Bez kategorii
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,paged,category,category-bez-kategorii,category-1,paged-44,category-paged-44,bridge-core-3.1.7,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-theme-ver-30.4.2,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-7.6,vc_non_responsive,elementor-default,elementor-kit-22119

Bez kategorii

Do trzech razy to sztuka – to powiedzenie nie sprawdziło się w przypadku futsalistów AZS UW Darkomp Wilanów. Stołeczna drużyna najwidoczniej nie ma szczęścia do zawodników Team Lębork, z którymi przegrali kolejne spotkanie w tym sezonie.

W bezpośrednim starciu beniaminków futsalowej Ekstraklasy lepszym bilansem legitymowała się drużyna z Pomorza, która w tym sezonie wygrała oba mecze i to w identycznym stosunku (3:2). Tak było w pierwszej rundzie jak i kilka dni temu podczas ćwierćfinału Pucharu Polski. Podopieczni trenera Macieja Karczyńskiego na pewno chcieli poprawić ten bilans, zdobyć komplet punktów i oddalić się od strefy spadkowej.

Niedzielne spotkanie rozpoczęło się minutą ciszy ku czci Grzegorza Lachowicza – zmarłego prezesa klubu Opole Komprachcice. Od pierwszego gwizdka wysoki pressing zastosowali gracze AZS UW Darkomp Wilanów, zmuszając rywali do strat. Już w 3 minucie gry Denis Lifanow uderzył w słupek, ale piłka szczęśliwie wróciła do niego. Dobitka była już skuteczna, a piłka przeszła jeszcze między nogami interweniującego Dominika Czekirdy.

Zbliżała się 11 minuta spotkania, a wynik nie ulegał zmianie. Wtedy w akcji trzy na dwa znaleźli się zawodnicy uniwerku, a na strzał zdecydował się Maciej Pikiewicz. W odpowiedzi z kontrą ruszyli zawodnicy z ciemnych koszulkach. Jednak w porę interweniował wślizgiem jeden z azetesiaków wybijając piłkę na aut.

Po niecałych 120 sekundach w pole karne rywali zagrał Jakub Nahorny, a nogę dostawił tylko reprezentant kraju – Michał Klaus, który z bliskiej odległości zdobył swojego 21 gola w tym sezonie. Azetesiacy prowadzili już 2:0, ale patrząc na historię tegorocznych spotkań pewne było, że tak się ten mecz nie skończy.

Mały popis Brazylijczyków sprawił, że wszystko zaczynało się od początku. Kontaktową bramkę w 14 minucie spotkania zdobył strzałem z prawej strony boiska Lucas Bonifacio Dos Santos. To był sygnał do ataku dla gości, którzy zaledwie 30 sekund później zdobyli gola na 2:2. Z przeciwnej strony parkietu ładnym uderzeniem popisał się jego rodak Andre Luis Da Silva.

W pewnym momencie tylko szczęście uratowało AZS przed stratą trzeciej bramki. Dwóch zawodników z Lęborka wyprowadzało szybką na kontrę i znaleźli się sam na sam z Kamilem Wójcikiem. Jednak ofiarny powrót gracza w białej koszulce w połączeniu z niezbyt celnym strzałem rywala sprawiły, że piłka trafiła w słupek, a ostatecznie wylądowała w rękach bramkarza AZS.

Druga połowa rozpoczęła się dla gospodarzy fantastycznienie, dzięki drugiej bramce Denisa Lifanowa. Ukrainiec wykorzystał długie podanie i efektownym strzałem dał ponownie prowadzenie swojej drużynie. Taka przewaga nie trwała jednak długo, bo w 25 minucie gola dającego remis zdobył Piotr Łapigrowski, który znalazł się w sytuacji na sam z bramkarzem UW i nie dał mu szans. Po chwili Krzysztof Witkowski wyprowadził błyskawiczną kontrę, która powinna dać prowadzenie przyjezdnym, ale jego kolega z drużyny, uderzył w boczną siatkę.

Dobrą okazję do podwyższenia mieli gospodarze po dwójkowej akcji Klaus – Dregier. Jednak ten ostatni będąc blisko bramki, choć nieco odwrócony, uderzył nad poprzeczką. W 34 min gola na 4:3 dla drużyny z Lęborka zdobył wspomniany Da Silva, który niepilnowany otrzymał piłkę z prawej strony boiska i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem AZS UW. Brazylijczyk nie dał szans Wójcickiemu, a sam utonął w objęciach kolegów.

Ostatnie ponad dwie minuty gospodarze zaryzykowali grę z wycofanym bramkarzem, co przyniosło gole, ale dla rywali. Niemal sprzed własnego pola karnego do pustej bramki trafił Ukrainiec Witalij Kołesnyk. AZS jeszcze próbował zmienić wynik meczu, ale Piotr Łapigrowski przejął piłkę na linii środkowej i zdobył swojego drugiego gola w tym meczu, a szóstego w tym meczu dla Lęborka.

– Jakoś nie potrafimy grać z Lęborkiem. To charakterny zespół i mający bardziej doświadczonych zawodników. Mecz zasłużenie wygrał rywal, choć prowadziliśmy 2:0. To mnie właśnie martwi. Przegraliśmy też z koronawirusem, nie ma co ukrywać. Jesteśmy w takim dwutygodniowym rozbiciu, bo dopadł on nas w takim trudnym momencie. Myślę co jeszcze możemy poprawić, ale z drugiej strony nie ma teraz czasu, żeby nad czymś pracować. We wtorek mamy rozruch, a w środę jedziemy na kolejny mecz – mówił zmartwiony trener Maciej Karczyński.

