pierwszy rok studiowania. Chcemy im pokazać, że okres pandemii nie przekreśla ich szans na studiowanie w pełnym tego słowa znaczeniu i cały czas mogą rozwijać się na wielu polach, oraz poznawać wartościowych ludzi a wszystko to z Akademickim Związkiem Sportowym – wyjaśnia Adam Olesiński, komendant obozu.

Obóz sportowy w Wilkasach odbędzie się w dniach od 6 do 12 września. Koszt to 849 zł. W tej cenie jest zakwaterowanie w mini hotelu lub pawilonach, wyżywienie, zajęcia z instruktorem, turnieje sportowe, gadżety oraz dodatkowe atrakcje. Zgłoszenia trwają do wyczerpania miejsc.

Autor: Robert Zakrzewski

Szczegóły: http://www.studentcamp.azs.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Osiągnąć szczyt to marzenie wielu sportowców. Na samej górze i to w ekspresowym tempie znaleźć się może Aleksandra Mirosław, która jest jedną z polskich nadziei medalowych podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Zawodowo biega po ściance, a w wolnym czasie kontynuuje edukację na Akademii Wychowania Fizycznego.

Dwukrotna mistrzyni świata we wspinaczce na szybkość przygodę ze sportem zaczynała jako pływaczka. Nieco straciła zapał do pływania „od ściany do ściany”, ale inspirowana sukcesami siostry trafiła na ściankę. Pierwsze sukcesy przyszły bardzo szybko, już po dwóch lat treningów, w 2009 roku została mistrzynią świata juniorek.

– Moja starsza siostra Gosia zawsze była dla mnie idolką i starałam się do niej upodobnić. Już wtedy z każdych zawodów wspinaczkowych przywoziła puchary i medale. Patrzyłam na to z podziwem i myślałam, że też bym tak chciała. Kiedy przestałam trenować pływanie, to rodzice zaproponowali mi, żebym poszła na ściankę. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Szybko z takiego wspinania rekreacyjnego zaczęłam chodzić cztery-pięć razy w tygodniu – wspomina przyszła olimpijka.

Aleksandra Mirosław stoi przed szansą zapisania się na kartach historii igrzysk olimpijskich. W Tokio wspinaczka sportowa zadebiutuje w programie najważniejszej imprezy sportowej. Zawodniczka stara się jednak podchodzić do czekających ją startów jak do każdych innych.

– Na pewno każda osoba z tej 20-tki kobiet i mężczyzn, które się zakwalifikowały zdaje sobie z sprawę przed jaką szansą stoimy. Dodatkowo jestem jedynym reprezentantem Polski w tej konkurencji, więc czuje się bardzo dumna i szczęśliwa. Choć jest to impreza szczególna, to staram się traktować ją jak każdą inną. Ciesze się widząc transformację wspinania ze sportu nieolimpijskiego w olimpijski i mogę w nim uczestniczyć, być w samym środku – mówi Aleksandra.

Lublinianka 15 metrową ścianę pokonuje w nieco ponad 7 sekund i można ją porównać do sprinterki w lekkiej atletyce. W Tokio trzeba będzie wykazać się jednak większą uniwersalnością, bo liczyć będzie wynik łączony w trzech konkurencjach w tym także boulderingu i prowadzeniu. Zawodniczka liczy, że stać ją na finał.

– Wspinanie na czas jest najbardziej oderwaną konkurencji od dwóch pozostałych. Porównując to do lekkiej atletyki wspinaczka na czas to bieg na 100 m. Tu liczy się dynamika i szybkość. Bouldering to takie 100 m przez płotki, bo wysiłek też jest dość krótki, ale wymaga już więcej techniki. Natomiast prowadzenie to maraton, bo to wytrzymałościowa konkurencja, a ją buduje się przez lata. Priorytetem dla mnie jest moja koronna konkurencja, bo uważam, że wygranie czasówek daje mi gwarancje finału. Oczywiście staramy się też poprawić w pozostałych dwóch konkurencjach– opowiada wspinaczka.

 

Wbrew podejrzeniom przygotowania nie polegają na wyjazdach w skałki, ale godzinach spędzonych w siłowni i przy ścianie wspinaczkowej.

