Bez kategorii
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,paged,category,category-bez-kategorii,category-1,paged-33,category-paged-33,bridge-core-3.0.5,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-29.2,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.10.0,vc_responsive

Bez kategorii

Mówi o sobie – ambitny amator, a bieganie łączy z karierą naukową. Oto dr inż. Marcin Patecki z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej, który zajmuje się cząsteczkami, a na bieżni często nie znajduje sobie równych.

W minioną sobotę 31-letni Marcin Patecki zwyciężył podczas Akademickich Mistrzostw Warszawy w biegu przełajowym, a dwa miesiące wcześniej był najlepszy na stadionie Akademii Wychowania Fizycznego w biegu na 1500 m z czasem 4:01.53. Z powodów regulaminowych nie zdołał jednak wziąć udziału w rozgrywanych w Łodzi Akademickich Mistrzostwach Polski, bo pracownikiem uczelni był krócej niż trzy miesiące. Swoje plany odkłada na przyszły sezon.

Jeśli chodzi o ten rok, to w styczniu na swoim blogu „Fizyk Biega” napisał, że „w 2020 roku niczego nie oczekuję od biegania”. Tak jakby nieco przewidywał co się wydarzy w świecie wydarzeń sportowych.

– W lutym byłem bliski rzucenia biegania. Gdy trening nakłada się tygodniami, to przychodzi zmęczenie psychiczne. To był czas, że miałem trudniej w pracy, był koniec zimy, a ja robiłem podbiegi na warszawskiej Agrykoli. Myślałem, że to nie ma sensu i chciałem odpuścić. Sądziłem, że jak będzie wiosna to pogram sobie w piłkę. Jednak przyszła pandemia i nie było możliwości uprawiania sportów zespołowych. Nawet bieganie było nielegalne, a lasy zamknięte. Ale dalej biegałem po jakiś nasypach i terenach, gdzie nie ma żadnego człowieka. Paradoksalnie cała sytuacja mnie zmobilizowała. Uważam, że epidemia się kiedyś skończy i to jest czas, żeby zrobić mocny trening. Ci którzy prześpią ten moment, będą mieli stratę – opowiada Marcin Patecki.

Swoją przygodę z bieganiem zaczął w rodzinnych Koluszkach, ale dopiero treningi w AZS Politechnice Warszawskiej pozwoliły rozwinąć talent i zaprzyjaźnić z bieżnią. Wszystko zaczęło się dość zabawnie, bo przez pomyłkę na pierwsze zajęcia udał się na trening sekcji kobiecej. Po chwili żartów trenerzy zaprosili go na Akademickie Mistrzostwa Warszawy.

– Będąc nastolatkiem kręciłem się wokół klubu LKS Koluszki. To nie było poważne trenowanie, raczej przychodziłem tam od czasu do czasu. Głównie biegaliśmy przełaje i biegi górskie. To była taka zabawa, choć jednostki robiliśmy mocne. Później jak poszedłem na studia to zobaczyłem, że jest klub AZS Politechnika. Wyczytałem kiedy są treningi, ale musiałem coś pomylić. Przychodzę, a tam same dziewczyny. Wszyscy się śmiali moim kosztem, ale mnie to nie zraziło. Trener Krzysztof Stanisławski powiedział, żebym przyszedł na przełaje i zobaczymy czy się nadaję – wspomina z uśmiechem biegacz.

foto: archiwum prywatne

Na piątym roku studiów wyjechał pod Genewę by tam kontynuować swoją karierę naukową pracując w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN). Po blisko siedmiu latach dr inż. Marcin Patecki wrócił do kraju i we wrześniu otrzymał prestiżowy grant Marii Skłodowskiej – Curie na Wydziale Fizyki Politechniki Warszawskiej.

Celem grantu jest rozszerzenie potencjału badawczego eksperymentu detektora ALICE przy Wielkim Zderzaczu Hadronów. Projekt polega na przechwytywaniu cząstek i kierowaniu ich do zderzeń z tarczą wewnątrz detektora.

– Pozyskałem jeden z najlepszych grantów europejskich skierowanych do osób na moim poziomie kariery. Aspirowałem wysoko, ale nie spodziewałem się że go dostanę, biorąc pod uwagę wysokie wymagania i konkurencję. Okazało się jednak, że dobrze połączyłem własne doświadczenie nabyte w CERN z kompetencjami grupy na Politechnice Warszawskiej, proponując przy tym bardzo ciekawe badania – mówi.

Na czym polegać będzie projekt?

-W Wielkim Zderzaczu Hadronów zderzane są czołowo przeciwbieżne wiązki cząstek. Inna możliwość polega na zderzaniu cząstek ze stacjonarną tarczą, co rozszerza zakres zachodzących zjawisk. Dodatkowo, część cząstek naturalnie wypada z wiązki i zwyczajnie jest tracona. Pomysł polega na tym, żeby takie cząstki odseparować od głównej wiązki i skierować je na tarczę, używając do tego zakrzywionego kryształu krzemowego. Uważam, że projekt jest bardzo ciekawy i ma dużą szansę implementacji, otwierając możliwość badania nowych zjawisk – wyjaśnia zabiegany fizyk.

Biegacz przyznaje, że wcale nie jest tak trudno znaleźć godzinę dziennie na trening i połączyć pasję z pracą oraz życiem rodzinnym. Zresztą w AZS poznał swoją żonę.