Przed futsalistami AZS UW Darkomp Wilanów mały maraton. W środę 24 marca zagrają na wyjeździe z Red Devils Chojnice, a trzy dni później u siebie podejmować będą Fit Morning Gredar Team Brzeg, walczący o utrzymanie.

Autor: Robert Zakrzewski

AZS UW Darkomp Wilanów – Team Lębork
3:6 (2:2)

 

Po meczu z WKPR Wesoła więcej powodów do radości miały piłkarki ręczne AZS AWF Warszawa. Zaległe spotkanie w ramach 13. kolejki 1 ligi zakończyło się wysokim zwycięstwem drużyny z Bielan 39:23.

Faworytkami czwartkowego meczu rozgrywanego w hali przy ul. Marymonckiej były zawodniczki AZS AWF Warszawa, które prowadzą w tabeli grupy C. Akademiczki w 11 rozegranych do tej pory spotkaniach przegrały tylko raz i to właśnie ze szczypiornistkami WKPR Wesoła Warszawa (23:27). Grając na własnym parkiecie chciały się zrewanżować za tamten wynik.

Już w pierwszej minucie wynik gry otworzyła Joanna Wójcik. Wychowanka MKS Karczew przedarła się środkiem i nie dała szans bramkarce Wesołej. Na kolejne trafienie przyszło czekać do czwartej minuty spotkania, kiedy to rezultat podwyższyła Patrycja Kozak. Szybko kontaktową bramkę zdobyła Katarzyna Nosecka, nie pozwalając azetesiaczkom rozwinąć skrzydeł.

Początek meczu był bardzo wyrównany, i jak na derby przystało, toczony w szybkim tempie. Po 12 minutach gry przyjezdne doprowadziły do wyniku 6:5. Co najwidoczniej zmobilizowało zawodniczki z Bielan, które wyprowadziły dwie skuteczne kontry. Następnie po dwie bramki zdobyły Paulina Chrapusta i wspomniana już Joanna Wójcik, a na tablicy wyników zrobiło się już 12:6. Wynik pierwszej połowy na 19:12 ustaliła Sara Szczukocka.

Po zmianie stron sygnał do odrabiania strat dała Marta Musiał, ale szybko zawodniczki AZS AWF odpowiedziały dwoma bramkami. W 38 minucie obie drużyny dzieliło już dziesięć bramek, po tym jak kolejne trafienie zaliczyła Joanna Wójcik (24:14). Zawodniczki w różowych strojach robiły co mogły, ale między słupkami dobrze radziła sobie Agnieszka Kuźmicka.

Końcówka meczu zdecydowanie należała do zawodniczek z Bielan, które w 120 sekund zdobyły pięć bramek, ustalając rezultat spotkania na 39:23. Wynik przypieczętowała Joanna Marzewska kończąc efektowną szarże z prawej strony parkietu.

– To było normalne, że będziemy chcieli wziąć rewanż i cieszyć się z trzech punktów. Przyznam, że drużyna Wesołej nam jakoś nie leży, bo nawet w zeszłym sezonie też z nimi wysoko przegraliśmy (17:28 – red). Dlatego nie mogliśmy ich zlekceważyć. Przygotowując się do tego meczu kładliśmy nacisk na obronę i to całkiem dobrze zafunkcjonowało. Jeśli jest dobra obrona, to lepiej gra się bramkarkom, można też zdobyć bramki z szybkiego ataku. To wszystko dziś działało i jestem zadowolony z drużyny. Mam nadzieję, że utrzymamy formę w następnych meczach – powiedział po meczu Paweł Kapuściński, trener AZS AWF.

Najwięcej bramek dla drużyny AZS AWF zdobyła Patrycja Kozak, bo aż 9. W drużynie WKPR Wesoła najskuteczniejsza była Małgorzata Granicka z 7 trafieniami.

Dodajmy, że w rozegranym w miniony weekend meczu w ramach 13 kolejki 1 ligi grupy C zawodniczki MKS AZS UMCS Lublin pokonały AZS UW 35:20 (19:10).

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Selerski

Jeszcze dwa lata temu Bieg SGH nazywamy był ostatnim egzaminem przed wiosennym maratonem. Od tego czasu zmieniło się niemal wszystko. Pozostał jednak charytatywny charakter imprezy organizowanej przez samorząd studentów SGH. Właśnie ruszyły zapisy do wirtualnej edycji zawodów.

Tak, jak w ubiegłym roku setki uczestników nie spotkają się już na warszawskim Mokotowie. W wielu sferach życia pandemia pokrzyżowała plany i sprawiła, że nie ma możliwości przeprowadzenia biegu w tradycyjnej formie.

Młodzi organizatorzy nie składają jednak broni i chcąc podtrzymać ciągłość inicjatywy proponując edycję wirtualną. Wystartować będzie można w dogodnym dla siebie terminie i wybrać ulubioną trasę.

– Jeszcze latem ubiegłego roku byłem przekonany, że cała sytuacja ustąpi i będziemy mogli przeprowadzić bieg, taki jak zawsze. To się jednak nie udało, choć walczyliśmy do samego końca. Był jeszcze pomysł biegu hybrydowego na Polu Mokotowskim, albo biegu ulicznego na krótszej pętli. Jednak pandemia nie pozwoliła nam tego zorganizować. Skupiliśmy się więc na biegu on-line i chcemy go zorganizować jak najlepiej – mówi koordynator zawodów Bruno Pawłowicz.