– Większość podbudowy robię na siłowni i potem przekładam to na standardową drogę. Natomiast bouldering i prowadzenie to jest wspinanie i jeszcze trochę wspinania. W tym momencie, gdy na igrzyskach jest trójbój, to oprócz tego że trenuję ok. 4-5 razy na siłowni i 3 razy na czasówce, to doszły mi jednostki związane z bulderingiem i prowadzeniem. Układanka była o tyle trudna, że nie chcieliśmy zrobić za dużo, bo zmęczenie narasta, a to prowadzi do kontuzji. Wszystko trzeba było mądrze rozplanować – opowiada rozmówczyni.

Aleksandra Mirosław jest absolwentką Politechniki Lubelskiej. W barwach tej uczelni zdobywała tytuł Akademickiej Mistrzyni Polski we wspinaczce sportowej na czas (2016 rok). Teraz zaocznie kontuje naukę na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, będąc na trzecim roku wychowania fizycznego.

– Pierwszy i drugi rok był dla mnie trudny, bo mieliśmy co weekend wyjazd do Warszawy, ale w wielu przypadkach widzimy przychylność wykładowców. Tak samo zresztą było na moich wcześniejszych studiach. Dobrym pomysłem jest stworzenie programu Narodowej Reprezentacji Polski, która daje dodatkowe godziny dydaktyczne. Wszystko jednak wymaga też dobrej organizacji, bo ja wiedziałam że do egzaminu mam tylko jedno podejście, a później wyjeżdżam na zawody i muszę zaliczyć – dodaje.

Igrzyska w Tokio to nie wierzchołek jej planów. Zawodniczka ma ułożony kalendarz najważniejszych startów do 2024 roku. Podczas igrzysk w Paryżu już ma nastąpić podział na wspinaczkę na czas i dwubój. We wrześniu prawdopodobnie uda się do Moskwy, gdzie odbędą się mistrzostwa świata.

Kwalifikacje we wspinaczce sportowej kobiet odbędą 4 sierpnia, a finałowa walka o olimpijski medal rozegrana zostanie dwa dni później.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: facebook.com/rudzinskaola

Jeszcze nie tak dawno temu brały udział w Akademickich Mistrzostwach Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza w biegach przełajowych. Wkrótce polecą do Tokio, żeby wystąpić na największej sportowej arenie jaką są igrzyska olimpijskie.

Pięcioboistka Anna Maliszewska i maratonka Angelika Mach nie raz reprezentowały barwy swoich uczelni podczas zmagań akademickich. Obecnie przygotowują życiową formę podczas zgrupowania w popularnym szwajcarskim ośrodku Saint Moritz, na wysokości 1800 m n.p.m.

W przełajach bardzo dobrze radziła sobie studentka Szkoły Głównej Handlowej – Anna Maliszewska, która w pięcioboju nowoczesnym musi połączyć bieg na 3000 m ze strzelaniem. W sezonie 2012/13 radziła sobie bez pudła zwyciężając klasyfikację indywidualną w tym dwa rzuty z czterech rozegranych. Także w edycji 2017/2018, czyli już będąc już po swoim starcie na igrzyskach w Rio de Janeiro, dwukrotnie wygrała stołeczne akademickie przełaje. W listopadzie 2017 roku na terenie AWF uzyskała czas 12:55.

– Bardzo miło wspominam starty na AMWiM. Zwłaszcza na początku, w roku igrzysk olimpijskich w Londynie. Był to dla mnie dobry trening, ale też możliwość zdobycia punktów dla uczelni i spotkania się z innymi osobami. Na jednych zawodach startowałam nawet z Angeliką Mach, ale ona pewnie tego nie pamięta. Dlatego bardzo ucieszyłam się z tego, że ona również wywalczyła kwalifikację do Tokio. Uważam, że pogodzenie studiowania z uprawianiem sportu jest możliwe. Na mojej uczelni może nie miałam taryfy ulgowej, ale wiele osób starało mi się pomóc. Dobrym pomysłem było też stworzenie Narodowej Reprezentacji Akademickiej- powiedziała Anna Maliszewska, studentka kierunku menedżerskiego w SGH.

Przed spełnieniem marzeń wielu sportowców stoi też Angelika Mach, która zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich. Biegaczka ma za sobą udany rok obfitujący w poprawę rekordów życiowych w półmaratonie (1:11:07) i w maratonie (2:27:48). To właśnie w tej ostatniej konkurencji wystąpić ma na igrzyskach i trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno chciała zrezygnować z wyczynowego sportu.

