Bez kategorii
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,paged,category,category-bez-kategorii,category-1,paged-31,category-paged-31,bridge-core-3.0.5,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-29.2,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.10.0,vc_responsive

Bez kategorii

Była zmiana terminu, zmiana gospodarza, ale losów meczu nie dało się już odmienić. W pierwszym tegorocznym spotkaniu szczypiornistki AZS Uniwersytetu Warszawskiego przegrały z APR Radom aż 37:18. Gospodynie ciągle walczą o pierwsze punkty w sezonie.

W środowe popołudnie w Centrum Sportu i Rekreacji UW rozegrano jeden z ostatnich meczów w ramach 8 kolejki I ligi grupy C. Według założeń spotkanie powinno się odbyć w miniony weekend, jednak ze względu na baraże o udział w Mistrzostwach Polski juniorek rywalizacja została przełożona. Zmianie uległ też gospodarz ligowego pojedynku, bo pierwotnie zawodniczki powinny wyjść na parkiet w Radomiu.

Chociaż obie drużyny znajdują się w dolnej części tabeli I ligi i przed meczem spodziewać można było się zaciętego pojedynku, to już początek zmagań napisał zupełnie inny scenariusz. Już po sześciu minutach rywalizacji przyjezdne prowadziły 5:0. Rzutową niemoc azetesiaczki przerwały za sprawą Weroniki Witak, która doprowadziła do wyniku 1:7. Na zegarze dochodziła wtedy 8 minuta gry.

Gospodynie bardzo chciały doprowadzić do remisu, ale popełniały błędy. Każde złe podanie, nietrafiony rzut czy faul były wykorzystywane przez rywalki. W 20 minucie meczu było już 17:5, a na przerwę drużyny schodziły przy stanie 20:8.

Druga odsłona meczu rozpoczęła się od bramkowych akcji AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Po trafieniach Natalii Miąsek zawodniczki grające w żółtych strojach zdobyły swojego 10 gola. Do odrobienia miały jeszcze drugie tyle i 28 minut gry. W sporcie widziano już różne różne rzeczy, ale nie tym razem. Radomianki kontrowały przebieg spotkania i nie oddały swojego zwycięstwa nawet na moment. Wynik na 37:18 ustaliła ich młoda zawodniczka Anna Stefaniak.

– Miałyśmy za dużo błędów i niecelnych rzutów. Wychodząc na boisko trzeba chcieć wygrać. Dziewczynom brakuje jakiejś werwy i chęci, żeby razem coś zrobić, każda próbuje sama. Ciężko trenujemy, ale gdy dochodzi do meczu, to szwankuje sfera mentalna. Od ponad roku nie wygrałyśmy spotkania i ciężko jest grać jak w głowach jest myśl, że znów wyjdziemy na parkiet i dostaniemy – mówiła po meczu trenerka AZS UW Katarzyna Zglinicka-Skierska.

Także w środę, w zaległym spotkaniu 6 kolejki I ligi zawodniczki AZS AWF Warszawa wygrały na wyjeździe z SMS ZPRP III Płock 30:28, do przerwy prowadzać jedną bramką (11:10) i umocniły się w fotelu liderek I ligi gr. C. AZS Uniwersytet Warszawski zajmuje w tabeli 10. ostatnie miejsce.

Autor: Robert Zakrzewski

Dekadę temu koszykarze AZS Politechniki Warszawskiej wywalczyli historyczny awans do najwyższej fazy rozgrywek. Dziś stołeczni inżynierowie prowadzą internetową zbiórkę na rozwój sekcji i walczą o promocję do II ligi.

To był maj 2011 roku, gdy po po trzech zwycięstwach z Sokołem Łańcut AZS Politechnika Warszawska fetowała awans do ówczesnej Tauron Basket Ligi. Zespół oparty był na zawodnikach Fundacji Polonia 2011, a jednymi z filarów byli Piotr Pamuła, Łukasz Wilczek czy Mateusz Ponitka – dziś gwiazda reprezentacji Polski.

Obecnie stołeczni inżynierowie występują w 3 lidze, czyli czwartym poziomie rozgrywek. Trenerem drużyny jest Maciej Kret, który występował w drużynie Politechniki Warszawskiej w I lidze w sezonie 2009/2010. Dla jego podopiecznych czasy Basket Ligi, to odległy rozdział w historii. Jeszcze nie tak dawno istniała tam tylko drużyna akademicka, która postanowiła powalczyć o coś więcej. Najpierw zaczęto od gry w amatorskiej lidze, a później podniesiono sobie poprzeczkę.

– Przeprowadzając się na studia w 2014 roku zastałem na Politechnice koszykówkę w zupełnie innym miejscu. Z dawnego okresu miałem okazję poznać tylko Marka Papiołka, który był tak mocno związany z uczelnią, że wspomagał nas jeszcze podczas AMP-ów. Przez cztery lata pojawiali się nowi ludzie i zmienił się też zarząd AZS Politechniki Warszawskiej. W 2018 roku wpadliśmy na pomysł, żeby przywrócić koszykówkę. Bolało nas to, że na Politechnice Warszawskiej pojawiali się fajni gracze, ale sportowo nie było czym im zachęcić. W trzeciej lidze gramy drugi sezon i bardzo chcemy awansować – mówi Tomasz Kołakowski, niski skrzydłowy AZS PW.

W Basket Ekstralidze rywalami stołecznej Politechniki były takie marki jak Anwil Włocławek czy Śląsk Wrocław. W 3 lidze drużyna mierzy się z Kolejarzem Basket Radom, MUKS Piaseczno, czy Energa Hutnikiem Warszawa.