Do wyboru są dwa główne dystanse liczące 5 i 10 km, oraz 1 km dla dzieci. Na uczestników czekają pamiątkowe medale oraz koszulki. Do 28 marca obowiązuje najniższa opłata wynosząca 45 zł na biegi dla dorosłych. W zeszłym roku frekwencja dopisała, a łącznie na głównych trasach wystartowało ponad 600 osób.

– Jeśli uda nam się uzyskać taką frekwencję, to będę bardzo szczęśliwy. Na to się jednak złożyło kilka czynników, których my teraz nie mamy. Wtedy to był początek biegów wirtualnych i to było coś nowego. Teraz kiedy prawie każdy bieg jest rozgrywany w formule on-line zainteresowanie może spadać. Chcemy jednak z tym walczyć i sprawić, żeby nasza impreza była jak najbardziej atrakcyjna. Cały zysk przekazujemy na pomoc dla chłopca, który skradł nasze serca. Mamy nadzieję, że inni też poczują taką chęć pomagania i pobiegną dla Tadka, oraz oczywiście dla swojego zdrowia – mówi nasz rozmówca.

Od początku swojej historii Bieg SGH miał wymiar charytatywny. Tym razem uczestnicy pobiegną dla półtorarocznego Tadzia, podopiecznego fundacji Siepomaga. Chłopiec urodził się z rzadką wadą serca. Przeszedł już trzy operacje i wymaga czwartej, która odbyć się może tylko w USA. Koszt leczenia w Boston Children’s Hospital to ponad 1 mln zł.

Wirtualny Bieg SGH wystartuje 25 kwietnia o godzinie 12 i potrwa aż do 16 maja, kiedy to odbędzie finał. Co tydzień na każdym z dystansów, wyłaniana będzie najlepsza trójka wśród kobiet i mężczyzn tzw. – „zwycięzcy tygodnia”. Prowadzona będzie też klasyfikacja drużynowa.

Autor: Robert Zakrzewski

Klub Uczelniany AZS Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie rozpoczyna działalność nowej „Integracyjnej sekcji”. Impulsem do jej narodzin są „Integracyjne Mistrzostwa Polski AZS”, które funkcjonują od 2016 roku.

Spotkania w sportowej atmosferze, możliwość reprezentowania wyższej uczelni na zawodach, a także przełamywanie barier. To wszystko czeka na uczestników zajęć w AZS SGGW, który jako pierwszy klub uczelniany w Warszawie otworzył sekcję integracyjną.

– Już od pewnego czasu w klubie zauważaliśmy, że nasza oferta zajęć sportowych na uczelni jest niepełna. Rozpoczęcie działalności „Integracyjnej sekcji” jest pierwszym krokiem do zaproszenia kolejnej grupy do wstąpienia w nasze szeregi i poznania czym jest AZS, czyli Atmosfera Zabawa Sport – opowiada Prezes KU AZS SGGW Mikołaj Chudzik.

Pierwsze zajęcia zaplanowane są na wtorek 23 marca o 16 na Obiektach Sportowych SGGW (wejście pod łącznikiem). Uczestnictwo w treningach to będzie nie tylko możliwość na zawarcie nowych znajomości, ale również szansa na zaliczenie przedmiotu wychowania fizycznego. Dodatkowo udział w Integracyjnych Mistrzostwach Polski uprawnia do pobierania stypendium rektora za osiągnięcia sportowe.

– Celem projektu jest integracja i aktywizacja sportowa wszystkich członków społeczności akademickiej SGGW w szczególności osób z niepełnosprawnościami, wspieranie ich w dążeniu do sukcesów w sporcie i nie tylko. Zapraszamy serdecznie wszystkich chętnych bez względu na stopień i rodzaj niepełnosprawności. Poprzez udział w sekcji integracyjno – sportowej możliwe będzie zaliczenie obowiązkowych zajęć WF przewidzianych w danym semestrze – dodaje Kierownik SWFiS Dariusz Rycaj

Na dobry początek zajęcia będą odbywać się w boccia, tenisie stołowym i badmintonie. Treningi z dyscypliny wywodzącej się z gry w bule prowadzone będą we wtorki w godzinach 16-17:30. Natomiast w tenisa stołowego lub badmintona ćwiczyć będzie można w czwartki od 17:30 do 19. Wszyscy liczą, że frekwencja dopisze.

– Bardzo się cieszę, że wreszcie ruszamy w Warszawie z zajęciami sportowymi dla studentów z niepełnosprawnościami. Od dłuższego czasu wspólnie próbowaliśmy podejmować takie inicjatywy i bardzo się cieszę ze wreszcie pomysł przechodzi do realizacji, a pierwsze jest SGGW, uczelnia na której prężnie działa AZS. Trzymam kciuki za osiągniecie sportowe studentów na arenie ogólnopolskiej i liczę że AZS SGGW da bory przykład pozostałym stołecznym uczelniom – zdradza szczegóły powstania inicjatywy wiceprezes AZS Warszawa Rafał Jachimiak.

Powstająca sekcja dla osób z niepełnosprawnościami w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie jest pierwszą tego typu grupą na uczelni warszawskiej. Realizować ma zadania z wyrównywania szans i zrównoważonego rozwoju studentów.