Zawodniczka przez większość kariery sportowej związana jest z klubem AZS UMCS Lublin, jednak wykształcenie zdobywała na Uniwersytecie Warszawskim studiując m.in filologię rosyjską i slawistykę. Dla uniwerku startowała m.in. w Akademickich Mistrzostwach Warszawy, jak choćby podczas silnie obsadzonego biegu przełajowego w listopadzie 2014 roku. Angelika Mach wygrała na obiekcie AWF z czasem 9:05 i o sześć sekund pokonała na mecie drugą zawodniczkę. Dwa lata później na tym samym terenie znów wygrała AMWiMy z wynikiem 8:32.

– Oprócz tego, że był to dla mnie start kontrolny, to zawsze chciałam dobrze zaprezentować swoją uczelnie. Wiosną startowałam też w Akademickich Mistrzostwach Polski, które były przed samymi maratonami i był to dla mnie dobry sprawdzian formy. Biegałam też na bieżni na 1500 m i teraz nie żałuję, bo to mi pomogło w nabraniu szybkości, która też jest potrzebna w maratonie. Co do pogodzenia nauki i studiowania to jest to wyzwanie, ale trzeba chcieć. Na Uniwersytecie Warszawskim władze były mi przychylne i dawały możliwość trenowania i uprawianiu sportu – dodaje Angelika Mach, która nie może rozstać się z UW i jest już na trzecim kierunku (zarządzaniu).

Najlepszym przykładem na to, że Varsoviada może być prawdziwym przedsmakiem igrzysk olimpijskich jest pięcioboista Łukasz Gutkowski. W 2017 roku jako student Akademii Wychowania Fizycznego zwyciężył bieg przełajowy wśród pierwszoroczniaków (13:43), oraz był najlepszy w sztafecie pływackiej. W relacji z imprezy ambitny 19-latek deklarował, że walczy o igrzyska w Tokio i dopiął swego.

https://www.youtube.com/watch?v=80XR1gKm-_w

Za kilka lat zobaczymy, kto z obecnych uczestników rozgrywek akademickich wystartuje na największych arenach. Nie to jest jednak najważniejsze, w myśl zatartej nieco istoty igrzysk, mówiącej o tym że najważniejszy jest sam udział. Ligi środowiskowe dają niepowtarzalną szansę sprawdzenia się ramię w ramię z przyszłymi, a nawet obecnymi gwiazdami sportu.

Letnie Igrzyska Olimpijskie rozpoczną się 23 lipca. Bieg maratoński kobiet rozgrywany będzie 8 sierpnia w Sapporo, a pięciobój nowoczesny odbędzie się trzy dni wcześniej w Tokio.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: archiwum

Długie wymiany jak w programie Erasmus i gamę zagrań dających gema, można było zobaczyć podczas Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza w tenisie. Turniej rozegrany został w sobotę 26 czerwca na terenie klubu Smecz. Spotkania odbywały się na czterech kortach ziemnych.

Turniej pań

W rywalizacji kobiet wystartowały cztery tenisistki z trzech uczelni, które grały w systemie każda z każdą. Łącznie rozegrano sześć spotkań, a niektóre pojedynki były bardzo zacięte i trwały ok. 1,5 godziny.

Doskonale radziła sobie reprezentantka Uniwersytetu Warszawskiego – Valeria Darashuk, która wygrała wszystkie swoje mecze i to bez straty seta. Pozostałe uczestniczki miały identyczny bilans, czyli 1 wygrana i 2 przegrane. O kolejności decydował więc stosunek setów i gemów.

– Poziom rywalizacji u pań był bardzo wysoki. Wszystkie startowały w AMP-ach, a dwie nawet finałach, co widać było na korcie – podsumował Maksymilian Czeczotko, koordynator zawodów.

Turniej męski

Za rakiety chwyciło 10 zawodników z pięciu uczelni. Na początek rozlosowano drabinkę turniejową w systemie brazylijskim, jak w siatkówce plażowej. Przez kilka godzin rozegrano 18 spotkań.

– Ponieważ parę spotkań się przedłużyło, więc finał i mecz o 3. miejsce były już toczone przy sztucznym oświetleniu. To jednak dodało wyjątkowej atmosfery. Całe zawody skończyliśmy po godzinie 23 – relacjonuje koordynator imprezy.