– Od czterech lat współpracuje z trenerem Marcinem Nagórkiem i bardzo dobrze oceniam ten czas. Realizujemy trening nastawiony na wytrzymałość, ale gdy dochodzi do startów to podkręcamy szybkość. Raz w roku staram się też biegać 10 km. Tygodniowo pokonuje mały kilometraż jak na moje wyniki, ale nie mam więcej czasu. Teraz to jest 70-80 km treningowo, nigdy nie przekroczyłem 100 km. Gdy pracowałem w CERN trenowałem głównie w przerwie obiadowej, teraz biegam wieczorami. Bieganie często pomaga mi w pracy, szczególnie gdy mam jakiś problem do przemyślenia. Dużo pomysłów pojawiło się właśnie podczas treningów – puentuje zawodnik AZS Politechniki Warszawskiej, naukowiec i wykładowca na tej uczelni.

Autor: Robert Zakrzewski

Grały dwie drużyny, ale brami zdobywali goście. Tak można podsumować akademickie derby w piłce ręcznej mężczyzn pomiędzy AZS Uniwersytetem Warszawskim i AZS AWF Biała Podlaska. Mecz choć wyglądał na wyrównany, to zakończył się wynikiem 26:33.

W sobotnim spotkaniu rozgrywanym w ramach 8. kolejki I ligi grupy C doszło do bezpośredniego starcia sąsiadów z tabeli. Przed wyjściem na parkiet AZS Uniwersytet Warszawski zajmował 4 miejsce z dorobkiem 12 punktów, będąc tuż przed AZS AWF Biała Podlaska. Niemal dokładnie rok temu w Warszawie w pojedynku między tymi drużynami wygrali goście 31:27. Teraz z pewnością gracze z uniwerku liczyli na rewanż.

Początek meczu był bardzo wyrównany. Na prowadzenie wyszli przyjezdni grający w zielonych strojach, trafiając z rzutu karnego w 2 minucie za sprawą Michała Bekisza. Na koniec rozgrywający AZS AWF okaże się być najskuteczniejszych zawodnikiem tej drużyny z 7 bramkami w dorobku. Odpowiedź AZS UW nastąpiła szybko po trafieniach Witalija Titowa, a następnie Dawida Szpejna.

Przez długi czas wynik utrzymywał się wokół remisu, ale kilka błędów i niewykorzystanych akcji sprawiło, że w 20 minucie gry na tablicy świetnej widniał rezultat 7:12. Gracze UW zdołali jeszcze nawiązać walkę w końcówce pierwszej połowy. Ostatnie pięć minut należało do nich, kiedy to zdobyli pięć bramek, a stracili tylko dwie. Tym samym po 30 minutach rywalizacji było już tylko 15:16.

Na początku drugiej odsłony Uniwersytet Warszawski zdołał doprowadzić do remisu po kolejnym wykorzystanym rzucie karnym przez Wiktora Przybysza. Rywale odpowiedzieli na to jednak aż czterema ciosami, skutecznie wyprowadzając kontry. W 45 minucie po trafieniu Przybysza było 20:25 i taka przewaga utrzymała się przez większą część gry. Rezultat na 26:33 ustalił Marcin Stefaniec z AZS AWF Biała Podlaska.

Na kolejne trafienia gości odpowiadał głównie wspomniany Witalij Titow, który zdobył w sumie 10 bramek, czyli najwięcej spośród wszystkich graczy na parkiecie. Nieco mniej, bo 8 trafień dołożył Wiktor Przybysz, który w sobotę pewnie egzekwował rzuty karne.

– Przegraliśmy sami z sobą. Nasz zespół różnił się tym, że nie oddawał rzutów tak jak drużyna przyjezdna, a na tym polega piłka ręczna. Na tym polega ten sport, że kto oddaje rzuty, ten trafia do bramki. W pierwszej połowie rozegraliśmy fajne zawody, bo choć przegrywaliśmy pięcioma bramkami to doprowadziliśmy do kontaktowego gola. Spodziewaliśmy, że w drugiej połowie zagramy podobnie. Niestety tak się nie stało. Słabo zagraliśmy też w obronie i nie pomagaliśmy naszym bramkarzom – ocenił po meczu Piotr Obrusiewicz, trener AZS UW.

Po meczu większe powody do radości panowały w szatni AZS AWF.

– Oczywiście na wyjeździe zawsze gra się trochę trudniej, ale nie ukrywam, że jechaliśmy tu po komplet punktów. Tablica sprawiała wrażenie, że mecz jest wyrównany, ale uważam że naszą przewagę było widać. W pierwszej połowie straciliśmy ją trochę przez kary, ale uważam że na przestrzeni całego meczu nasza przewaga była wyraźna – ocenił Sławomir Bodasiński, trener AZS AWF Biała Podlaska.

W tabeli I ligi grupy C AZS AWF Biała Podlaska zajmuje obecnie 4 miejsce, będą tuż przed AZS Uniwersytetem Warszawskim. Obie drużyny mają po 12 punktów.

Autor: Robert Zakrzewski

Były gole, efektowne akcje i udane dryblingi. W środę na warszawskiej Pradze Południe odbył się Turniej Piłki Nożnej o Puchar Lig Integracyjnych. Wygrane mecze z pewnością na długo zostaną w pamięci uczestników.