– Poziom trzeciej ligi jest bardzo zróżnicowany. Występują tu kluby, które ogrywają młodzież i drużyny podupadłe, które chcą się odbudować. Są też zespoły, które od zawsze traktowały ten sport amatorsko. W tym roku pojawił się nowy sponsor w Hutniku i widać, że tam poziom poszedł do góry. Chociaż to nasi ligowi rywale, to cieszy mnie, że kolejnej drużyna z Warszawy jest coraz lepsza. My też chcemy podnosić swój poziom i w przyszłości grać w coraz wyższych ligach – mówi nasz rozmówca.

Gracze Politechniki trenują trzy razy w tygodniu. Z powodu zdalnego nauczania nie zawsze udaje się im spotkać w komplecie. W najlepszych latach inżynierowie grali na Torwarze, czy w hali Koło, a teraz spotkania rozgrywają przy ul. Polnej. Prowadzona na wstępie zbiórka ma im pomóc w zdobyciu sprzętu treningowego czy też strojów.

– Pieniądze są istotne, ale nasz pomysł nie opiera się na tym żeby ściągnąć zawodników i szybko awansować. Chcemy patrzeć długofalowo i opierać zespół na studentach. Marzy mi się jakiś program, który zachęcałby młodych graczy żeby przychodzili na Politechnikę studiować i ogrywali się u nas. Wierzę, że mamy skład który stać na awans, niestety pandemia nie pomaga w treningach, ale ciągle jesteśmy w grze – opisuje koszykarz i założyciel zbiórki.

Swój najbliższy ligowy mecz zawodnicy AZS Politechniki Warszawskiej rozegrają pod koniec stycznia. Dodatkowo w rywalizacji Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza inżynierowie po trzech meczach mają na koncie dwie wygrane.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: AZS PW archiwum

Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/9rn5zx

Po wyrównanym pięciosetowym pojedynku zawodniczki AZS Lingwistycznej Szkoły Wyższej przegrały z BAS Kombinatem Budowlanym Białystok 2:3. Taki rezultat daje azetesieczkom jeden punkt, choć z pewnością liczyły na więcej.

Niemal każdy wie, że bas ma wysoki lub niski poziom. Jest też BAS siatkarski i w tabeli II ligi plasuje się w środku tabeli, a dokładniej na 5. pozycji. To jednak wystarczyło, żeby w sobotnie popołudnie przyjechać do Warszawy w roli faworytek. Gospodynie pojedynku AZS LSW chociaż w grudniu zaliczyły serię dwóch zwycięstw z rzędu, to plasują się na przedostatniej 10. lokacie. Azetesiaczki muszą walczyć o utrzymanie, choć przed sezonem nadzieje były dużo większe.

– Wydaje się mi się, że mamy zespół na poziomie trzeciego miejsca, ale wszystko to co się działo w ubiegłym roku bardzo nas dotknęło. Po pierwszym obozie mieliśmy przypadek koronawirusa. W efekcie miałam zdekompletowany zespół i czasami dwie rozgrywające musiały być na parkiecie, bo nie było kim zagrać. Za sobą mamy dopiero pierwsze trzy treningi, gdy spotkaliśmy się w pełnym składzie. Wierze, że efekty przyjdą – powiedziała trener Agata Szustowicz.

Pierwszego seta zwyciężyły reprezentantki Lingwistycznej Szkoły Wyższej, choć przez większość czasu musiały odrabiać straty. W pewnym momencie stan gry wynosił 18:23 i bliżej wygranej były już białostoczanki. Decydujący 26 punkt zdobyła mocnym atakiem z lewej strony Magdalena Tekiel-Centrone. Druga odsłona nie była już tak zacięta, a po kilkunastu minutach przyjezdne prowadziły 19:12. Tego już nie udało się odrobić i zawodniczki BAS doprowadził do remisu w meczu, zwyciężając drugą partię (25:19).

Niekończąca się wymiana ciosów – tak można opisać trzecią i najbardziej emocjonująca odsłonę spotkania. Przypominała ona starcie dwóch pięściarzy, którzy nie trzymają już gardy tylko uderzają w myśl przysłowia oko za oko. Żadna z drużyn nie mogła objąć większego prowadzenia niż dwa-trzy punkty. Dopiero przy stanie 24:22 dwie piłki setowe miał AZS, ale rywalki je obroniły. Seta zakończyły same zawodniczki BAS Białystok. Przy stanie 30:30 zaserwowały w siatkę, a po chwili popełniły błąd w odbiorze. Stan meczu wynosił 2:1.

Na więcej już siatkarkom AZS LSW nie starczyło szczęścia. Kolejny set zwyciężyły zawodniczki z Białegostoku, choć tu też w pewnym momencie azetesiaczki prowadził 20:19. Ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 25:21 i potrzebny był tie-break do wyłonienia zwyciężczyń. W nim już dominowała drużyna ze stolicy Podlasia, która do zmiany stron prowadziła 8:5. Ostatecznie piąty set zakończył się rezultatem 15:10, a cały mecz wygrał BAS Białystok 3:2. Mecz trwał niemal dwie i pół godziny.

– Myślę, że jeszcze dziewczyny potrzebują czasu i zwycięstw, żeby w siebie uwierzyć. Jeśli porażek jest sporo, to łatwo jest się podłamać. Oczywiście w czwartym secie też była szansa, żeby przechylić szalę na swoją stronę, ale chyba za bardzo dziewczyny się spięły, bo chciały udowodnić coś sobie, sztabowi czy prezesowi że są dobre. Teraz jak emocje opadły mogę powiedzieć, że cieszę się z tego jednego punkcika z taką drużyną jak BAS – dodała trenerka, a także była zawodniczka AZS AWF Warszawa czy też Skry.