Mecz finałowy dostarczył najwięcej emocji. W walce o pierwsze miejsce Filip Olech z Uniwersytetu Warszawskiego spotkał się z Bartoszem Murachem z Politechniki Warszawskiej. Faworyt miał dużo problemów z wygraniem tego spotkania i dopiero super tie break rozstrzygnął o wyniku. Wygrał Filip Olech (6:3, 5:7,10:6). W meczu o 3. miejsce Maciej Stępień z WUM pokonał 2:0 (7:6,6:3) Krystiana Magosia z SGGW – zwycięzcę AMWiM w 2020 roku.

Na uczestników czekały medale i puchary, oraz gadżety od AZS Warszawa. Akademickie Mistrzostwa Warszawy i Mazowsza współfinansowane są ze środków m.st. Warszawa i Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

Autor: RZ/Maksymilian Czeczotko

Klasyfikacja indywidualna

1.Valeria Darashuk (UW)
2. Anna Wargocka (PW)
3. Zofia Mencwel (UW)
4. Daniela Anapryienka (SGGW)

Klasyfikacja indywidualna:

1. Filip Olech (UW)
2. Bartosz Murach (PW)
3. Maciej Stępień (WUM)
4. Krystian Magoś (SGGW)

Klasyfikacja drużynowa:

1. Politechnika Warszawska
2. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego
3. Warszawski Uniwersytet Medyczny
4. Uniwersytet Warszawski
5. Wojkowa Akademia Techniczna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Były mecze otwarcia i mecze o wszystko, a każde spotkanie było o honor. Wszystko to razem dało emocje większe niż podczas piłkarskiego Euro. Już po raz czwarty rozegrano Mistrzostwa Polski Młodzieżowych Ośrodków Socjoterapii.

Roczna przerwa w rozgrywkach spowodowana pandemią sprawiła, że podopieczni Młodzieżowych Ośrodków Socjoterapii zdążyli stęsknić się za efektownymi akcjami, pięknymi golami i tytułami. Świadczyć o tym może rekordowa liczba zgłoszonych 12 drużyn z całej Polski. Przez dwa dni na boisku przy ul. Osowskiej rozegrano łącznie 36 mecze. Niektóre ze spotkań młodzi gracze będą wspominać jeszcze na długo. Mottem mistrzostw Polski Młodzieżowych Ośrodków Socjoterapii było „Z MOS-u poprzez boisko do spełnienia marzeń”.

– Często sport daje możliwość powrotu na dobrą drogę, bo uczy przestrzegania zasad co można przełożyć na codzienne funkcjonowanie. Poprzez odpowiednią pracę wychowawców aktywność staje się też magnesem do tego, żeby funkcjonować w pewnych ramach. Do tego Ci młodzi ludzie czują się doceni, bo są w czymś dobrzy i mogą zaprezentować swoje talenty i reprezentować swoje środowisko. Mogą być z tego dumni, że nie startują tylko dla siebie, ale też dla innych – powiedział Leszek Roszczenko, koordynator zawodów.

Ostatecznie tytuł obroniła MOS Osowska, która po zaciętym finale pokonała w rzutach karnych MOS Wierzchowo Dworzec 4:3. W regulaminowym czasie gry wynoszącym 2×12 minut był remis 1:1. Trzeba przyznać, że gospodarze mistrzostw dobrze poradzili sobie z presją, bo awans do półfinału też dał im konkurs rzutów karnych.

Brązowy medal wywalczyła drużyna MOS nr 4 Łódź wygrywając z MOS Gołotczyna. Natomiast królem strzelców turnieju został Jakub Toruński z 10 golami w dorobku, a najlepszym zawodnikiem wybrano Konrada Kosowskiego. Obydwaj gracze reprezentują zwycięską drużynę MOS Osowska.

Kilka dni przed mistrzostwami Polski rozegrano pierwszą letnią edycję turnieju Dolna Cup z udziałem Młodzieżowych Ośrodku Wychowawczych. Na plac wyszło też kilka MOS-ów, dla których mógł być to sprawdzian przed czekającą rywalizacją o medale mistrzostw Polski. Spotkania odbywały się na boisku Warszawianki, a atmosfera była naprawdę gorąca.

Na Dolnej górą był MOW Gostchorz, który w finale pokonał 4:0 MOW Barska 4:0. Dobre trzecie miejsce zajęli gracze MOW Patriotów, którzy po ciekawym meczu wygrali z MOS Łomianki 5:3. Najważniejsze były jednak nie wyniki, ale wspólna rywalizacja i promowanie aktywnego trybu życia jako sposób na spędzania wolnego czasu.