Kilka godzin przed tym zanim na murawę Stadionu Śląskiego wybiegli reprezentanci Polski, o swoje – być może najważniejsze trofeum w piłkarskiej „karierze” walczyły cztery drużyny. O Puchar Lig Integracyjnych zmierzyli się gospodarze z MOS Osowska, MOS Łomianki, MOS „Kąt” i MOW Dolna. Ekipy złożone były z wychowawców i podopiecznych ośrodków socjoterapii oraz placówek wychowawczych. Spotkania trwały dwa razy po 10 minut.

Impreza spełniać ma nie tylko rolę sportową, ale też edukacyjną rozwijając takie cechy jak postawa fair play. O powodzeniu idei rozgrywek świadczyć może Warszawska Liga Piłki Nożnej Ośrodków Wychowawczych i Domów Dziecka zainaugurowana już w 2005 roku. Niestety w tym sezonie z powodu pandemii zmagania zostały zawieszone, a młodzi gracze czekali na ponowną możliwość rywalizacji.

– Regularnie w lidze gra kilkaset osób i rozgrywki są cyklicznie realizowane na dwóch szczeblach. Jednak z powodu pandemii środowy turniej był pierwszą inicjatywą, którą podjęliśmy w tym roku. W planach mamy kolejne. Naszym podstawowym celem jest pokazanie, że w sporcie obowiązują pewne zasady, ważna jest też integracja, oraz pokazanie tego że można spędzać czas w inny sposób. Chcemy pokazać, że sport może być pewną odskocznią. Często nie grają tu najlepsi, ale Ci którzy najlepiej funkcjonują w zasadach działania placówki – mówi Leszek Roszczenko, organizator imprezy.

Zdobywcą Pucharu Lig Integracyjnych zostali gospodarze z MOS Osowska zwyciężając wszystkie swoje spotkania i nie tracąc przy tym nawet gola (8:0, 5:0, 4:0). Za najlepszego zawodnika turnieju uznany został ich zawodnik Krystian Poreda, a najlepszym bramkarzem wybrano Krystiana Walędzika. Drugie miejsce zajęli zawodnicy MOW Dolna, którzy wygrali dwa mecze (4:2,3:2,0:5).

Okazja do rewanżu nadarzy się już podczas kolejnego turnieju, który odbędzie się 16 grudnia na terenie Centrum Futbolu Warszawianka.

Organizatorem zawodów był AZS Warszawa. Projekt współfinansowany przez m.st. Warszawa oraz Ministerstwo Sportu.

Turniej Piłki Nożnej o Puchar Lig Integracyjnych – tabela

1. MOS Osowska

2. MOW Dolna

3. MOS NR 2 KĄT

4. MOS ŁOMIANKI

Po czyjej stronie będzie piłeczka przekonamy się podczas V Integracyjnych Mistrzostwa Polski AZS w tenisie stołowy. Impreza odbędzie się w dniach od 4 do 6 grudnia w Gdańsku. Zapisy trwają.

Miejsce rozgrywania zawodów czyli Centrum Szkolenia im. Andrzeja Grubby niemal zobowiązuje do serwisów i odbiorów na najwyższym poziomie. Walka o medale toczyć będzie w dziesięciu klasach m.in.: wśród osób grających na wózkach, na stojąco, niesłyszących i niewidzących.

Organizatorzy zdecydowali się pokryć koszty związane z zakwaterowaniem i wyżywieniem pierwszych 30 zgłoszonych zawodników. Uczestnicy i trenerzy na własny koszt przyjeżdżają na zawody.

– Już pierwszego dnia wyczerpaliśmy liczbę 30 osób. Mówiąc szczerze myślałem, że tyle się zgłosi na imprezę dlatego byliśmy w szoku widząc zgłoszenia. Widać, że uczestnicy czekali na tę imprezę. Oczywiście dalej przyjmujemy zainteresowanych, tyle że już samemu trzeba będzie pokryć koszta – powiedział Tomasz Aftański, koordynator zawodów.

To będzie ostatnia impreza w kalendarzu tegorocznych Integracyjnych Mistrzostwa Polski AZS. Wstępne zgłoszenia składać można jeszcze do 25 listopada na stronie http://imp.azs.pl/.

Integracyjne Mistrzostwa Polski AZS rozgrywane są od 2016 roku. Cykl zawodów skierowany jest do osób niepełnosprawnych w ramach upowszechniania sportu w środowisku akademickim.

Autor: Robert Zakrzewski

foto: Integracyjne Mistrzostwa Polski AZS

Z miesięcznym poślizgiem wystartowała jubileuszowa 10. edycja akcji „Od Młodzika do Olimpijczyka”. Młodzi pływacy mogli ponownie sprawdzić się na tle rówieśników, a trenerzy przyjrzeć rozwijającym talentom. Być może gdzieś był następca lub następczyni Radosława Kawęckiego – olimpijczyka z Rio de Janeiro, oraz ambasadora zawodów.

Uczestnicy udowodnili, że pływanie mimo wprowadzanych obostrzeń nie poszło na dno. Zawody trwały przez niemal całą sobotę i rozgrywane były jednocześnie w dwóch stołecznych basenach: OSiR Targówek i OSiR Żoliborz. Pływacy startowali podzieleni na dwa bloki według roczników (2007-2009, 2010-2012). Wszystko miało na celu zmniejszyć liczbę uczestników naraz w jednym obiekcie.