W kolejnej kolejce AZS LSW Warszawa czeka trudne zadanie. W akademickich derbach drużyna zmierzy się z liderkami tabeli II ligi 2 grupy – AZS AWF Warszawa. Zespół z Bielan w sobotę pewnie wygrała na wyjeździe z Nike Węgrów 3:0 i umocniła się na pierwszym miejscu.

AZS LSW Warszawa – BAS Kombinat Budowlany Białystok 2:3

( 26:24, 19:25, 32:30, 21:25, 10:15 )

Skład AZS LSW: Anna Wolińska, Agata Korkiewicz, Katarzyna Maj (kapitan), Agnieszka Kowal, Anna Piątek, Paulina Kuźnia, Barbara Kołtun, Wiktoria Połosak, Katarzyna Tertelis, Ewa Czajkowska, Ewelina Karsztun, Magdalena Tekiel-Centrone, Michalina Sikora, Aneta Pietrzyńska

Autor: Robert Zakrzewski

Przełożone igrzyska olimpijskie, odwołane mistrzostwa świata, a nawet zamknięte lasy. Miniony rok przygotował trudny egzamin dla wyczynowych sportowców jak i tych amatorsko zażywających ruchu. Dlatego niczym bohaterowie filmu „Powrót do przyszłości” udajemy się w krótką podróż w czasie, żeby zobaczyć co przed nami.

Nie w styczniu, a dopiero w grudniu 2021 roku odbyć ma się jubileuszowa 30. Zimowa Uniwersjada. Gospodarzem zawodów będzie szwajcarska Lucerna, a zmagania rozpoczną się 11 grudnia. Rywalizacja rozgrywana będzie w 10 konkurencjach: od biathlonu, przez hokej, snowboard, aż po mało znany w naszym kraju – narciarski bieg na orientację. W imprezie z pewnością weźmie udział liczna Akademicka Reprezentacja Polski.

Jednym z najważniejszych wydarzeń w sporcie akademickich ma być 31. Letnia Uniwersjada, która potrwa 18 do 29 sierpnia. Wydarzenie gościć będzie w Chengdu – stolicy chińskiej prowincji Syczuan. Zmagania rozegrane zostaną blisko tydzień po tym, jak zgaśnie znicz olimpijski w Tokio. To powinno wpłynąć na wysoki poziom sportowej rywalizacji. Dwa lata temu w Neapolu Polacy zdobyli łącznie 15 medali, w tym 4 złote.

Na szczeblu krajowym kluczową sprawą pozostają Akademickie Mistrzostwa Polski, rozgrywane w aż 35 dyscyplinach. Pod koniec stycznia na dobry początek odbędą się półfinały w futsalu kobiet, które zainaugurowane zostaną w Warszawie i Krakowie. Chwilę później na parkiet wyjdą ich koledzy po fachu. Następnie ruszać będą kolejne konkurencje. Ta wiosna może wyglądać zupełnie inaczej niż poprzednia, gdy większość imprez została przełożona.

– Jestem osobą, która na świat patrzy przez różowe okulary. Uważam, że ten rok będzie lepszy, choć na pewno nie będzie łatwy. Trzeba będzie sprostać licznym wyzwaniom, ale mamy już pewne doświadczenie w tym jak adoptować się do panujących ograniczeń – powiedział Dariusz Piekut, sekretarz generalny AZS.

Choć zawodnicy reprezentujący zielono-białe barwy AZS walczą o ligowe punkty, zdobywają medale na bieżni, pływalni, torze regatowym, to w wyniku obostrzeń doszło do sytuacji w której Akademicki Związek Sportowy znalazł się w innym położeniu niż związki sportowe. Żeby drugi etap popularnych zawodów AZS Winter Cup planowany na 15 stycznia doszedł do skutku AZS Warszawa musiał wystąpić o przyjęcie do Polskiego Związku Narciarskiego.

-Ciągle apelujemy, żeby sport akademicki traktować tak samo jak działania prowadzone przez polskie związki sportowe. Jesteśmy stawiani poza jakimś nawiasem formalnych rozwiązań. Brakuje zrozumienia, że sportu akademickiego nie da się opisać ustawą o sporcie, a ona jest tu głównym punktem odniesienia. AZS jest stowarzyszeniem i działa w oparciu o inną ustawę. Rozporządzenie mówiące o tym, że dzieci i młodzież mogą rywalizować we współzawodnictwie organizowanym przez związek sportowy nie wspomina nic o AZS, a w pierwszej 10 klubów w Polsce jest siedem naszych. Nie zakładam że jest to złośliwość, rozumiem konieczność wprowadzania obostrzeń, ale pomijanie AZS jako istotnego ogniwa systemu sportu polskiego, jest istotnym problemem w realizowaniu powierzanych nam zadań – dodaje Dariusz Piekut.

Oprócz sportu wyczynowego w środowisku akademickim nie może zabraknąć miejsca dla popularyzacji aktywności fizycznej, oraz rekreacji. Mimo wielu wyzwań związanych z pandemią i zmieniającymi się obostrzeniami w Warszawie udało przeprowadzić “Test Coopera dla Wszystkich”, “Warszawski Maraton Fitness”, zaprosić na treningi w ramach akcji “Aktywny Warszawiak”. Przyszli studenci mogli zmierzyć się podczas zawodów “Z SKS-u do AZS-u”, a poszukiwania pływackich talentów trwają podczas imprezy „Od Młodzika do Olimpijczyka”. W przyszłym roku spodziewać można się kontynuacji tych przedsięwzięć i nie tylko.