Dodajmy, że podsumowanie Warszawskiej Ligi Piłki Nożnej Ośrodków Wychowawczych odbędzie się w środę przed meczem Polska – Szwecja.

Nie tylko wokół piłki nożnej świat się kręci. Udowodnili, to miłośnicy sportów siłowych, którzy mogli sprawdzić się podczas zawodów Strongman. Tym razem nie trzeba było przeciągać samolotów, ale podciągać na drążku, robić pompki, wiosłować na ergometrze, czy też wyciskać sztangę. Biceps aż rośnie od samego pisania o tych wyczynach. Do rywalizacji przystąpiło 20 atletów z siedmiu placówek jak MOW Dolna, MOW Gostchorz, MOS Zielonka, MOS Reymonta, MOS Radość, MOW Barska i MOW Wojnów. Najwięcej punktów po czterech konkurencja zgromadzili ostatni z wymienionych i odnieśli zwycięstwo.

Organizatorem wydarzeń był AZS Warszawa. Zawody współfinansowane są ze środków Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Wydarzenia odbywają się dzięki zaangażowaniu wielu wychowawców i trenerów, którzy motywują młodzież do rozwijania pasji i talentów. Szczególne podziękowania należą się Sebastianowi Olejniczakowi (wychowawca MOW Dolna) i Andrzejowi Dąbkowi (MOS Osowska), za koordynacje poszczególnych rozgrywek sportowych.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Organizator

Nocna Sztafeta Janusza Kusocińskiego wróciła po przerwie w efektownym stylu. W świetle jupiterów zwycięzcy imprezy pobili wynik mistrza olimpijskiego z Los Angeles. To tylko podgrzało i tak gorącą atmosferę panującą na stadionie AWF.

Jeszcze dwa tygodnie temu tego biegu mogło nie być, jednak mobilizacja na ostatniej prostej sprawiła że rzutem na taśmę zawody wróciły do kalendarza imprez. Błyskawiczne zapisy przyciągnęły 64 sztafety, które chciały sprawdzić się na dystansie 4×2500 metrów. Symbolicznie upamiętniać miało to konkurencję w której słynny „Kusy” zdobył złoty medal olimpijski w 1932 roku, czyli 10 000 m.

Tych nawiązań było więcej, bo bieg odbywał się 21 czerwca, a uczestnicy ruszyć mieli o 21:06, co odnosiło się do daty tragicznej śmierci sportowca. Miejsce rozgrywania zawodów również nie było przypadkowe, bo był on absolwentem AWF (ówczesnego CIWF -red).

– Janusz Kusociński to jest legenda. Ja wychowałem się na jego osobie, bo chodziłem do szkoły podstawowej jego imienia. Tu wszyscy uczestnicy pewnie też pamiętają historię o jego zakrwawionych stopach, czy stoperze z którym biegał i nic im nie trzeba przypominać. Ale samo wydarzenie może być takim elementem upamiętniającym jego postać na szeroką skalę – powiedział profesor dr hab. Bartosz Molik, rektor Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie.

Mimo upalnego wieczoru trwała pasjonująca walka o pobicie wyniku Janusza Kusocińskiego dającego mu złoty medal olimpijski i wynoszącego 30:11,4. Za sprawą Olka Kowalczuka na prowadzeniu z dużą przewagą znalazła się sztafeta Żórawski Team. Wszystko efektownie zakończył Daniel Żochowski  przekraczając metę w czasie 29:58 i dając wygraną sobie i kolegom. Biegacz ostatnie okrążenie pokonał w 7 min. 15 sekund!

– Lekko mówiąc czuje się wypruty. Temperatura około 30 stopni o godzinie 21 nie ułatwiała biegania tym bardziej intensywnego, a takie zaprezentowaliśmy z chłopakami. Czujemy się zadowoleni choć było bardzo ciężko – powiedział po biegu Daniel Żochowski.

Wśród pań górą była ekipa Rembertów Team Laski z wynikiem 39:57, a w klasyfikacji sztafet mieszanych najlepsi okazali się reprezentanci UNTS Warszawa z czasem 34:59, którzy znani są bardziej z biegów na orientację. Jednak tym razem nie potrzebowali mapy, by dotrzeć do mety.