– Cieszę się bardzo, że jako pierwsza Uczelnia w Warszawie wychodzimy z inicjatywą zajęć sportowych dla osób z niepełnosprawnościami. Staramy się przełamywać bariery społeczne i prowadzić wszechstronny rozwój naszych studentów. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie to uczelnia, w którym każdy znajdzie miejsce dla siebie i ma możliwość rozwijania swoich pasji. – podkreśla Prorektor ds. Dydaktyki dr hab. Jarosław Gołębiewski prof. SGGW

Integracyjne Mistrzostwa Polski AZS to cykl zawodów sportowych dla osób niepełnosprawnych prowadzony od 2016 roku w ramach upowszechniania sportu. Wydarzenie odbywa się w takich dyscyplinach jak wspomniane boccia, badminton, tenis stołowy, ale też pływanie, szachy strzelectwo sportowe czy goalball.

Wszystkich osoby chętnych do wstąpienia do sekcji zachęcamy do kontaktu mailowego: mikolaj.chudzik@azs.pl

Źródło: AZS SGGW/RZ

 

 

 

 

 

 

 

 

To było godne powitanie z basenem olimpijskim. W meczach 2. kolejki Ekstraklasy grupy mistrzowskiej piłkarze wodni AZS Uniwersytetu Warszawskiego spławili tzn. odprawili z kwitkiem Waterpolo Poznań zdobywając komplet punktów.

Po występach przy ul. Potockiej zawodnicy AZS Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzili się na jeden z najnowocześniejszych obiektów w stolicy. Pływalnia Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego to prawdziwa ekstraklasa i doskonałe miejsce do walki o ligowe zwycięstwa. Zresztą wszystko wskazuje, że sekcja piłki wodnej AZS UW przycumuje tam na dłużej.

– Wiele osób pracowało na to żebyśmy mogli tu zagrać i jesteśmy im wdzięczni. Jest to wspaniałe doświadczenie wystąpić na takim pięknym obiekcie. To na pewno spełnienie jednego ze sportowych marzeń, a jeszcze jakby mogły być pełne trybuny, to w ogóle była by pełnia szczęścia. Rozmiary basenu wpływają na całą grę, bo większe znaczenie ma przygotowanie fizyczne – mówił Bartosz Borkowski, kapitan drużyny AZS UW.

W sobotnim spotkaniu przeciwko drużynie z Wielkopolski stołeczna ekipa nie miała większych problemów zwyciężając aż 16:5. Decydująca okazała się ostatnia kwarta wygrana aż 7:0. Graczami meczu zostali wybrani azetesiak Przemysław Rudziński i Paweł Handze z Waterpolo Poznań.

Dużo bardziej zacięty był drugi mecz rozgrywany w niedzielę. Od samego początku w basenie trwała wymiana ognia. Wynik rywalizacji otworzył Rafał Nerlewski z UW, ale szybko wyrównał z rzutu karnego Bartłomiej Kowalewski. Choć gospodarze prowadzili w pewnym momencie już 3:1, to pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 4:3.

Drugie osiem minut otworzył bramką na 5:3 Andrzej Maciejewski. Wychowanek klubu Pałac Młodzieży Warszawa ustalił też wynik pierwszej połowy na 9:4. Kolejne dwie kwarty były bardzo wyrównane i identycznym stosunkiem wygrywali je azetesiacy (5:4, 5:4 – red.) Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 19:12 dla gospodarzy. Graczami meczu zostali wybrani wspomniani Rafał Nerlewski i poznaniak Bartłomiej Kowalewski.

– W pewnym momencie zaczęliśmy rotować składem, żeby nie zamęczyć podstawowych zawodników. Chłopaki byli jednak mentalnie gdzie indziej, zamiast dograć mecz do końca i myśleć o dyscyplinie w obronie. Zaczęła się gra po swojemu i nietrzymanie systemu. Poznań trochę taką szarpaną grą dorzucił nam bramki. Naświetlimy już to co się stało, żeby nastąpiła u chłopaków refleksja. To jest młody zespół, który cały czas się uczy. Oni grali już w różnych zespołach na poziomie ekstraklasy, ale to nie był nigdy ich zespół. To są w 90 % wychowankowie klubów warszawskich i teraz grają dla siebie – ocenił po meczu Jakub Bednarek, trener AZS UW.

W tabeli Ekstraklasy AZS Uniwersytet Warszawski zajmuje drugie miejsce, mając na koncie komplet 12 punktów, tak jak prowadząca Polonia Bytom – aktualny mistrz kraju. Drużyny dzieli tylko bilans bramkowy. Beniaminek ligi i tegoroczny zdobywca Pucharu Polski jest więc rewelacją rozgrywek.

– Wiedziałem, że mamy mocną drużynę i możemy pokonać każdego, ale nie wiedziałem jak zespół zagra razem. To był znak zapytania, jak uda ich się scalić. W takim składzie spotkaliśmy się w sierpniu, a niektórzy pojawili się dopiero we wrześniu. Jeśli chodzi o potencjał, to tak możemy wygrywać i wygraliśmy już z najlepszymi w Polsce. Teraz wszystko jest kwestią głowy i sfery mentalnej, żeby to udowadniać za każdym razem – dodaje trener AZS UW.

W ostatni weekend marca w Warszawie odbędzie się bezpośredni pojedynek z najpoważniejszymi rywalami do złotego medalu. Wszystko wskazuje, że spotkanie z Polonią Bytom rozegrane będzie na basenie WUM-u, a zawodnicy AZS postarają się o trochę szumu.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Michał Żbikowski (Inter Press Photo)

 

Pływacka karuzela rozkręciła się na warszawskich Bielanach i Żoliborzu. Wszystko dzięki akcji „Od Młodzika do Olimpijczyka”, która po trzech miesiącach przerwy wróciła na baseny. Apetyt na starty był ogromny. Zresztą tak jak nadzieje uczestników, że w najbliższym czasie wciąż będą mogli trenować i rywalizować.