– Jest nowy rok, są też nowe pomysły o których rozmawiamy. Chcielibyśmy utrzymać działania które podejmujemy. Trochę jest za wcześnie, żeby zdradzać szczegóły, ale staramy się znaleźć obszary, które w trudnym czasie będą aktywizowały studentów i młodzież. Na pewno planujemy rozwinąć Test Coopera dla Wszystkich, bo jak dzieci wrócą do szkół, to chcemy zobaczyć jak jest z ich aktywnością po tak długiej przerwie od nauki tej tradycyjnej. Staramy się też coś zaproponować studentom, którzy w semestrze letnim nie wrócą na zajęcia stacjonarnie, bo już mamy takie sygnały. Dla nich rozszerzymy program Aktywny Warszawiak – mówi Rafał Jachimiak, dyrektor biura AZS Warszawa.

Obecnie wyzwaniem staje się dotarcie do studentów, których fizycznie nie ma na uczelniach i kampusach. Choć istotna jest tu rola mediów społecznościowych, to jednak i tak nic nie odbyłoby się bez lokalnych animatorów i trenerów.

– Ubiegły rok nauczył mnie, że nie ma sytuacji beznadziejnej, oraz tego że warto rozmawiać z ludźmi i przekonywać ich do swoich pomysłów. Oczywiście były momenty kryzysowe, zwłaszcza odwołanie Akademickich Mistrzostw Polski w narciarstwie. Dużym impulsem było natomiast wznowienie zmagań i to jak we wrześniu przychodzili sami studenci i prosili, żeby wystartować w zawodach oraz trenować na obiektach uczelni. Ważna była też przychylność uczelni – ocenia Mikołaj Chudzik, prezes AZS Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, laureat nagrody im. Eugeniusza Pietrasika.

Ostatnia, ale nie mniej ważna jest liga środowiskowa. W niektórych dyscyplinach rywalizacja toczy się już od kilku miesięcy np. piłce nożnej czy koszykówce, a inni dopiero przystąpią do zmagań i powalczą o półfinały AMP. Wspomnienia z takiej rywalizacji i nawiązanych tu znajomości po latach mogą okazać się bezcenne.

Autor: Robert Zakrzewski

W 2020 roku waterpoliści AZS Uniwersytetu Warszawskiego skoczyli na głęboką wodę. Nie tylko wywalczyli awans do ekstraklasy, ale po bardzo udanej pierwszej rundzie byli już pewni utrzymania. Teraz mają szansę powalczyć o medale mistrzostw kraju.

– Niebo jest teraz limitem – mówi Jakub Bednarek trener drużyny, która w grupowych rozgrywkach radziła sobie jak ryba w wodzie. AZS Uniwersytet Warszawski zwyciężył wszystkie dwumecze w tym na wyjeździe z Alfą Gorzów Wielkopolski – brązowym medalistą ubiegłorocznych mistrzostw Polski. Na łamach portalu wyborcza.gorzow.pl prezes rywali przyznał, że „Dawno nie było w ekstraklasie tak mocnego beniaminka. To znakomita wiadomość dla naszej dyscypliny”.

Dzięki swojej fantastycznej postawie akademicy awansowali do grupy mistrzowskiej w której stoczą walkę o podium. W decydującej fazie spotkają się z obrońcami tytułu Polonią Bytom, Waterpolo Poznań i OCMER Łódź.

– Po awansie do ekstraklasy naszym planem minimum było znalezienie się w finałowej czwórce. Wiedzieliśmy, że mamy drużynę, która w wodzie będzie w stanie wygrać z każdym, bo na papierze różnie nas oceniano. Pokonaliśmy ubiegłorocznych medalistów więc teraz niebo jest limitem. Nie ma już takiej presji, bo nie znaleźliśmy się w grupie spadkowej. Z zawodników spadło duży ciężar, a teraz naszym celem jest medal – mówi Jakub Bednarek, trener AZS UW.

Pandemia pokrzyżowała wiele planów w zeszłym roku, ale w przypadku wodniaków AZS UW zamknięcie rozwiązało wiele problemów.

– Terminy meczów i kolejek kilka razy były zmieniane. Z drugiej strony pod względem treningu wiele rzeczy się poprawiło. To może nie będzie zbyt popularne stwierdzenie, ale ponieważ nie odbywały się różne zajęcia, to dostaliśmy dużo więcej czasu basenowego. Dzięki temu trenowaliśmy po parę godzin dziennie – mówi trener.

Sekcja piłki wodnej na Uniwersytecie Warszawskim założona została w 2013 roku. Obecnie trzon drużyny stanowią młodzi gracze. Zdaniem trenera średnia wieku zespołu, to zaledwie 21-22 lata. Mimo to nie brakuje graczy, którzy w podbramkowych sytuacjach decydują się wziąć na siebie odpowiedzialność.

– W pierwszym składzie jest trzech-czterech chłopaków, którzy wywalczyli ten awans. Latem doszło do nas pięciu zawodników, ale najczęściej były to powroty do kluby. Namawialiśmy naszych wychowanków, żeby ogrywali się gdzie indziej do momentu aż awansujemy. To było super, bo wrócili bardziej doświadczeni. Co do umiejętności to oczywiście każdy z zawodników musi być dobrym pływakiem i ważne są też charakterologiczne kwestie – wyjaśnia Jakub Bednarek.

Chociaż waterpolo należy do jednej z najstarszych drużynowych dyscyplin olimpijskich, to w Warszawie nie jest zbyt popularne. Co prawda jednym z najbardziej utytułowanych klubów w historii kraju jest Legia, która w latach 50 i 60-tych ubiegłego wieku zdobyła aż 11 tytułów mistrzowskich. Spoglądając jeszcze dalej w okres 20-lecia międzywojennego zobaczymy, że w krajowej czołówce był też AZS Warszawa. Teraz swoją historię piszą gracze AZS UW, którzy chcieliby przyczynić się do promocji tego sportu.

– Bardzo byśmy chcieli znaleźć miejsce dla siebie na sportowej mapie. W Warszawie w seniorskim męskim sporcie nie ma zbyt wielu drużyn grających w najwyższej klasie rozgrywkowej. To pewnie wszystko kwestia marketingu, dobra oprawa spotkań i kwestia czasu. Nie myślimy o tysiącach osób, ale licząc w setkach to jest realne. Od tego sezonu liga pokazuje mecze w internecie i komentują je osoby, które są byłymi sędziami, albo zawodnikami. Dobrze tego posłuchać, żeby zrozumieć zasady – dodaje nasz rozmówca.

Teraz przed azetesiakami przygotowania do decydującej rundy. Pierwszy mecz ligowy rozegrany zostanie dopiero pod koniec lutego. Jednak już w styczniu odbędą się mecze w ramach Pucharu Polski więc nie będzie dużo czasu na odpoczynek.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: AZS UW Waterpolo

W mijającym roku aż pięć finałów Akademickich Mistrzostw Polski rozegrano w Warszawie. To tu pierwszy raz w historii walczono o miano najlepszej akademickiej drużyny w kraju w koszykówce 3 x 3, oraz unihokeju.

Do historii przeszedł wyjątkowo długi sezon Akademickich Mistrzostw Polski. Z powodu pandemii i odwołania wydarzeń sportowych, cały okres wiosenny można było spisać na straty. Jednak organizatorzy i uczestnicy nie wywiesili białej flagi i zachowując zasady bezpieczeństwa dokończyli rozgrywki w drugiej części roku.

Jedyną imprezą której niestety nie udało się rozegrać były Akademickie Mistrzostwa Polski w narciarstwie zaplanowane na początek marca. Choć zawody odbywają się na terenie zakopiańskiego ośrodka Harenda, to ich organizatorem jest AZS Warszawa. Pozostaje wierzyć, że nic nie zakłóci edycji zaplanowanej na marzec 2021 roku.

W czerwcu po okresie trenowania w domach i wirtualnych wyzwaniach, rywalizacja została odmrożona. Po przerwie pierwszymi Akademickimi Mistrzostwami Polski rozegranymi w Warszawie, ale też w ogóle w historii była koszykówka 3 x 3. Wcześniej w tej konkurencji toczyła się walka o  Puchar Zarządu Głównego AZS.

W turnieju wzięło 19 męskich i 18 żeńskich drużyn reprezentujących w sumie 26 uczelni. W meczu o złoto wśród panów Politechnika Gdańska pewnie pokonała UMCS Lublin (22:12), Natomiast w finale pań zmierzyły się dwie Politechniki, a inżynierki z Gdańska pokonały z koleżanki z Poznania (13:11).

– W zeszłym roku też mieliśmy dublet, ale w tradycyjnej koszykówce. Teraz cieszymy się z dubletu w koszykówce 3×3. Mistrzostwo smakuje bardzo dobrze, bo ja nie po to, po latach ubrałem buty do koszykówki, by nie wygrać – mówił Piotr Renkiel z Politechniki Gdańskiej, jednocześnie trener reprezentacji Polski w koszykówce 3 x 3.

Spod kosza szybko przenieśliśmy się nad jezioro Niegocin, gdzie na przełomie sierpnia i września AZS Warszawa zorganizował Akademickie Mistrzostwa Polski w żeglarstwie. Kilka lat temu zawody już rozgrywane były w tym terminie, jednak ostatnio miejsce w kalendarzu mają na przełomie mają i czerwca. Przy sprzyjających wiatrach tak też będzie w przyszłym roku.

Przez trzy dni rywalizowało 57 jachtów w klasie Omega reprezentujących 27 uczelni. Tradycyjnie już najlepsza okazała się Politechnika Gdańska, a wśród sterników wygrał Aleksander Michalski. Dla inżynierów była to już siódma wygrana w klasyfikacji drużynowej z rzędu. Drugie miejsce przypadło Szkole Głównej Handlowej z Warszawy.

– Najważniejsze było nastawienie psychiczne. Wcześniej nigdy z moją załogą razem nie pływaliśmy, ale byłem przekonany, że mamy “papiery”, żeby wygrać – mówił zadowolony Aleksander Michalski, który dodał że przy okazji dziesiątego tytuły Politechnika Gdańska przygotuje niespodziankę.

Bez kija nie podchodź – to powiedzenie idealnie sprawdziło się podczas pierwszych w historii Akademickich Mistrzostw Polski w unihokeju. Przez trzy dni w Centrum Sportu i Rekreacji Uniwersytetu Warszawskiego rywalizowało 14 uczelni. Były emocje, gole i wyrównane szybkie mecze.

Zawody okazały się dużym sukcesem, choć sama dyscyplina w Warszawie nie należy do popularnych. W finałowym spotkaniu Akademia Górniczo Hutnicza Kraków pokonała po rzutach karnych Uczelnię Państwową im. Jana Grodka w Sanoku (7:6).

– To był bardzo ciężki i wyrównany mecz, a do tego karne. Przez całe spotkanie czuć było huśtawkę emocji, od złości do radości. Koniec jest jednak wspaniały – mówiła szczęśliwa Klaudia Jachymiak, która została wybrana najlepszą bramkarką turnieju.

Podczas rywalizacji w brydżu sportowym karta sprzyjała reprezentantom Uniwersytetu Warszawskiego, którzy okazali się niezbyt gościnni dla swoich rywali. Na początku października, na terenie Centrum Sportów Umysłowych, zmierzyło się 140 zawodników z 19 uczelni. Wszystko odbywało się z zachowaniem większych niż zwykle zasad bezpieczeństwa.

W klasyfikacji par zwyciężyli zawodnicy Akademii Leona Koźmińskiego: Igor Łosiewicz i Łukasz Witkowski, a wśród teamów najlepszy był Uniwersytet Warszawski, który wygrał także klasyfikację generalną uczelni.

– Myślę, że brydż to może być rozrywka dla każdego, nie tylko dla umysłów ścisłych. Na pewno pomaga umiejętność współpracy, skupienia, ale też odporność na stres, bo są różne sytuacje w grze – powiedział Krzysztof Cichy, dla którego były to pierwsze Akademickie Mistrzostwa Polski.

Maszyny ruszyły pełną parą w listopadzie podczas Akademickich Mistrzostwa Polski w ergometrze wioślarskim. Łącznie do rywalizacji w wadze lekkiej i otwartej przystąpiło 260 studentek i studentów z 36 uczelni. Zawody odbywały się zachowaniem dystansu, w hali obowiązywało noszenie maseczek, a dekoracje odbywały się na poza Centrum Sportu i Rekreacji UW. Cała impreza okraszona została zdobytym rekordem imprezy i Polski.

– Po wyścigu byłem niezadowolony, bo moim celem był rekord świata. Zabrakło mi niewiele. To nie była kwestia zbyt dużego planu, ale odpuszczenia w środkowej części i trochę zwolnienia tempa. Taki wynik bierze się z kilku lat regularnej pracy – powiedział po swoim starcie Paweł Widawski, który 1000 m pokonał w 2:54,3.

W Warszawie swoją drogę do medali rozpoczęło wiele uczelni w ramach rozegranych półfinałów Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu kobiet, koszykówce kobiet i mężczyzn, piłce nożnej mężczyzn, piłce ręcznej kobiet i mężczyzn czy siatkówce kobiet, oraz siatkówce plażowej kobiet i mężczyzn. Organizatorami tych imprez był AZS Warszawa, oraz AZS Uniwersytet Warszawski i AZS Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Frekwencja z pewnością była niższa niż w ubiegłych latach, ale złożyło się na to wiele czynników. Wymienić można oczywiście sytuację pandemiczną, oraz zdalne nauczanie, które nie ułatwiało kompletowania drużyn zwłaszcza w sportach drużynowych. Nowe terminy nie zawsze też sprzyjały studentom, którzy rozgrywki akademickie musieli godzić z ligowymi. Mamy nadzieję, że w 2021 roku nie zabraknie też osób, które dopiero rozpoczęły naukę na wyższej uczelni i po raz pierwszy będą miały okazję reprezentować barwy swojej almamater.

Głównym sponsorem Akademickich Mistrzostw Polski jest GRUPA LOTOS. Imprezy dofinansowane jest przez Ministerstwo Sportu, m.st. Warszawa oraz Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Selerski, Michał Szczypliński

Jeden serial wystarczył, żeby uruchomić lawinowe zainteresowanie szachami. Przybywa nowych graczy, a zestawy z pionami znikają ze sklepów stacjonarnych i internetowych. Jeśli jeszcze nie oglądaliście „Gambitu Królowej”, to okres świąteczno-noworoczny wydaje się dobrym momentem na nadrobienie zaległości. Później szach-mat i złapiecie bakcyla.

Choć do tej pory szachy nie rozbudzały masowej wyobraźni, to bez wątpienia serial na motywach powieści stał się fenomenem kultury masowej. W niecały miesiąc produkcję obejrzało ponad 62 mln widzów czyniąc ją najpopularniejszym serialem limitowanym w historii jednej z platform streamingowych. W tym samym czasie proporcjonalnie rosła liczba wyszukań internetowych, o tym jak nauczyć się grać w szachy i czym w ogóle jest tytułowy gambit królowej.

Serial został dobrze odebrany nie tylko przez osoby nie mające styczności z grą w szachy, ale również przez samych zawodników. Jak mówi Oliwia Kiołbasa tegoroczna brązowa (indywidualnie -red) i złota (drużynowo) medalistka Akademickich Mistrzostw Polski od strony szachowej jest on bardzo dobrze zrealizowany.

– Widać, że producenci podeszli do wszystkiego profesjonalnie. Zatrudniono znanych konsultantów m.in. legendarnego Garriego Kasparowa, a Marcin Dorociński współpracował z arcymistrzem Radosławem Wojtaszkiem. To co może się nie zgadza, to to, że na turniejach jest dużo więcej remisów, a w serialu one praktycznie się nie zdarzały. Większość rzeczy została bardzo dobrze odwzorowana. Teraz już nie przewraca się króla przy poddaniu partii, ale akcja toczy się w latach 60-tych – mówi mistrzyni międzynarodowa reprezentująca Akademię Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Na ekranie zobaczyć można szachistów żyjących niczym gwiazdy rock’n’rolla. Bohaterka serialu trenuje przesuwając figury po suficie, a pomagają jej w tym środki uspokajające.

– Pewnie wszystko zależy od człowieka, ale przy takim rozrywkowym trybie życia trudno byłoby zagrać turniej, który trwa tydzień albo więcej. Ale to też nie jest tak, że cały czas siedzimy przy szachownicy. Przeważnie jest dzień wolny i jest to okazja do spotkania. Faktycznie w głowie bardzo często rozgrywamy partie, najczęściej po porażce albo remisie. Oczywiście nie jest to przesuwanie figur po suficie. Czasami jednak jak jedziemy na turnieje, to dla zabicia czasu gramy na ślepo, czyli mówimy sobie ruchy – opowiada Oliwia Kiołbasa.

W efekcie, po serialu zaczęła pojawiać się nowa liczba graczy na serwisach internetowych. Trzeba przyznać, że szachy jako jeden z niewielu sportów były przygotowane na takie rozwiązania jak rozgrywanie spotkań on-line z powodu odwołania imprez w świecie realnym. Wirtualnie rozegrane zostały m.in. Akademickie Mistrzostwa Świata w sportach umysłowych, które początkowo gościć miały w Bydgoszczy.

– Szachy były chyba jedną z nielicznych dyscyplin, które radziły sobie coraz lepiej w okresie pandemii. Zaczęły się turnieje on-line. Nawet Magnus Carlsen organizował swoje zawody, które były transmitowane w Eurosporcie. Pomimo, że nie możemy się spotykać to często zawody przenoszone są do internetu i jest w czym wybierać. Oczywiście to inna energia. Czasami psychologia ma znaczenie, ale raczej w szachach nie stosuje się jakiś sztuczek, żeby wyprowadzić kogoś z równowagi – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Zdaniem zawodniczki wcale nie jest trudno nauczyć się grać w szachy. Problemem jest dopiero to żeby grać na wysokim poziomie. Sama zaczynała przygodę z grą na 64 polach mając 6 lat. W 2010 roku zdobyła tytuł Mistrzyni Europy do lat 10.

– U mnie szachy to sprawa rodzinna. Najpierw dziadek nauczył grać mojego starszego brata. Lubiłam patrzeć jak brat przestawia jakieś drewniane figurki. Później chodził na turnieje, dobrze się bawił i wracał z pucharami. To mi się podobało dlatego męczyłam go żeby mnie nauczył. Podstawy szachów szybko można złapać, tylko problem jest to żeby być najlepszym. Trzeba rozwijać strategiczne aspekty gry i zmysł kombinacyjny. Na końcu jest praca z komputerem i przygotowanie wariantów kilkunastu pierwszych ruchów oraz puli końcówek – dodaje szachistka na co dzień reprezentująca barwy Miedzi Legnica.

Dokładnie 90 lat po tym jak polscy szachiści w Hamburgu zdobyli złoto na Olimpiadzie Szachowej znów nastała moda na królewską grę. Wszystko za sprawą pewnego serialu. A więc gracie czy oglądacie? A może jedno i drugie? Teraz wasz ruch.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Five Reklama

Wszystkim Koleżankom i Kolegom, oraz sympatykom sportu akademickiego składamy serdeczne życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia.

Niech ten magiczny czas sprawi, że zapomnimy o bieżących problemach. Mamy nadzieję, że zbliżający się rok 2021 pod wieloma względami będzie lepszy i znów spotkamy się w szerokim gronie.

Życzymy wam dużo zdrowia, co wydaje się być aktualne jak nigdy do tej pory. Dziękujemy też za waszą wytrwałość w tym rozgrywanym na raty sezonie i życzymy dalszego zapału do pracy. Wszystkiego najlepszego.

AZS Warszawa

 

Trudno powiedzieć ile osób kończy rok 2020 w dobrym humorze, ale z pewnością powody do zadowolenia mają siatkarki AZS AWF Warszawa. Zawodniczki z Bielan zdobyły tytuł Akademickich Mistrzyń Polski, a w II lidze nie mają sobie równych. Jednak droga do awansu wydaje się być jeszcze długa.

Zwycięstwa we wszystkich dwunastu spotkaniach i tylko jeden set stracony, oto imponujący bilans siatkarek AZS AWF Warszawa, które pewnie prowadzą w tabeli II ligi grupy drugiej. W ostatnim tegorocznym spotkaniu pokonały Ósemkę Siedlce 3:0 we własnej hali, będącej bez wątpienia ich atutem. Pytany o tajemnice sukcesu trener zespołu Piotr Najmowicz z uśmiechem odpowiada:

– Dobór odpowiednich osób, atmosfera i po prostu praca. To mój trzeci rok spędzony z tą drużyną i widać, że się rozwijamy. Nasze wyniki to nie jest żaden przypadek. Co roku dostarczamy zawodniczki innym drużynom do I ligi, ale pracujemy z młodzieżą w klubie Ateny Warszawa. Dzięki temu mamy zapewniony ciągły system szkolenia – słyszę.

W 2017 roku zawodniczki stołecznego AZS AWF wróciły po blisko 20 latach do I ligi, ale po zaledwie sezonie spadły. Z obecnego składu tamten pamiętają tylko dwie środkowe: Ewa Krzysztoń dziś będąca kapitan zespołu, oraz Weronika Słowik. O powrót na zaplecze krajowej elity walczy przebudowana drużyna.

– Naszym zadaniem jest wygrać to co się da, a później zobaczymy jakie mamy możliwości. Jeśli zajmiemy jedno z dwóch pierwszych miejsc w lidze, to zagramy dwa turnieje barażowe o pierwszą ligę. Dlatego jeszcze trochę będzie się działo, ale póki co idzie nam dobrze. Zobaczymy jak będzie na koniec – tonuje nieco nastroje trener.

Jego zawodniczki w tym roku zdobyły złoty medal Akademickich Mistrzostw Polski. Podczas turnieju finałowego rozgrywanego w Krakowie nie straciły nawet jednego seta. W walce o złoty medal pokonały AWF Poznań 3:0.

– Finały wspominam bardzo dobrze, bo przeszliśmy przez nie jak burza. Oczywiście była walka i zacięte mecze, ale to nasza dobra gra, a nie słabość rywalek dała nam złoty medal. Mamy czym się pochwalić. Na co dzień w drużynie ligowej studentki są u nas ważnym ogniwem, a nie uzupełnieniem składu i to się przełożyło na rezultat AMP-ów – mówi Piotr Najmowicz.