Klasyfikację generalną zamknęła żeńska sztafeta Rozbiegany Piastów 2, która potrzebowała nieco ponad godziny, żeby uporać się z dystansem.

–  Nie miałyśmy żadnego planu na ten bieg, chciałyśmy pobiec jak najlepiej i dobrze się bawić. To był mój pierwszy start w sztafecie i bardzo mi się podobało, bo biegnie się nie tylko dla siebie, ale całej sztafety i nie chce się zawieść innych – mówiła tuż po biegu Agata Matyjasek.

Impreza przebiegała w wyjątkowej atmosferze, a emocje udzieliły się każdemu ze zgromadzonych. Klimatu dodawała też nocna oprawa, znicze zapalone przy fragmencie trasy i rozświetlony stadion. Na uczestników czekały pamiątkowe koszulki z wizerunkiem Janusza Kusocińskiego, medale podzielone na cztery elementy, które dopiero złożone tworzyły całość.

Organizatorami wydarzenia był AWF Warszawa i AZS Warszawa. Partnerami Nocnego Biegu Sztafetowego są Urząd Dzielnicy Bielany, 4 Move, Print Plus i Amki Snacks.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Selerski

https://wyniki.datasport.pl/results3325/

Nawet, gdy nie wytrzymują termometry to biegacze pokonują kolejne metry. Udowodniła to wiosenny  Test Coopera dla Wszystkich, który przebiegał w prawdziwie tropikalnych warunkach. Aura nie zniechęciło uczestników, chociaż stadion warszawskiego AWF bardziej przypominał rozgrzany Zanzibar.

Tuż przed nadejściem kalendarzowego lata przeprowadzono ostatni w Warszawie wiosenny Test Coopera dla Wszystkich. Słońce nie czekało jednak na zmianę pory roku, bo już koło godziny 8 termometry wskazywały ponad 24 stopnie Celsjusza w cieniu, a z każdą godziną robiło się tylko cieplej. Nie widzi fakt, że najliczniej obsadzone były poranne serie w których uczestnicy próbowali swoich sił w 12-minutowej próbie wytrzymałościowej. Po biegu każdy mógł sprawdzić swój wynik w specjalnie opracowanej tabeli.

– Byłem akurat w Warszawie i postanowiłem pobiec. Biegło mi się dobrze, tylko było bardzo wilgotno i duszno. Nie poprawiłem swojego rekordu z Testu Coopera (3600 m) i wyszło mi 3412 m. Specjalnie wybrałem godzinę startu o 8 rano, bo później pewnie będzie jeszcze trudniej i wynik byłby gorszy – powiedział student budownictwa Krystian Styrnik, trenujący lekką atletykę w AZS UP Lubin.

W jednej z porannych serii wystartowało zabiegane małżeństwo Diana Dawidziuk-Gosk i Dominik Gosk, którzy na koncie mają wiele wygranych biegów i robiące wrażenie rekordy życiowe. Biegaczka na dystansie 10 km legitymuje się wynikiem 36 minut i 27 sekund. Od kilku lat test coopera jest dla nich dobrą jednostką treningową.

– Jest to dla nas fajny trening pod 5 km i 3000 m, bo jest to takie pośrednie tempo. Było gorąco, więc wyniki teraz uzyskane nie są obiektywne, ale dobrze było tu pobiec. Bardzo ciężko wejść na wysokie obroty jak jeszcze nie tak dawno było po maksymalnie 26 stopni, a nagle uderza taka bomba ciepła. Warunki jednak na zawodach będą takie same dla wszystkich i trzeba się adaptować. Szczerze mówiąc to ostatnią rzeczą o jakieś myśleliśmy to gdzie jest partner. Chcieliśmy, żeby już wybiła 12 minuta – powiedzieli z uśmiechem Diana i Dominik, którzy pokonali odpowiednio 3460 i 3820 m.

Test Coopera dla Wszystkich na stadionie AWF rozgrywany był do godziny 14. Łącznie wystartowało 178 osób i to nie tylko szybkich biegaczy, ale całych rodzin i osób początkujących. Po prostu wszystkich spragnionych biegania w ten upalny dzień. Na uczestników czekały certyfikaty, pamiątkowe koszulki oraz woda. Zwycięzcami byli wszyscy, którzy mimo upału stawili się na stadionie przy Marymonckiej, żeby w miłej atmosferze zażyć chwilę ruchu.