W sobotę 13 marca, na dwóch basenach, rozegrano trzecie eliminacje w ramach zawodów „Od Młodzika do Olimpijczyka”, od lat promującej pływanie wśród najmłodszych. Łącznie wystartowało blisko 1000 adeptów pływania z ponad 60 klubów z całego kraju. Na każdym obiekcie uczestnicy rywalizowali w dwóch seriach, z podziałem na kategorie wiekowe i płeć. Była to ostatnia impreza rozgrywana na basenie 25-metrowym, w tej edycji zawodów.

W powietrzu czuć było zapach chloru, ale też wyczekiwanie na to, co przyniosą kolejne dni. Póki co jednak nic nie wskazuje, żeby szkolenie młodych pływaków z licencjami Polskiego Związku Pływackiego miałoby zostać przerwane.

– Jest bardzo duży głód i tęsknota za startami. U nas na Śląsku póki co nie ma lokalnego lockdownu i jeszcze wszystko się jakoś toczy. Pamiętam rok temu moment, gdy wszystko stanęło. To był dla dzieciaków straszny czas, bo nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Gdyby przyszła znów taka sytuacja, to wydaje mi się, że Ci najwytrwalsi zostaną przy sporcie, ale stracą dużo. Ćwicząc w hali nie da się wszystkiego zrobić – powiedział Dawid Gabor, trener MKS Park Wodny Tarnowskie Góry.

Tym razem oprócz znanej i lubianej pływalni OSiR Żoliborz, zawody zagościły też na terenie CRS Bielany. To pierwszy raz, gdy akcja przeniosła się na wody na których szkolą się talenty reprezentujące barwy miejscowego klubu UKS G-8. Przy ul. Lindego dopisała wspaniała sportowa atmosfera,  a dodatkowo nie zabrakło też dobrych wyników.

– Bardzo się cieszę, że tak dużo młodych zawodniczek i zawodników stawiło się na Bielanach. Sam kocham pływać i pływam długodystansowo od kilku lat. Sprawia mi to ogromną przyjemność i tym bardziej się cieszę, że w tym trudnych czasach pandemii, obostrzeń i gdy pływalnie są co chwilę zamykane wiele osób wciąż trenuje. Oglądając pierwsze serie przyznaję, że wyniki robią wrażenie – powiedział Grzegorz Pietruczuk, burmistrz dzielnicy Bielany.

Zawodnicy z Bielan okazali się być bardzo gościnni, bo mimo atutu swojego basenu nie zdominowali całkowicie rywalizacji. W kategoriach 12-14 lat po dwa złote medale zdobyli: Zuzanna Desiniewicz z klubu Nowa Skierniewice na 100 m stylem grzbietowym i 200 m zmiennym. Reprezentanci Polonii Warszawa: Eryk Osóbka–Morawski i Michał Włodarczyk triumfowali na 100 m dowolnym, oraz grzbietowym i motylkowym, w swoich rocznikach.

Natomiast Bartosz Tarczyński z ŁKS Łódź zwyciężył na 100 m stylem klasycznym i 200 m zmiennym wśród 14-latków, a Oskar Ślesik z UKS G-8 Bielany triumfował na 100 m motylkowym i grzbietowym w tej samej kategorii.

– Płynęło mi się bardzo dobrze, a rywalizowałem głównie z kolegami z klubu. Całe zawody są bardzo fajne. Startuje dużo osób i jest z kim walczyć. Pływanie uprawiam od jakiś pięciu lat. Nie trzeba było mnie namawiać specjalnie do trenowania, bo sam chciałem pływać. Jest to fajny sport, który pomaga zabić czas – ocenił Michał Dobryjanowicz z G-8 Bielany, zwycięzca 100 m. stylem grzbietowym i trzeci zawodnik na 100 m. dowolnym, wśród 13-latków.

Kolejny etap akcji „Od Młodzika Do Olimpijczyka” planowany jest na 24 kwietnia. Finał rozegrany będzie na początku czerwca.

Organizatorem wydarzenia jest AZS Warszawa przy wsparciu Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu i m.st. Warszawa. Partnerami są: Polski Związek Pływacki, Urząd Dzielnicy Bielany, CRS Bielany, OSiR Żoliborz, Print Plus i TYR Polska.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Klimczak

Nowa lokalizacja oraz niezmiennie duże zainteresowanie, tak zapowiadają się trzecie eliminacje akcji Od Młodzika do Olimpijczyka. Uczestnicy wskoczą do wody po trzymiesięcznej przerwie. Wszyscy odliczają już ostatnie chwile do startu.

Chęć udziału w imprezie wyraziło blisko 1000 młodych zawodników reprezentujących barwy ponad 60 klubów z całego kraju. Tak jak od początku sezonu całe wydarzenie odbywać będzie na dwóch pływalniach. Oprócz znajomych wód OSiR Żoliborz, tym razem startujący zagoszczą też na obiekcie CSR Bielany przy ul. Lindego 20.

Można powiedzieć, że to jaskinia lwa, bo trenują tam pływacy z klubu UKS G-8 Bielany. W grudniu zdominowali oni Zimowe Mistrzostwa Polski juniorów zdobywając łącznie 23 medale. Teraz Bielański klub wystawił liczną reprezentację, ale oczywiście nikt nie przyjeżdża do Warszawy, żeby poddać się bez walki. Zapowiada się ciekawa rywalizacja o dobre wyniki i rekordy życiowe.