Łącznie w wydarzeniu wzięło blisko 700 zawodników i zawodniczek z całej Polski. Rywalizacja odbywała się w stylu dowolnym, klasycznym, grzbietowym i motylkowym na dystansach od 50 m do 200 m. Dla niektórych były to pierwsze tak poważne zawody w życiu. Inni zdążyli się już stęsknić za zapachem chlorowanej wody.

– Dzieci bardzo czekają na takie imprezy, bo uwielbiają rywalizację. Każde poprawienie rekordu życiowego o setne sekundy bardzo je motywuje. Faktycznie po pierwszej fali pandemii wiele osób nie wróciło już do pływania. Od września widać mniejsze zainteresowanie zajęciami, a część osób trenuje w kratkę po tym jak ogłoszono zamknięcie basenów. Ale ci bardziej zawzięci wciąż trenują – oceniła trenerka Agnieszka Zbutowicz z klubu SwimLand Olsztyn.

Podczas zawodów z bardzo dobrej strony zaprezentowała się Wiktoria Gracjasz, która zwyciężyła zmagania na 100 m stylem dowolnym i 100 m motylkowym, oraz 200 m stylem zmiennym wśród 12-latek. Zawodniczka klubu UKS ,,Jasień” Sucha Beskidzka przyznała, że jej idolką jest Alicja Tchórz – olimpijka z Rio de Janeiro i medalistka mistrzostw Europy.

– Moim wielkim marzeniem byłby start w igrzyskach olimpijskich. Cieszę się z wygranej, było bardzo fajnie i nawet nie tak trudno. Czułam się jak ryba w wodzie. Od niedawna trenujemy w Wadowicach i staramy się ćwiczyć codziennie, więc jestem dobrze przygotowana. W kalendarzu na szczęście pojawia się coraz więcej startów i mamy gdzie się sprawdzać – powiedziała Wiktoria Gracjasz.

Były rekordy życiowe, emocje, ale też puste trybuny. Z powodu obostrzeń w imprezie nie mogli wziąć udział kibice, czyli najczęściej rodzina młodych sportowców. Zwrócił na to uwagę jeden ze zwycięzców.

– Było bardzo ciężko wygrać, bo popełniłem kilka błędów technicznych i muszę nad nimi pracować. Trenuję pływanie od jakiś 6 lat. Zawsze na zawody jeździli ze mną mama i brat, a dziś nie mogli być tu. Wiem jednak, że oglądają relację w internecie razem z babcią i wiem, że są ze mną – powiedział Tymoteusz Jóźwiak z klubu MKS Jedynka Łódź, zwycięzca rywalizacji na 100 m w stylu dowolnym i motylkowym wśród 12-latków.

Drugi etap akcji zawodów „Od Młodzika do Olimpijczyka” odbędzie się nie 12 grudnia, jak pierwotnie planowano, a tydzień później. Wszystko w powodu kolidującego terminu Zimowych Mistrzostw Polski juniorów młodszych. W sumie rozegranych ma zostać pięć imprez eliminacyjnych, a wielki finał odbędzie się 19 czerwca 2021 roku.

Wydarzenie organizowane jest przez AZS Warszawa przy wsparciu Ministerstwa Sportu i m.st. Warszawy. Partnerem jest firma TYR Polska.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Klimczak

Wyniki: 2010, 2011, 2012

Wyniki: 2007, 2008, 2009

Długa historia Varsoviady została podtrzymana, choć nie była to edycja taka jak zawsze. Igrzyska Studentów Pierwszego Roku odbyły się już po raz 57., a uczestnicy na sportowo uczcili święto odzyskania niepodległości. Impreza rozegrana została na terenie Akademii Wychowania Fizycznego.

Słowa piosenki Grzegorza Turnau „po cichu, po wielkiemu cichu” idealnie opisują atmosferę tegorocznej Varsoviady. Obiekt przy ul. Marymonckiej zwykle w czasie imprezy tętniący życiem i śmiechem, tym razem był wyjątkowo pusty.

Łącznie w zawodach wzięło udział blisko trzysta osób z kilku stołecznych uczelni m.in: Uniwersytetu Warszawskiego, Politechniki Warszawskiej, Szkoły Głównej Handlowej, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego, Akademii Leona Koźmińskiego oraz gospodarza – AWF.

Rywalizacja odbyła się w siedmiu dyscyplinach: ergometrze, futsalu, koszykówce mężczyzn, siatkówce mężczyzn i kobiet, pływaniu i tenisie stołowym. Niestety nie udało się rozegrać wszystkich zmagań będących w programie. Nie odbył się turniej koszykarek 3X3, bo zgłosiła się tylko jedna żeńska drużyna. Zrezygnowano też z trójboju rektorskiego, który tradycyjnie stanowił kulminację zawodów.

– Jeszcze parę lat temu startowało tu ponad tysiąc studentów pierwszego roku. To był czas gdy szkolnictwo wyższe przeżywało wyż demograficzny. Teraz sytuacja na świecie jest taka, a nie inna. Dlatego tym bardziej czapki z głów przed osobami, którzy zechciały tu wystartować. Ogólnie jesteśmy zadowoleni, że może organizować wydarzenia tego typu. Robimy to starając się przestrzegać wszystkich zasad bezpieczeństwa – ocenił Rafał Jachimiak, dyrektor biura AZS Warszawa.