Impreza rozgrywana na Bielanach zakończyła wiosenną edycję testu w Warszawie. AZS Warszawa sprawdzał formę biegaczy na warszawskim Ursusie i w Gminie Michałowice. Największym zainteresowaniem cieszyła się impreza rozgrywana pod koniec maja na Ursusie, która zgromadziła blisko 550 uczestników.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Klimczak

Asy z Uniwersytetu Warszawskiego zdominowały Akademickie Mistrzostwa Polski w brydżu sportowym. Turniej przez trzy dni rozgrywany był w Warszawie, a karty na stół wyłożyli reprezentanci 23 uczelni.

Zmagania o miano najlepszych brydżystów wśród studentów odbywały się w klimatyzowanej sali konferencyjnej hotelu Atos. Miejsce turnieju gwarantowało odpowiedni komfort w upalne dni, choć i tak godziny spędzone przy kartach robiły swoje. Dlatego jak mówili uczestnicy ważne było odpowiednie nawodnienie, oraz chwila spaceru na świeżym powietrzu.

Łącznie od piątku rozegrano 114 rozdań, a przy stołach zasiadło 70 par i 29 teamów. W sobotę do finału par awansowała najlepsza dziesiątka. Ostatecznie wśród duetów najlepsi okazali się Krzysztof Cichy i Tomasz Kiełbasa z Uniwersytetu Warszawskiego, którzy wyprzedzili w klasyfikacji ubiegłorocznego zwycięzcę Łukasza Witkowskiego z Akademii Leona Koźmińskiego, który tym razem grał w parze z Kacprem Kopką.

– Poziom imprezy był wysoki, ale też dość zróżnicowany. Było kilka par z polskiej ekstraklasy, ale byli też i tacy niedzielni brydżyści grający głównie tylko w Akademickich Mistrzostwach Polski. W brydżu o sukcesie decyduje umiejętność myślenia, bo ten czynnik losowy jest bardzo mały. Podczas takich kilkudniowych zawodów ważna jest też koncentracja i wytrzymałość – powiedział Tomasz Kiełbasa.

W klasyfikacji teamów zwyciężył Uniwersytet Warszawski 2 w składzie Łukasz Trendak, Konrad Majewski, Maciej Boczar i Jakub Andruszkiewicz. Za nimi uplasowała się Politechnika Lubelska oraz Akademia Górniczo-Hutnicza. Przez większość czasu prowadził team UW1 mający w szeregach zwycięzców rywalizacji par, jednak porażka w ostatniej rundzie sprawiła że spadli za podium.

– Mieliśmy momenty kryzysowe, bo pierwszy mecz ledwo wygraliśmy, a w drugim mieliśmy pauzę. W niedzielę wszystko szło już jak z płatka i w sumie przegraliśmy tylko jeden mecz z dziewięciu. Moim zdaniem brydż bardzo pomaga w życiu codziennym, bo uczy takich cech jak wytrwałość, koncentracja i współpraca w zespole. Jest to sport dla wszystkich, choć są rzeczy które bardziej predysponują jak dobra pamięć czy poprawne liczenie – mówił Łukasz Trendak ze zwycięskiego teamu UW.

W klasyfikacji generalnej uczelni zwyciężył także Uniwersytet Warszawski wyprzedzając Akademię Górniczą-Hutniczą Kraków, a podium uzupełniła Politechnika Warszawska. Do tej klasyfikacji zaliczane były wyniki trzech najlepszych par danej uczelni, oraz najlepszego teamu.

Organizatorem wydarzenia jest AZS Uniwersytet Warszawski. Akademickie Mistrzostwa Polski są współfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, a ich głównym sponsorem jest Grupa LOTOS S.A

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Selerski

Akademickie Mistrzostwa Polski w brydżu sportowym:  

PARY 

1 Krzysztof Cichy/ Tomasz Kiełbasa (UW)
2 Kacper Kopka/Łukasz Witkowski (ALK)
3 Jakub Patreuha/Patryk Patreuha (PWr Wrocław)

TEAM

1 Uniwersytet Warszawski 2
2 Politechnika Lubelska
3 Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie 3

UCZELNIE 

1 Uniwersytet Warszawski
2 Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie
3 Politechnika Warszawska
4 Politechnika Lubelska
5 Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie
6 Politechnika Wrocławska
7 Uniwersytet Szczeciński
8 Politechnika Łódzka
9 Uniwersytet Rzeszowski
10 Warszawski Uniwersytet Medyczny

 

 

Na kartach lekkiej atletyki jest wiele rekordów, których od lat nikt nie może poprawić. Autorką najdłużej utrzymującego się rezultatu w Polsce jest Ludwika Chewińska. Jubileusz 45-lecia jej wyniku w pchnięciu kulą obchodzono na warszawskim Mokotowie. Każdy z obecnych mógł sprawdzić swoje siły w kole.