– Cieszymy się, że zagościmy na Bielanach, bo to dzielnica bardzo kojarzona ze sportem. Po zapisach na trzecie eliminacje widać, że jest głód startów i rywalizacji. Pewnie też jakiś strach, że zaraz wszystko zostanie zamknięte i zawodnicy chcą jeszcze się sprawdzić. My jesteśmy gotowi, żeby przeprowadzić zawody zgodnie z obowiązującymi przepisami i w jak najbezpieczniejszych warunkach – mówi Rafał Jachimiak z AZS Warszawa.

Na każdej pływalni zmagania rozgrywane będą w dwóch blokach z podziałem na płeć i roczniki (2007-2009,2010-2012), tak żeby uniknąć gromadzenia się uczestników. Między rzutami planowana jest też przerwa, tak by grupy się nie mieszały ze sobą.

W programie znajdą się takie konkurencje jak 100 m stylem dowolnym, grzbietowym czy motylkowym, aż po 200 m stylem zmiennym. Dodajmy, że będzie to ostatnia impreza rozgrywana na pływalni 25 metrowej. Być może gdzieś wśród uczestników będzie następca ambasadora akcji Radosława Kawęckiego – medalisty mistrzostw świata i Europy.

– Radek wyleciał na zgrupowanie reprezentacji Polski, ale na pewno będzie z nami sercem i duchem. Pewnie prześle ciepło słowo przez media społecznościowe, bo jest to zawodnik, który może inspirować kolejne pokolenia pływaków do zdobywania swoich sukcesów – dodaje Rafał Jachimiak.

Trzecia edycja akcji Od Młodzika do Olimpijczyka odbędzie się w sobotę 13 marca. Początek zawodów o godzinie 9. Ze względu na obostrzenia impreza odbędzie się bez udziału publiczności. Dla chcących śledzić zmagania organizatorzy planują internetową transmisję z obu pływalni. Finał akcji odbędzie się 12 czerwca.

Organizatorem wydarzenia jest AZS Warszawa przy wsparciu Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu i m.st Warszawa. Partnerami są Polski Związek Pływacki, Urząd Dzielnicy Bielany, CSR Bielany, OSiR Żoliborz, Print Plus i TYR Polska.

Autor: Robert Zakrzewski

Fot. Marcin Selerski

 

Przewagi uzyskanej po pierwszym barażowym meczu zawodniczki AZS Uniwersytetu Warszawskiego nie mogły roztrwonić. Choć rewanżowy pojedynek wydawał się być formalnością, to dostarczył wielu emocji.

W walce o pozostanie w futsalowej ekstralidze rywalkami uniwerku były zawodniczki Włókniarza Białystok, które zajęły drugie miejsce w tabeli I ligi. Do pierwszego pojedynku doszło w miniony weekend w stolicy Podlasia, gdzie zawodniczki AZS UW wygrały wysoko, bo aż 6:1. Była to spora zaliczka przed rewanżem rozgrywanym w środę w Warszawie.

Od pierwszego gwizdka do ataku ruszyły zawodniczki z Białegostoku, które nie miały nic do stracenia. Już w pierwszej akcji groźną okazję stworzyła sobie Julia Stańczyk. W 2 minucie Wiktoria Hryniewska przejęła piłkę na połowie UW i wykończyła sytuację golem.

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, bo minutę później celnie i mocno na bramkę Włókniarza uderzyła Emilia Jarzyna. Do pewnego stopnia spotkanie zaczęło przypominać mecz gwiazd NBA, bo mniej uwagi skupiano na obronie, a każda z drużyn chciała atakować.

Ponownie prowadzenie przyjezdnym dała Julia Lasota, która rozpoczęła kontrę przed własnym polem karnym i popędziła przez całe boisko. Będąc w sytuacji dwa na jeden z bramkarką UW zdecydowała się uderzyć po ziemi. Piłka przeszła jeszcze pod interweniującą Natalią Mikułą i znalazła się w siatce.

Zbliżała się ósma minuta meczu, gdy zawodniczki AZS UW znów doprowadziły do remisu. Gola na 2:2 zdobyła Paulina Pokraśniewicz, która otrzymała prostopadłe podanie od Emilii Jarzyny. Zawodniczka grająca na dużym boisku w drużynie UKS Loczki Wyszków nie dała szans bramkarce rywalek.

– Uważam, że zagrałyśmy bardzo dobry mecz i zrealizowałyśmy wszystkie zadania, które nakreśliła nam trenerka. Szkoda tych trzech straconych bramek, ale w pewnym momencie może wkradło się jakieś rozluźnienie. Trzeba jedna cieszyć się z ostatecznego wyniku i pozostania w ekstralidze – mówiła po meczu Paulina Pokraśniewicz.

Wspomniany duet przypomniał o sobie cztery minuty później. Tym razem w roli asystentki wystąpiła Pokraśniewicz, która dograła piłkę z lewej strony a wszystko wykończyła Emilia Jarzyna, czekająca w środku pola karnego.

Pozostałe gole w pierwszej połowie strzelała już tylko drużyna z Białegostoku. Gdy futsalistki AZS UW zyskiwały przewagę i stwarzały sobie kolejne okazje, to wyrównała wspomniana Julia Lasota. Na minutę przed przerwą inna zawodniczka w białym stroju zdobyła gola, tyle że samobójczego dając prowadzenie AZS UW – 4:3.

Ledwo drużyny wróciły na parkiet, a już podwyższyć mogła wspominana Pokraśniewicz, która znalazła się w sytuacji sam na sam z bramkarką Włókniarza. Zawodniczka musiała poczekać na gola niecałe półtorej minuty. Rywalki mogły tylko patrzeć na numer 11 widniejących na jej plecach, kiedy wyprowadzała szybką kontrę zakończoną trafieniem z dystansu.