Siatkarki AZS AWF Warszawa mogą się pochwalić bogatą historią. W latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku sekcja zdobyła aż 11 tytułów mistrzyń kraju i prowadzi w klasyfikacji medalowej Mistrzostw Polski wyprzedzając AZS Warszawa. Obecna drużyna z Bielan chciałaby z pewnością nawiązać do swojej złotej ery. Pierwszym krokiem byłby powrót na zaplecze Tauron Ligi.

-Próbujemy piąć się wyżej, bo znamy historię naszej sekcji. Faktycznie w latach 50-tych ubiegłego wieku nie było mocnych na siatkarki i siatkarzy AWF Warszawa. Tu grali wszyscy najlepsi, bo mieli do tego warunki. Nie wiem dlaczego to się skończyło, ale przychodząc na studia na warszawski AWF nie wiedziałem nawet, że nie ma męskiej ligowej drużyny siatkarskiej, a dziewczyny grały w II lidze. Mam nadzieję, że wkrótce ta drużyna będzie grała znów oczko wyżej – kończy trener AZS AWF Warszawa.

W kobiecej I lidze nie ma obecnie żadnej drużyny z Warszawy. Natomiast rozgrywki niżej występują aż cztery kluby, w tym dwa azetesowe. Oprócz wspomnianego AZS AWF Warszawa, także AZS LSW Warszawa, który obecnie zajmuje 10 pozycję.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Selerski

 

 

Miłym sportowym akcentem młodzi pływacy zakończyli trudny rok 2020. W sobotę na dwóch pływalniach rozegrano drugie zawody eliminacyjne w ramach akcji Od Młodzika do Olimpijczyka. Choć uczniowie wkrótce zaczną przerwę świąteczną to poddali się jeszcze jednemu sprawdzianowi, swojej formy.

Przez kilka godzin na pływalniach OSiR Żoliborz i OSiR Targówek swoje umiejętności prezentowały przyszłe nadzieje olimpijskie. Rywalizacja rozgrywana była z przerwami w trzech-czterech blokach, mogących liczyć maksymalnie po 150 uczestników. W wodzie znaleźli się młodzi zawodnicy i zawodniczki z roczników 2007-2009 i 2010-2012.

Chęć udziału w imprezie wyraziło blisko 60 klubów nie tylko z Warszawy czy Mazowsza, ale z terenu całego kraju. Zmagania odbywały się na 25 metrowym basenie, w takich konkurencjach jak 50 i 100 metrów stylem grzbietowym, motylkowym, dowolnym czy klasycznym. Dla większości z uzdolnionych sportowców była to jedna z ostatnich szans na zaprezentowanie swoich umiejętności w sezonie rozgrywanym na raty z powodu pandemii.

– To był bardzo dziwny rok dla pływaków ze względów na to, że baseny były długo zamknięte. Wyniki nie są adekwatne do tych osiąganych w zeszłym sezonie. Na szczęście nie ubyło nam w klubie zawodników. Takie zawody jak OMDO są najlepszą zachętą do uprawiania sportu i dają 10 razy tyle, co jeden trening. Przyjeżdżamy tu drugi raz z rzędu i moim zdaniem jestem to najlepsza impreza w tym roczniku – mówił trener Bartosz Kutny z klubu Butterfly Łomża.

Choć święta za pasem to zawody stały na wysokim poziomie. Nie zabrakło rekordów życiowych i dobrych wyników. Po dwa złote medale wśród 13-latków zdobyli Amelia Kaczmarek oraz Oskar Ślesik zwyciężając na 100 m stylem dowolnym i motylkowym. Powody do zadowolenia miał też Tomasz Janus, który wśród 11-latków zwyciężył na 100 m stylem klasycznym i zmiennym.

– Jestem bardzo zadowolona, bo kraulem zrobiłam życiówkę. Nie było jednak łatwo przygotować formę, bo musiałam zaczynać praktycznie od początku, a po długiej przerwie było ciężko. W czasie tego zamknięcia trener przygotował nam różne zdania. Od września to dopiero moje trzecie zawody i choć mamy już ferie świąteczne to nie było problemów z motywacją. Na ostatnich zawodach chciałam dać z siebie wszystko i się udało – powiedziała Amelia Kaczmarek zawodniczka UKS Piątka Konstantynów Łódzki, która marzy o występie na igrzyskach olimpijskich.

– Czuje się świetnie, bo pobiłem dwie swoje życiówki. W kraulu poprawiłem się aż o osiem sekund, ale tu miałem stary czas. To był dziwny sezon, ale podczas kwarantanny udało mi się trenować na swoim basenie, który miałem zrobiony w takiej szklarni. Chciałbym w przyszłości wystartować na igrzyskach, a co do idoli to mam kilku: Kacpra Stokowskiego, Ksawerego Masiuka i Radosława Kawęckiego – dodał Oskar Ślesik z UKS G-8 Bielany Warszawa.

Najlepsi otrzymali puchary i medale, a na wszystkich uczestników czekał pamiątkowy gadżet – chusta ochronna. Ponieważ na trybunach nie mogli zasiąść kibice, więc dla dla nich przygotowano transmisję internetową.

Kolejny trzeci etap akcji Od Młodzika do Olimpijczyka odbędzie się dopiero 6 marca 2021 roku. Zawody składają się z pięciu imprez eliminacyjnych oraz wielkiego finału, który planowany jest na 19 czerwca.

Wydarzenie organizowanie jest przez AZS Warszawa przy wsparciu Ministerstwa Sportu i m.st Warszawy. Partnerami imprezy są aqua-sport.net i TYR Polska.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Klimczak