29 czerwca 1976 roku podczas lekkoatletycznych mistrzostw Polski rozgrywanych w Bydgoszczy zawodniczka Gwardii Warszawa uzyskała wynik 19 metrów i 58 cm. Od tamtego czasu żadna polska zawodniczka nie poprawiła tego rezultatu. Pani Ludwika wspomina, że stojąc wtedy w kole nie była przekonana o tym, że jest to dobre pchnięcie i chciała wyjść z koła, żeby „spalić” próbę.

– Po pchnięciu nie zawsze człowiek czuje, że wszystko wyszło idealnie. Ja wtedy chciałam wyjść, bo nie sądziłam że to jest taki piękny wynik. Mąż stał jednak poza stadionem i krzyczał „utrzymaj”, bo lepiej widział odległość. Wygrałam, a dwa dni później zdobyłam jeszcze brązowy medal w rzucie dyskiem – opowiadała Ludwika Chewińska.

Rekordzistka Polski z uśmiechem mówi, że pewnie jeszcze doczeka „złotych godów”, czyli 50 rocznicy swojego wyniku. Choć jej zdaniem są w kraju zdolne zawodniczki, które mają potencjał by zastąpić ją w tabelach historycznych.

– Nigdy mi nie przyszło do głowy, że rekord tak długo przetrwa. Niestety od 45 lat wciąż się utrzymuje, ale mam nadzieję, że w końcu zostanie poprawiony. Wcale mnie nie cieszy, że tyle to trwa. Są teraz młode dziewczyny jak Paulina Guba czy Klaudia Kardasz i trzymam za nie kciuki – powiedziała rekordzistka Polski.

Ludwika Chewińska jest pełna energii, prowadzi aktywny tryb życia i nie przestaje bić rekordów. Mieszka i pracuje jako nauczycielka na Mokotowie, oraz startuje w rywalizacji weteranów. Posiada rekordy Polski masters w ciężarku w kategorii do lat 70 i 75. Jak mówi uprawia też inne sporty np. pływanie i nordic walking.

Podczas imprezy z okazji obchodów 45-lecia rekordu odbywającej się na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji Mokotów przy ul. Niegocińskiej, gdzie na kilka godzin powstała profesjonalna rzutnia, stawiły się dawne gwiazdy lekkiej atletyki jak Urszula Kielan – wicemistrzyni olimpijska w skoku wzwyż z 1980 roku, czy Genowefa Patla – olimpijka z Barcelony z 1992 roku i wielokrotna rekordzistka Polski w rzucie oszczepem. Pomysłodawcą wydarzenia był burmistrz dzielnicy Mokotów – Rafał Miastowski.

– Często o wszystkim decyduje przypadek i tak było też tym razem. Podczas odwiedzin placówek oświatowych w naszej dzielnicy powiedziano mi, że pracuje u nas rekordzistka Polski. Szybko policzyliśmy i zobaczyliśmy, że w 2021 roku przypada 45-lecie. Padł pomysł, żeby zrobić taką imprezę dla pani Ludwiki. Oczywiście w międzyczasie wiele rzeczy się wydarzyło dlatego czekaliśmy na kolejne rozporządzenia. Trudno sobie wyobrazić, że ten rekord Polski przetrwał aż 45 lat zwłaszcza teraz, gdy pokonywane są kolejne bariery i wszystko w sporcie wydaje się możliwie – powiedział burmistrz.

Każdy z obecnych mógł spróbować sił w tej popularnej konkurencji i przez chwilę poczuć się jak nasi słynni kulomioci, oraz porównać swoje wyniki z kobiecym rekordem Polski. Uczestnicy w różnym wieku pchali głównie techniką klasyczną, ale niektórzy próbowali też techniki obrotowej. Rekord jubileuszowego mityngu ustanowił Paweł Dziuba z wynikiem 14.28 m. Na wszystkich czekały pamiątkowe medale i koszulki.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Selerski