Rezultat na 6:3 ustaliła Emilia Jarzyna trzy minuty przed końcem meczu, która skutecznie wykończyła krótkie rozegranie rzutu rożnego. Zawodniczka popisała się hattrickiem, tak jak w pierwszym wyjazdowym meczu rozgrywanym w Białymstoku.

Drużyna AZS Uniwersytetu Warszawskiego zapewniła sobie utrzymanie w futsalowej ekstralidze. Za rok ich celem ma być coś więcej niż walka w barażach.

– Początek sezonu miałyśmy bardzo obiecujący i cele poważniejsze niż gra w barażach. Niestety w trakcie rozgrywek zmieniała się nasza sytuacja kadrowa. W tej chwili wypadły nam trzy zawodniczki, które zaczynały sezon i to była duża strata. Czasem brakowało rytmu w naszej grze, bo jak szło nam dobrze, to brakowało bramek i takiej kropki nad i. Były też momenty spadku koncentracji. Dlatego szanujemy grę w barażach i to że w przyszłym sezonie znów będziemy mogły grać w ekstralidze – oceniła trenerka Maria Wąsowska.

Przed zawodniczkami AZS UW nie ma zbyt wiele czasu na świętowanie, bo w weekend rozpoczyna się runda wiosenna piłkarskiej II ligi kobiet. Po pierwszej części rozgrywek azetesiaczki zajmują w tabeli 8. miejsce.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Paweł Małaczewski (wio.waw.pl)

AZS Uniwersytet Warszawski – Włókniarz Białystok 
6:3 (4:3)

Jarzyna (3,12,37), Pokraśniewicz (7,21), bramka samobójcza (19) –  Hryniewska (2),  Lasota (5, 17)

Zaledwie 22 punkty zdobyte w trzech setach to zbyt mało, żeby myśleć o sprawieniu niespodzianki. Przekonały się o tym siatkarki Uniwersytetu SWPS, które uległy faworyzowanym zawodniczkom AWF w rozgrywkach Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza.

Spotkanie rozgrywane w poniedziałkowy wieczór trwało niecałą godzinę. Choć po pierwszych minutach spodziewać można było się zaciętego widowiska, to z czasem uwidoczniała się różnica poziomów między zespołami. Ostatecznie górę wzięło doświadczenie drużyny z Bielan wyniesione ze zmagań na poziomie II ligi.

Wynik otworzyły zawodniczki Uniwersytetu SWPS, ale grające we własnej hali siatkarki AWF szybko zdołały wyjść na prowadzenie 3:1. Ambitna gra reprezentantek uczelni z Pragi Południe sprawiła, że na tablicy wyników pojawił się remis 5:5. Dalsza część seta należała jednak już do siatkarek z Marymonckiej, które zaczynając od stanu 10:8 zdobyły osiem kolejnych punktów. Rywalki przerwały nawałnicę dopiero przy rezultacie 18:9, a pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 25:10.

Po zmianie stron siatkarki AWF jeszcze bardziej podkręciły tempo. Gospodynie szybko wyszły na prowadzenie 7:1 i nie miały zamiaru zwalniać. W całej drugiej partii zawodniczkom Uniwersytetu SWPS pozwoliły zdobyć zaledwie cztery punkty! Po takim uderzeniu można było nie wstać już z desek, czy raczej parkietu. Tymczasem pozostał do rozegrania jeszcze trzeci set.

W Dzień Kobiet zawodniczki AWF sprezentowały sobie pewną wygraną, w ostatniej partii pokonując rywalki do ośmiu. Ich przewaga ani przez moment nie była zagrożona. Wszystko zakończyła udanym serwisem Joanna Waszyńska.

– Mogę powiedzieć, że był to mocniejszy trening. Starałyśmy się przećwiczyć kilka zagrań przy jak najmniejszej liczbie błędów i podjąć pełne ryzyko. Taki wysoki wynik też był dla nas motywacją, żeby dalej się starać i grać naszą grę. Bez zbędnych strat czy niepotrzebnych zachowań – powiedziała po meczu Joanna Waszyńska, przyjmująca AWF.

W tabeli Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza w piłce siatkowej kobiet drużyna AWF zajmuje pierwsze miejsce z kompletem siedmiu zwycięstw. Uniwersytet SWPS plasuje się w drugiej połowie tabeli mając w dorobku wygrane dwa spotkania.

Organizatorem Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza jest AZS Warszawa. Projekt współfinansowany przez m.st Warszawa oraz Ministerstwo Sportu.

Autor: Robert Zakrzewski

AWF – Uniwersytet SWPS
3:0
(25:10, 25:4,25:8)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Stołeczni inżynierowie o mały włos nie rozmontowali Akademickich Mistrzostw Polski w narciarstwie alpejskim. W finale trzydniowej rywalizacji było wszystko co potrzebne do stworzenia pięknego widowiska, czyli niespodziewani zwycięzcy, cudowna pogoda i wspaniała atmosfera.

W środę na Harendzie wręczono Kryształowe Kule dla najlepszych studentów w kraju w slalomie gigancie i slalomie. To była prawdziwa kumulacja emocji, a w decydującej walce wzięła udział najlepsza 50 narciarek i narciarzy wyłonionych po dwudniowych półfinałach. Łącznie po dwuletnie przerwie do Zakopanego przybyło 370 uczestników z 47 uczelni.