Do ostatnich chwil trwały też starania organizatorów, żeby w programie tegorocznej Varsoviady zachować biegi przełajowe. Niestety zgodnie z ostatnimi obostrzeniami nie było to możliwe. Dlatego pod nieobecność biegaczy najliczniejszą indywidualną konkurencją było pływanie. Łącznie w basenie rywalizowało 36 zawodników i zawodniczek rywalizując w 11 konkurencjach od 50 m stylem dowolny do sztafety mieszanej 4 x 50 m.

Powody do radości miała Weronika Hellmann, która zdobyła złoto na 50 m w stylu klasycznym i zwyciężyła w sztafecie mieszanej razem z kolegami z Akademii Wychowania Fizycznego.

– Startów w tym roku mamy bardzo mało, ale Polski Związek Pływacki próbuje robić coś, żeby jak najwięcej imprez się jeszcze odbyło. Jestem teraz w trakcie przygotowań do mistrzostw Polski i to był dla mnie start kontrolny. Atmosfera była bardzo przyjemna, nawet spodziewałam się mniejszej liczby uczestników, ale to dobrze że frekwencja dopisała, bo można było po rywalizować – powiedziała Weronika Hellmann, studentka AWF.

Za oceanem, w najlepszej koszykarskiej lidze świata o miano najlepszego „pierwszoroczniaka” zawsze toczy się zacięta walka. W Hali Gier AWF kaliber może był nieco mniejszy, ale rywalizacja równie była pasjonująca. W szranki stanęły cztery uczelnie: Politechnika Warszawska, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego i Akademia Leona Koźmińskiego. Zwyciężyła ostatnia z nich po drodze wygrywając wszystkie mecze.

– Ostatni mecz był trudny, bo Politechnika postawiła nam trudne warunki. My mieliśmy jednak silną drużynę i w składzie dwie osoby z Legii Warszawa grające w ekstraklasie. Wygrana była zasłużona. Impreza była bardzo dobrze zorganizowana i na pewno będzie co wspominać – mówił Maciej Adamiak, kapitan drużyny ALK.

Zwycięzcy 57. Varsoviady wywalczyli bilet na Ogólnopolski Finał Igrzysk Studentów Pierwszego Roku. Impreza odbyć ma się na początku grudnia w Wilkasach. Udział w tych zawodach można tylko raz w życiu, będąc studentem pierwszego roku. Jeśli ktoś przegapił swoją szanse teraz, drugiej już nie będzie.

Organizatorem imprezy jest AZS Warszawa przy współpracy z Akademią Wychowania Fizycznego. Projekt współfinansowane jest ze środków m.st. Warszawy i Ministerstwa Sportu.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Klimczak

Zwycięzcy:

Ergometr:

Stefania Bilska AWF Warszawa (waga lekka)

Hanna Krasuska UW Warszawa (waga open)

Paweł Święcicki AWF Warszawa ( waga lekka)

Michał Gulan PW Warszawa (waga open)

Futsal:

Politechnika Warszawska

Koszykówka mężczyzn

Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie

Siatkówka kobiet:

Uniwersytet Warszawski

Siatkówka mężczyzn:

Politechnika Warszawska

Pływanie 50 m dowolny kobiet:

Barbara Mazurkiewicz AWF Warszawa

Pływanie 50 m dowolny mężczyzn:

Bartosz Mielniczuk AWF Warszawa

Pływanie 4 x 50 klasyczny

Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie

Tenis Stołowy:

Julia Wiatrzyk – Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie

Miszkurka Jakub – Politechnika Warszawska

WYNIKI

Jeszcze tylko do 15 listopada trwać będą zmagania w ramach Biegu SGH, czyli największej charytatywnej imprezy w Polsce organizowanej przez środowisko akademickie. Jednym z partnerów wydarzenia jest AZS Warszawa.

Rywalizacja trwa od blisko trzech tygodni, a wszystko odbywa się w formie wirtualnej oprócz pomocy, która będzie jak najbardziej realna. Uczestnicy do wyboru mają dwa główne dystanse liczące 5 i 10 km. Zwykle trasa prowadziła uliczkami warszawskiego Mokotowa, a start i meta znajdowały się w pobliżu Szkoły Głównej Handlowej.

W tym roku z powodu pandemii nie było możliwe rozegranie zawodów w tradycyjnej formie. Co więcej wiosną w pierwszym terminie wszystko wskazywało, że to właśnie tam odbędą się Mistrzostwa Polski kobiet na 5 km. Tak się jednak nie stało i zawody zostały przeniesione na jesień.

Jak do tej pory chęć udziału wyraziło ponad 600 osób, a zainteresowanie pomiędzy dystansami rozkłada się po równo. W biegu na 5 km najlepsze czasy uzyskali Sebastian Falana (17:13) i Elżbieta Malanowska, a na odcinku dwukrotnie dłuższym prowadzą Tomasz Bomba (37:11) i Eliza Konobrocka (51:48). To jeszcze nie koniec rywalizacji. Pomiar czasu i dystansu biegacze prowadzą za pomocą rejestratorów GPS.

– Jak na obecne czasy, to jesteśmy bardzo zadowoleni. Są biegi wirtualne gdzie frekwencja sięga 200-300 osób, a nam udało się nam udało się przyciągnąć sporą liczbę biegaczy. To się przełoży na większą kwotę przeznaczoną na cel charytatywny. Myślę, że wiele rzeczy na to się złożyło. Wiele osób, które zapisały się na tradycyjny bieg nie zrezygnowały i zostały z nami. Najważniejsza rzecz to jednak cel tego biegu i to, że można komuś pomóc – powiedział Emil Łoboda, koordynator biegu.

Organizatorzy nie wykluczają, że bieg wirtualny będzie rozgrywany także w przyszłości jako uzupełnienie oferty.

– W obecnych czasach to jest jedyna możliwość rozgrywania biegów i współzawodnictwa. Myślę jednak, że takie biegi wirtualne mają wiele zalet. Dają przedział czasowy w którym każdy może wystartować. Czasem uczestnicy muszą rezygnować bo np. pracują w któryś weekend, albo pokrywa to im się z innym startem. Do tego mogą sami wybrać sobie trasę co oczywiście może działać w dwie strony – dodaje rozmówca.

Uczestnicząc w imprezie biegacze nie tylko robią coś dla siebie, ale też wspierają rocznego Jasia. Chłopiec urodził się ze zrośniętymi przewodami słuchowymi oraz niewykształconymi w pełni małżowinami usznymi. Aby Jaś mógł słyszeć niezbędna jest operacja, która jest przeprowadzana jedynie w dwóch szpitalach w Stanach Zjednoczonych.

Zakończenie tegorocznej edycji Biegu SGH nastąpi 15 listopada o godzinie 12. Zapisy zamknięte zostaną już w czwartek 13 listopada w samo południe. Cena pakietu startowego wynosi 60 zł, a znajdą się w nim pamiątkowy medal oraz koszulka. Dodatkowo rozgrywany jest bieg dziecięcy na dystansie 1,1 km i w tym przypadku cena pakietu startowego to 25 zł.

Patronat honorowy nad imprezą objęli: Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Urząd Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy. Ministerstwo Sportu, Polski Związek Lekkiej Atletyki, Polski Komitet Olimpijski, oraz AZS Warszawa.

Autor: Robert Zakrzewski

Maszyny ruszyły i to wcale nieospale. W niedzielę na terenie Centrum Sportu i Rekreacji przy ul. Banacha w Warszawie rozegrano Akademickie Mistrzostwa Polski w ergometrze wioślarskim. Bohaterem zmagań był Paweł Widawski, który poprawił rekord imprezy i rekord Polski jednocześnie.

W zmaganiach wzięło udział ponad 260 zawodniczek i zawodników z 36 uczelni, którzy rywalizowali w wadze lekkiej i otwartej. Trudno tu mówić o rekordzie frekwencji, bo stawka była znacznie mniejsza niż przed rokiem. Uczestnicy ruszali w seriach przez kilka godzin z niewielkimi przerwami technicznymi. W jednym momencie rywalizowano na dwudziestu ergometrach, a walka toczyła się do ostatniego pociągnięcia wioseł.

Na kilka godzin przed startem odbyło się oficjalne ważenie. Żeby znaleźć się w pierwszej, najlżejszej kategorii zawodniczki musiały ważyć poniżej 61,5 kg, a zawodnicy do 75 kg. Ci którzy nie zmieścili się w limicie musieli startować w cięższej grupie. Inni „zrzucali” wagę do niemal ostatniego momentu.

Tak było w przypadku Pawła Widawskiego, który nie odchudzał się, ale odwodnił organizm, tak żeby zmieścić się w kategorii lekkiej. Mimo osłabienia dystans 1000 metrów pokonał w rewelacyjnym czasie 2:54,3 i poprawił o ponad 3 sekundy rekord Akademickich Mistrzostw Polski wynoszący 2:57,6. Co więcej mało zabrakło mu do poprawienia rekordu świata wynoszącego 2:53.4.

– Po wyścigu byłem niezadowolony, bo moim celem był rekord świata. Zabrakło mi niewiele. To nie była kwestia zbyt dużego planu, ale odpuszczenia w środkowej części i trochę zwolnienia tempa. Taki wynik bierze się z kilku lat regularnej pracy. Mam za sobą też bazę w postaci przeszłości w sportach wytrzymałościowych i sportach walki. Moja waga optymalna to 79 kg i w wyniku zaszłości mam predyspozycję do nadmiernej ilości masy mięśniowej. Stąd też nie musiałem schudnąć, tyle co się mocno odwodnić co obniżyło moją dyspozycję – powiedział po swoim starcie zwycięzca i reprezentant Akademii WSB.

Złoty medal wśród kobiet wywalczyła Joanna Solak z lubelskiego KUL z wynikiem 3:37,9. Była to dla niej naprawdę dobra informacja, bo jak przyznała później nie liczyła na wygraną. Przed startem deklarowała czas na 3:40:00 i chciała zająć jak najwyższe miejsce, ale w kategorii uniwersytetów.

W wadze otwartej wśród pań górą były zawodniczki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego z Bydgoszczy, które zdominowały podium. Po zaciętej walce o pierwsze miejsce wygrała Paulina Chrzanowska, która wyprzedziła na wirtualnym torze swoją koleżankę Izabelę Gałek. O wszystkim zadecydowała druga część dystansu.

– Pierwszy raz startowałam na takim odcinku, do tej pory rywalizowałam na 2000 m. Nie wiedziałam do końca jak rozłożyć siły. Początek pojechałam z głową, a później już tylko dokładałam. Na ergometrze ważne są nogi, one mają duży potencjał. Oczywiście góra też jest potrzebna, żeby wykończyć chwyt, ale mocne nogi to priorytet – powiedziała studentka pedagogiki, dla której to był pierwszy złoty medal Akademickich Mistrzostw Polski na ergometrze.

Najlepszym z mężczyzn został reprezentant innej bydgoskiej uczelni – Wyższej Szkoły Gospodarczej. Mateusz Biskup wygrał z czasem 2:47,8 mając ponad 6 sekund przewagi nad kolejnym zawodnikiem.

Początkowo Akademickie Mistrzostwa Polski w ergometrze rozegrane miały zostać w kwietniu, jednak zostały przełożone z powodu pandemii. Teraz też widząc rosnąca liczbę zakażeń i nowe obostrzenia nie było pewności czy uda się przeprowadzić zawody. Organizatorzy postarali się, aby wszystko przebiegało w bezpiecznych warunkach.

– Jest satysfakcja, gdy widzi się radość uczestników. Po to to robimy, żeby zawodnicy mogli ze sobą rywalizować i wyłonić najlepszych z grona akademickiego. Najwięcej czasu zajęły nam przygotowania, studiowanie procedur i wdrażanie ich. To była praca całego zespołu i udało nam się znaleźć optymalne rozwiązania – podsumował Rafał Jachimiak, dyrektor biura AZS Warszawa

W klasyfikacji generalnej zwyciężyły krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza wśród mężczyzn i bydgoski Uniwersytet Kazimierza Wielkiego wśród pań.

Organizatorem Akademickich Mistrzostw Polski w ergometrze wioślarskim jest AZS Warszawa. Głównym sponsorem imprezy jest GRUPA LOTOS. Impreza dofinansowana przez Ministerstwo Sportu.

Partnerami wydarzenia są: m.st. Warszawa oraz Aktywna Warszawa i Uniwersytet Warszawski. Patronat medialny: Radio Eska, Onet i Przegląd Sportowy.

Autor: Robert Zakrzewski

Waga lekka mężczyzn  

1. Paweł Widawski (Akademia WSB) – rekord AMP – 2:54,3

2. Dawid Wachowicz (UKW Bydgoszcz) – 3:00,5

3. Przemysław Szybkowski (PG Gdańsk) – 3:08,01

Waga lekka kobiet   

1. Joanna Solak (KUL Lublin) – 3:37.9

2. Aleksandra Bańbor (PŚ Gliwice)- 3:38.3

3. Magdalena Bryk (SGH Warszawa)- 3:39.7

Open mężczyzn 

1.Mateusz Biskup (WSG Bydgoszcz) -2:47,8

2.Bartłomiej Zalega (AWF Wrocław) -2:54,2

3.Adrian Górka (AWFiS Gdańsk) – 2:55,4

Open kobiet 

1.Paulina Chrzanowska (UKW Bydgoszcz) – 3:23,6

2. Izabela Gałek (UKW Bydgoszcz) – 3:27,1

3. Małgorzata Strybel (UKW Bydgoszcz) – 3:27,9

W sobotę w hali przy ul. Szturmowej koszykarki AZS Uniwersytetu Warszawskiego pokonały w akademickich derbach Politechnikę Gdańską II – 87:44. Mimo tak wysokiego wyniku mecz momentami był wyrównany, a o wszystkim zdecydowała czwarta kwarta.

Spotkanie rozgrywane było w ramach 6. kolejki I ligi koszykówki kobiet. Przystępując do meczu zawodniczki AZS Uniwersytetu Warszawskiego miały w dorobku jedno zwycięstwo i to odniesione na samym początku rozgrywek. Podopieczne Małgorzaty Zaroń, która od tego roku kieruje zespołem, jeszcze nie wygrały na własnym parkiecie i z pewnością chciały to zmienić.

Już w pierwszej akcji na prowadzenie Politechnikę Gdańską wyprowadziła Marta Stawicka celnym rzutem z wyskoku. Szybko wyrównała Bernadeta Gołębiewska, a po chwili podwyższyła rzutem za trzy punkty Aleksandra Szostakiewicz. Kolejną „trójkę” dla AZS Uniwersytetu Warszawskiego dołożyła Weronika Preihs i po trzech minutach spotkania gospodynie prowadziły 10 punktami (12:2). To skłoniło trenera drużyny przyjezdnej do wzięcia czasu.

Na pięć minut przed końcem pierwszej kwarty utrzymywała się wysoka przewaga AZS UW (18:8), ale coraz częściej zawodniczki w białych strojach zaczynały popełniać błędy. Rywalki zmuszały je do tego grając wysokim pressingiem. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się zwycięstwem Warszawianek 27:20. Druga kwarta była już bardziej wyrównana i skończyła się dwupunktowym zwycięstwem Politechniki Gdańskiej (15:13). Mimo wszystko bliżej ostatecznego sukcesu wciąż były koszykarki AZS UW wygrywając do przerwy 40:35.

Po powrocie na parkiet przez ponad dwie minuty żaden zespół nie mógł trafić do kosza. Passę przerwała Marta Stawicka zmniejszając stratę Politechniki Gdańskiej do trzech punktów (37:40). Zawodniczki AZS systematycznie powiększały jednak bezpieczną przewagę trafiając za dwa punkty i z rzutów wolnych. W pewnym momencie na tablicy świetlnej był już wynik 50:39, a trzecia kwarta zakończyła się wynikiem 56:42.

Decydująca partia rozpoczęła się od dwóch punktów Moniki Ziobro i powiększenia przewagi do 16 oczek. Po chwili dwukrotnie trafiła też Aleksandra Kaja. Czwarta kwarta przypominała początek spotkania i dużą przewagę AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Wystarczy dodać, że na 5 minut przed końcem meczu widniał wynik 70:42. Po końcowej syrenie zawodniczki z Warszawy mogły cieszyć się ze zwycięstwa aż 43 punktami i pierwszą wygraną w tym sezonie we własnej hali.

– Jestem bardzo zadowolona z postawy dziewczyn. Mieliśmy trudny moment, bo mieliśmy dwie porażki dwoma punktami co nam podcięło skrzydła, pojawiły się też kontuzje. Zwycięstwo było nam potrzebne jak tlen. Nastawiliśmy się mocno na to, że to jest moment żeby się odbić. Ciesze się, bo to co robiliśmy w tym tygodniu na treningach dało efekt. Wszystko zagrało, bo byliśmy zespołem biegającym, w końcu trafialiśmy, bo mieliśmy skuteczność 50 procent – ocenia trenerka Małgorzata Zaroń.

Ze względów na obostrzenia spotkanie odbyło się bez udziału kibiców.

– Zdecydowanie lepiej się gra, gdy jest publiczność. U siebie zawsze ma to znaczenie i dodaje skrzydeł. W hali panuje cisza i dobrze, że czasem ławka rezerwowych coś krzyknie. Z drugiej strony cieszymy się, że możemy w ogóle grać i sport nie został jeszcze zamrożony – dodaje rozmówczyni.

Najwięcej puntów meczu zdobyła zawodniczka AZS UW Weronika Preihs, która na koncie miała 23 oczka. Dobrą skutecznością popisały się też Aleksandra Szostakiewicz i Aleksandra Kaja, które zdobyły po 12 punktów.

W kolejnym meczu koszykarki AZS Uniwersytetu Warszawskiego zagrają na wyjeździe z UKS Basket SMS Aleksandrów Łódźki. Spotkanie odbędzie się 21 listopada.

AZS Uniwersytet WarszawskiPolitechnika Gdańska II – 87:44 (27:20, 13:15,16:7,31:2)

Autor: Robert Zakrzewski

W czwartek 5 listopada w chorwackiej miejscowości Porec, Katarzyna Sobierajska zdobyła złoty medal Mistrzostw Europy w judo w wadze do 70 kg. Jednego dnia stoczyła pięć walk z czego cztery wygrała przez ippon.

Judoczka AZS Uniwersytetu Warszawskiego w drodze do finałowej walki pokonała rywalki z Ukrainy, Grecji, Francji i Izraela. Wszystkie pojedynki zakończyły się przed czasem, a najkrótszy z nich trwał niecałe 20 sekund. Najbardziej znaną przeciwniczką była reprezentantka „trójkolorowych” Morgene Ferol – mistrzyni Europy kadetek z 2017 roku.

W pojedynku o złoto 18-letnia Polka pokonała zawodniczkę z Portugalii Joane Crisostomo, która równie dobrze spisywała się w turnieju. Walka trwała 4 minuty i zakończyła się zwycięstwem Katarzyny Sobierajskiej przez waza-ari, czyli dwa niepełne rzuty na plecy.

– Myślę, że najtrudniejsza była pierwsza walka. Możliwe, że było to spowodowane tym, że pierwsza walka zawsze przynosi najwięcej stresu. Ale przyznam, że żadna walka nie była łatwa – oceniała na gorąco mistrzyni Europy juniorów.

To kolejny sukces w karierze Katarzyny Sobierajskiej, która rok temu w Warszawie wywalczyła brązowy medal Mistrzostw Europy kadetek, a nie tak dawno była trzecia podczas Mistrzostw Polski seniorów w Trzciance. Zawodniczka jest też na liście rezerwowej na zbliżające się Mistrzostwa Europy seniorów w judo, które odbędą w czeskiej Pradze (19-21 listopada).

– Kasia jest bardzo utalentowaną zawodniczką. Nie tylko szybko uczy się nowych technik, ale jak to mówię ma też talent do pracy. Ona jest dopiero pierwszy rok juniorką i ma przed sobą dwa lata startów w tej grupie wiekowej. Patrząc na jej wyniki można przypuszczać, że będzie przynosiła kolejne powody do zadowolenia. Ona wie czego chce. Zdała dobrze maturę, dostała się na dzienne studia, jest poukładana, ma wsparcie rodziny i pierwszego trenera, który skierował ją do nas. Trzeba chwilę poczekać, ale to jest zawodniczka która może być naszą nadzieją olimpijską w Paryżu w 2024 roku- powiedział Zdzisław Grochowski, trener sekcji judo AZS UW, który był na miejscu.

Katarzyna Sobierajska jest wychowanką klubu UKS Pohl Judo Przemęt, a od trzech i pół roku trenuje w sekcji AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Od tego roku karierę sportową łączy też studiami na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Autor: Robert Zakrzewski

foto: Europen Judo Union