Już o godzinie 7:30 wystartowała rywalizacja w slalomie gigancie. Trasa była nieco dłuższa niż w eliminacjach, bardziej wymagająca, ale też lepiej przygotowana. Wpłynęły na to m.in poranne przymrozki i wczesna pora rozgrywania zawodów.

Po pierwszym przejeździe w slalomie gigancie wśród mężczyzn na prowadzeniu znalazł się nieco niespodziewanie Antoni Szczepaniak z Politechniki Warszawskiej, który o zaledwie 0.07 s. wyprzedzał Andrzeja Dziedzica ze Szkoły Głównej Handlowej i 0.17 s. faworyta Pawła Pyjasa – tegorocznego dwukrotnego mistrza Polski w narciarstwie alpejskim.

Ostatecznie zwyciężył popularny „Antek”, który uzyskał łączny czas 1:05.38. – Czuje się świetnie, bo nie spodziewałem się, że będę mógł konkurować z kolegami o pierwsze miejsce. Miałem świetny dzień i dopisywały mi warunki. Nie będę ukrywał, że czuje się bardzo dumny, że wygrałem i to w dodatku z takimi rywalami – mówił szczęśliwy student informatyki na Politechnice Warszawskiej.

Wśród kobiet również nie obyło się bez małej sensacji. Dominatorka cyklu AZS Winter Cup – Katarzyna Wąsek z Collegium Civitas po pierwszym przejeździe zajmowała drugie miejsce z wynikiem 31.76 s, tracąc do brązowej medalistki mistrzostw Polski w gigancie – Zofii Zdort z Politechniki Warszawskiej 0.31 s.

W decydującym przejeździe przyszła pani inżynier spisała się wyśmienicie i podsiadła na fotelu liderki Darię Krajewską z AWF Katowice – Bardzo się cieszę z tego sukcesu. Jak widać, nie chodzi o to, żeby wygrywać w eliminacjach tylko w finale. Nie miałam wielkiej przewagi po pierwszym przejeździe, więc wszystko mogło się zdarzyć. Start był bardzo wcześnie, ale się opłaciło, bo warunki były bardzo dobre. Trasa była twarda i bardzo dobrze przygotowana – powiedziała Zofia Zdort, która udanie debiutowała w Akademickich Mistrzostwach Polski.

Slalom również dostarczył wartkiej akcji, choć bohaterowie byli ci sami. Po pierwszym przejeździe prowadziła Daria Krajewska, która wyprzedzała swoją koleżankę z uczelni Julię Włodarczyk o 0,16 sekundy. Niestety nie zdołała obronić tej pozycji. W pewnym momencie wśród zawodników rozległ się tylko głośny jęk, gdy w ostatnim przejeździe liderka doznała upadku. Zwyciężyła Julia Włodarczyk, która w drugim przejeździe poprawiła swój wynik.

Niepowodzenie w gigancie zrekompensował sobie Paweł Pyjas, który zwyciężył zarówno w pierwszym jak i w drugim przejeździe slalomu uzyskując łączny czas 1:08.39. Dużo mniej szczęścia miał w drugim przejeździe trzeci w klasyfikacji Andrzej Dziedzic, który ominął jedną z tyczek i nie ukończył rywalizacji.

– Na pewno chciałem się zrewanżować i pokazać się z dobrej strony. Warunki do jazdy były lepsze niż pierwszego czy drugiego dnia, cała trasa była świetnie przygotowana. Przyznam, że można było się zmęczyć, bo słońce dawało się bardzo we znaki wszystkim uczestnikom – powiedział Paweł Pyjas, który również debiutował w AMP-ach.

Choć przedstawiciele Politechniki Warszawskiej sprawili dwie niespodzianki, to w zestawieniu uczelni musieli uznać wyższość innych. Wśród mężczyzn w klasyfikacji Akademickich Mistrzostw Polski zwyciężyła Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie, natomiast wśród pań górą była Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach.

Organizatorem wydarzenia jest AZS Warszawa. Akademickie Mistrzostwa Polski są współfinansowane ze środków Ministerstwa Sportu, a ich głównym sponsorem jest Grupa LOTOS.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Michał Szypliński/skifoto.pl

Akademickie Mistrzostwa Polski slalom gigant – mężczyzn
1. Antoni Szczepanik (PW Warszawa) 1:05.38
2. Paweł Pyjas (AWF Katowice) 1:05.87
3. Dominik Białobrzycki (AWF Katowice) 1:06.15

Akademickie Mistrzostwa Polski slalom gigant – kobiet
1. Zofia Zdort (PW Warszawa) 1:04.60
2. Daria Krajewska (AWF Katowice) 1:04.99
3. Katarzyna Wąsek (CC Warszawa) 1:05.23

Akademickie Mistrzostwa Polski slalom – mężczyzn
1 Paweł Pyjas (AWF Katowice) 1:08.39
2 Dominik Białobrzycki (AWF Katowice) 1:09.49
3 Juliusz Mitan (AGH Kraków) 1:09.55

Akademickie Mistrzostwa Polski slalom – kobiet
1. Julia Włodarczyk (AWF Katowice) 1:10.07
2. Katarzyna Wąsek (CC Warszawa) 1:10.35
3. Zofia Zdort (PW Warszawa)

Akademickie Mistrzostwa Polski klasyfikacja uczelni – mężczyzn

1. Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie
2. Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
3. Politechnika Śląska w Gliwicach

Akademickie Mistrzostwa Polski klasyfikacja uczelni – kobiet

1. Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach
2. Politechnika Warszawska
3. Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie