Bez kategorii
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,paged,category,category-bez-kategorii,category-1,paged-25,category-paged-25,bridge-core-3.0.5,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-29.2,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.10.0,vc_responsive

Bez kategorii

Brak wspólnego startu i linii mety, choć cel dla wszystkich ten sam – dobiec przed wirtualnym samochodem, by nieść pomoc innym. Tak można opisać drugą edycję wydarzenia Wings for life, zorganizowanego w formule biegu z aplikacją.

Tradycyjnie impreza odbyła się w drugą niedzielę maja. Uczestnicy z całego świata wyruszyli godzinie 13 czasu polskiego, żeby zmierzyć się z uciekającymi minutami, goniących ich wirtualnym samochodem i własnymi możliwościami. Dzięki zaangażowaniu AZS Warszawa udało się udostępnić trzy trasy na terenie stolicy, tak aby mimo panujących obostrzeń uczestnicy poczuli atmosferę wyścigu. Park Skaryszewski, stary kampus SGGW, oraz kampus AWF-u stały się miejscami pełnymi sportowych emocji.

Zanim w aplikacji zabrzmiał sygnał startu, w popularnym “Skaryszaku” przedstawiciele AZS Warszawa złożyli kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym sportowców i działaczy Akademickiego Związku Sportowego poległych w latach 1939-1945. Wszystko to z okazji rocznicy zakończenia II wojny światowej.

Frekwencja na Pradze Południe dopisała i przez chwilę można było poczuć namiastkę prawdziwych zawodów. Wokół widać było biegaczy ze słuchawkami na uszach, oraz z numerami startowymi. Na trasie dało się zauważyć też znanego społecznika i organizatora biegów – Janusza Bukowskiego, który pokonał 11,6 km.

– To był mój drugi bieg Wings For Life. Biegłem kiedyś w Poznaniu, bo chciałem poczuć energię tysięcy osób. Przyznam, że nie przepadam za biegami wirtualnymi, bo dla mnie najważniejszy jest duch sportowy i spotkanie z innymi uczestnikami. Postanowiłem jednak zrobić wyjątek i złamać zasady swojego biegania. Mam już 65-lat, a biegam od 30. Staram się pomagać i potrafię zrobić bieg na Stadionie Narodowym. Ale córka musiała mi pomóc w zainstalowaniu aplikacji – mówił z uśmiechem Janusz Bukowski.Na terenie warszawskiego AWF-u emocji nie zabrakło do ostatnich minut wyścigu. Biegacze rywalizowali na blisko dwu kilometrowej trasie, która jak się okazało nie należała do najłatwiejszych, głównie za sprawą pogody.

– Miałem cel przebiec 30 km i to się udało! Dosyć mocno zaskoczyła mnie pogoda. Jak na złość było gorąco. Jeszcze w sobotę było przyjemnie i trzeba było się inaczej przygotować, z innym nawadnianiem. Kryzys pojawił się po 25 km i trzeba było troszeczkę powalczyć. Tym charakteryzuje się ten dystans, że w pewnym momencie pojawia się ściana i trzeba ją pokonać – mówi Paweł Kamiński,  który podczas swojego debiutu w WFL przebiegł 30 km 200 m, osiągając tym samym najlepszy rezultat z biegaczy zgromadzonych na terenie AWF.

Wirtualnym biegom towarzyszy jednak nieco inna atmosfera, niż ma to miejsce podczas tradycyjnych zawodów. Brak wielu zawodników na starcie, czy głośno dopingujących kibiców także wpływał na osiągane wyniki.

– Bardzo ciężko się zmobilizować do takiego wysiłku. To, że nie ma kibiców, ale też zawodników wokół ciebie, których możesz gonić nie ułatwia rywalizacji. Sam pewnie bym nie pobiegł, ale zostałem zaproszony do drużyny. Fajna inicjatywa i cieszę się, że AZS nie odstąpił od tego – dodaje Paweł.

Biegamy dla tych, którzy nie mogą – to hasło przewodnie Wings For Life. Uczestnicy pokonują trasę biegiem, marszem lub na wózku. Wszystko to by przyczynić się do pomocy w leczeniu urazów rdzenia kręgowego.

– Cel był taki, żeby uciec przed metą dwie godziny. Biegłem w ważnym charytatywnym celu. Fajnie, że można spotkać się ze znajomymi, była świetna atmosfera i wolontariusze. Szkoda, że nie normalnie grupowo, ale może w przyszłym roku już się uda – mówi Mateusz, którego wirtualny samochód dogonił na 27 kilometrze.

Pobiec można było też na Starym Kampusie SGGW. Tam po pokonaniu kilku okrążeń część biegaczy decydowała się rozbiec w inne kierunki Warszawy. Dodajmy, że w każdym z wymienionych punktów na uczestników czekały punkty z wodą oraz depozyty.

Najlepiej w drużynie AZS Warszawa spisał się Adam Olesiński, który pokonał 23,4 km. Natomiast wśród pań najlepsza była Agnieszka Marczak (18,5 km). Nasza ekipa w globalnym rankingu zajęła 837 miejsce, ale jak wiadomo do organizacji wydarzeń jesteśmy zawsze pierwsi.

Wirtualna edycja biegu po raz drugi okazała się emocjonującym i pełnym rywalizacji wydarzeniem. Mniej liczne starty nie zepsuły formy zawodników, którym udało się ,,wykręcić” wspaniałe czasy. Skrzydła poniosły wszystkich do mety tym razem wirtualnej, ale mamy nadzieję, że w przyszłym roku wszyscy razem zobaczymy się na starcie, by pobiec dla tych, którzy nie mogą!

Autor/Foto: Katarzyna Kołat

Po ponad dwóch miesiącach przerwy poznaliśmy kolejnych medalistów Akademickich Mistrzostw Polski. W Warszawie wyłoniono najlepszych studentów i studentki w wyścigach na ergometrach wioślarskich. Nie brakowało emocji, a łańcuchy były rozgrzane do czerwoności.

Choć zmieniają się warunki w jakich przychodzi trenować, to chęć rywalizacji i bicia rekordów pozostaje ta sama. Udowodnili to uczestnicy zawodów rozgrywanych w piątek na terenie Centrum Sportu i Rekreacji UW. Przez ponad sześć godzin wystartowało blisko 460 studentek i studentów z 50 uczelni, podzielonych na dwie kategorie wagowe.

Wśród kobiet w wadze lekkiej o wszystkim zadecydowała ostatnia seria. Po zaciętym pojedynku wioślarka AWF Kraków – Katarzyna Wełna o zaledwie 0.2 sekundy wyprzedziła Zuzannę Jasińską i zdobyła złoto. Dystans 1000 m pokonała w czasie 3:29,10.

– Wygrałam jakieś o pół chwytu, ale walka do końca to jest coś co lubię. Wiedziałam, że stawka będzie mocna, bo koleżanka też jest wioślarką. Moim założeniem było złamać 3:30 i jechałam cały czas równo z finiszem. Cieszę się, że udało się zrealizować moje zadanie, a przy okazji wygrać – mówiła zadowolona Katarzyna Wełna.

Zupełnie inaczej wyglądała rywalizacja wśród mężczyzn. Tu niespodziewanie najlepszy okazał się Adrian Sadowski, który już w czwartym biegu uzyskał wynik 2:59.7. Student Politechniki Gdańskiej w napięciu obserwował kolejne pięć wyścigów. W ostatniej serii mimo ambitnej postawy zawodnicy nie zdołali złamać bariery 3 minut.

– Ja dopiero zaczynam treningi na ergometrze, bo ćwiczę od pół roku z czego w tym czasie miałem miesiąc przerwy. Nie byłem pewien swego, ale jak widać udało się. Fizycznie byłem przygotowany na więcej, ale czułem duży stres. Ergometr pojawił się u mnie dość przypadkowo. Przyszedłem raz i drugi na zajęcia na politechnice i tak zostało – powiedział Adrian Sadowski, o którym może być jeszcze głośno.


Równie pasjonująca była rywalizacja w wadze otwartej. Wśród pań najlepsza okazała się Monika Trawczyńska z Uniwersytetu Gdańskiego, która w korespondencyjnym pojedynku zaledwie o 0,1 sekundy pokonała Julię Kalite z UMK Toruń wiosłującą we wcześniejszej serii.

Żeby poznać zwycięzcę wśród panów trzeba było rozegrać aż 16 biegów. W ostatnim choć przez większość dystansu prowadził zawodnik AWF Warszawa – Michał Mrozek, to pod koniec na wyższe obroty wskoczyli rywale. Zwłaszcza Piotr Kotyla z Uniwersytetu Rzeszowskiego, który wygrał z czasem 2:49:00. Dla zwycięzców nagrody ufundowała firma Polar.

– To wszystko było zaplanowane, miałem taką taktykę żeby trzymać się czasu i ostatnie 200 m dać jeszcze czadu. Forma była już na 18 kwietnia kiedy był pierwszy termin AMP-ów, ale przedłużyliśmy trochę przygotowania. Dzięki naszemu trenerowi mieliśmy wypożyczony jeden ergometr na całą drużynę. To brzmi skromnie, ale mieliśmy jakąś możliwość trenowania i poprawiania wyników – powiedział zmęczony Piotr Kotyła.

Już po raz drugi Akademickie Mistrzostwa Polski w ergometrze wioślarskim rozgrywane były z zachowaniem reżimu sanitarnego. W hali mogły przebywać tylko osoby z danej kategorii wagowej, a ceremonia dekoracji odbywała się na zewnątrz budynku. Wszyscy mają nadzieję, że za rok zawody odbędą się już w tradycyjnej formule.

Organizatorem wydarzenia jest AZS Warszawa. Akademickie Mistrzostwa Polski są współfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, a ich głównym sponsorem jest Grupa LOTOS S.A. Partnerem zawodów był Polski Związek Towarzystw Wioślarskich.

Autor: Robert Zakrzewski

WYNIKI 

Kobiety (KL)

1.Katarzyna Wełna (AWF Kraków) 3:29,10

2. Zuzanna Jasińska (PWr Wrocław) 3:29,30

3. Dorota Moskowicz (UPr Lublin) 3:35,50

Kobiety (KA)

1. Monika Trawczyńska (UG Gdańsk) 3:26,40

2. Julita Kalita (UMK Toruń)  3:26,50

3. Julia Stępień (PŚk Kielce)  3:26,90

Mężczyźni (ML)

1.Adrian Sadowski (PG Gdańsk)  2:59,702

2.Dawid Wachowicz (WSG Bydgoszcz) 3:00,003

3.Michał Januszewski (UMK Toruń)  3:02,90

Mężczyźni (MA)

1. Piotr Kotyla (URz Rzeszów) 2:49,00

2.  Bartłomiej Paczkowski (URz Rzeszów)   2:50,10

3.  Marek Kobosko (AGH Kraków) 2:51,10

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kto okaże się być prawdziwą maszyną do wiosłowania? Tego dowiemy się już 7 maja podczas Akademickich Mistrzostw Polski w ergometrze. Zawody odbędą się Warszawie, a weźmie w nich udział ponad 460 studentek i studentów z 50 uczelni. 

Po raz drugi z rzędu uczestnicy swoje siły mierzyć będą na terenie Centrum Sportu i Rekreacji UW. To też drugi rok, gdy zawody w wiosłowaniu bez wody odbywać będą się w formule dostosowanej do aktualnych obostrzeń.

Dla startujących przygotowane będzie 20 ergometrów, na których toczyć będzie się rywalizacja, oraz tyle samo maszyn do rozgrzewki. Dla większego bezpieczeństwa w momencie rozgrywania zawodów studenci będą podzieleni na cztery grupy. W hali będą mogły przebywać tylko osoby startujące w danej kategorii wagowej. Natomiast ceremonia dekoracji przeprowadzona będzie na zewnątrz budynku.

– Co do frekwencji to widać pewien spadek w stosunku do poprzednich lat, ale i tak jest lepiej niż przed ubiegłorocznymi AMP-ami. Nie chodzi tu jednak o liczby, tylko o umożliwienie bezpiecznej rywalizacji uczestnikom. Ogólnie nie lubię tego czasu pandemii, bo nie widać efektów naszej pracy. A efektem jest to, że ktoś bierze udział w zawodach i może się ruszać. Mamy nadzieję, że studenci będą bili swoje rekordy, choć czasy do trenowania są niewdzięczne – opowiada Rafał Jachimiak, wiceprezes AZS Warszawa.

Wśród mężczyzn w wadze lekkiej do 75 kg nie zobaczymy Pawła Widawskiego – reprezentującego Akademię WSB, który w listopadzie ubiegłego roku zdobył złoto Akademickich Mistrzostw Polski z fenomenalnym czasem 2:54,3. Zaledwie sekundy zabrakło mu wtedy do rekordu świata. Obrońca tytułu odzyskuje siły po zarażeniu koronawirusem i zapaleniu zatok.

– Ergometrowi nie mam zamiaru odpuszczać, a rekord nie ucieknie. Częstotliwość moich przygotowań zależała głównie od okresu. Chociaż ograniczenia związane z lockdownem też nie ułatwiały regularnych treningów. W mojej sytuacji waga zawsze była elementem wymagającym dodatkowej pracy na dobę przed zawodami. Jednak to niewielkie wyzwanie w porównaniu do regularnych ćwiczeń. Tym towarzyszą nieodłącznie związane z ergometrem stany, jakimi są nuda i ból. Osiąganie wyników w tej dyscyplinie wymaga pewnego skrzywienia, elastyczności i nastawienia, które razem występują dość rzadko – mówi Paweł Widawski.

Tradycyjnie uczestnicy będą podzieleni na dwie kategorie wagowe: lekką i otwartą wśród kobiet i mężczyzn, a pojedynki toczone będą na dystansie 1000 metrów. Dla zwycięzców nagrody ufundowała firma Polar. Ponieważ na trybunach nie będą mogli zasiąść kibice, więc organizatorzy przewidują transmisję.

Akademickie Mistrzostwa Polski w ergometrze wioślarskim odbędą się 7 maja. Początek rywalizacji o godzinie 10. Ważenie odbędzie się bezpośrednio przed zawodami. Dzień wcześniej planowane jest otwarcie biura zawodów. Pierwotnie impreza miała odbyć w połowie kwietnia, ale została przełożona w wyniku panujących wtedy obostrzeń.

Organizatorem wydarzenia jest AZS Warszawa. Akademickie Mistrzostwa Polski są współfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, a ich głównym sponsorem jest Grupa LOTOS S.A.

Autor: Robert Zakrzewski

Szczegóły – https://azs.waw.pl/ampergometr/

Wszystko o Akademickich Mistrzostwach Polski – https://www.ampy.pl/

Futsalistki AZS SGGW mają szansę zrekompensować sobie niezbyt udany sezon ligowy. Zawodniczki z Ursynowa awansowały do Final Four Pucharu Polski. Przepustkę do tego wąskiego grona dała im wygrana z Lady Grembach Łódź.

Budowana w tym roku praktycznie od nowa drużyna nie zdołała uchronić się przed zajęciem ostatniego miejsca w Ekstralidze. Jednak ambitnie walczący zespół AZS SGGW ma szansę osłodzić sobie gorycz degradacji.

Trudno było przewidzieć w jakiej dyspozycji azetesiaczki udają się do Zgierza, gdzie odbywał się mecz Pucharu Polski. Od ich ostatniego starcia ligowego minęły ponad dwa miesiące. W międzyczasie rozegrały one jeszcze pucharowy pojedynek w ramach 1/8 z Ząbkovią Ząbki, wygrany po dogrywce 4:2.

Rywalki Lady Grembach Łódź dobrze znane są z rozgrywek w piłce plażowej, ale także na parkiecie starają się udowadniać, że „nie grają piachu”. W drodze do poniedziałkowego spotkania w ramach 1/4 Pucharu Polski pokonały inną ekstraligową drużynę – AZS Uniwersytet Warszawski (5:3).

Na początku obie drużyny badały się wzajemnie i nikt nie chciał pierwszy stracić gola. Dopiero w 11 minucie meczu rezultat otworzyła Agata Pochroń dając prowadzenie AZS SGGW. Chociaż azetesiaczki mogły pójść za ciosem, to do przerwy na tablicy świetlnej utrzymywał się rezultat 1:1.

Zmiana stron przyniosła też lepszą grę stołecznej drużyny. W 25 minucie na listę strzelczyń wpisały się kolejno Marta Krukowska i Weronika Zasowska. Po chwili podwyższyła Marta Stawicka niemal przesądzając losy meczu.

W 32 minucie Diana Maciaszczyk zdobyła jeszcze bramkę dla łodzianek, a po kilku minutach rezultat na 5:2 ustaliła wspomniana Weronika Zasowska, mająca za sobą występy na trawiastym boisku w Koronie Kielce.

– Mecz był wyrównany zwłaszcza w pierwszej połowie. Rywalki nie chciały nam dać za wiele miejsca i nie atakowały „na hura”. Nam to pasowało, bo chcemy grać w futsal i budować akcje. W drugiej połowie sprawdziła się nasza skuteczność i to co trenujemy od dłuższego czasu. Dziewczyny pokazały, że nasza praca przynosi efekty. Jesteśmy świadomi, że spadliśmy i chcemy wrócić po roku do Ekstraligi. Znamy swoją wartość, bo nasza drużyna inaczej wygląda w porównaniu z początkiem sezonu. Jakby sezon zaczynał się teraz, to pewnie bylibyśmy w innym miejscu – powiedział Adrian Frankowski, II trener AZS SGGW.

W Final Four Pucharu Polski wystąpią też tegoroczne mistrzynie Polski w futsalu AZS UAM Poznań, które mają szansę na podwójną koronę. Poznanianki pokonały Rekord Bielsko Biała 4:0. Natomiast zawodniczki AZS UEK Kraków wygrały na wyjeździe z Respektem Myślenice 5:3. Stawkę uzupełnia LKS Rolnik Głogówek, który wyeliminował Pogoń Tczew 4:0.

– Chcemy pokazać, że robimy kawał dobrej roboty. Nie boimy się nikogo i chcemy grać z najlepszymi i dać znać, że jak wrócimy za rok do ekstraligi to będzie trzeba się nas bać. Jeśli uda nam się coś ugrać, to będzie super sprawa dla dziewczyn, klubu i nas trenerów – dodaje trener.

Turniej Final Four Pucharu Polski odbędzie pod koniec maja, choć nie jest jeszcze znane miejsce rozgrywania zawodów. O miano gospodarza mogą ubiegać się drużyny, który wywalczyły awans.

Autor: Robert Zakrzewski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po trzech sezonach siatkarki AZS AWF Warszawa wracają do pierwszej ligi. Zawodniczki z Bielan mają za sobą rewelacyjny sezon przypieczętowany zwycięstwem w turnieju finałowym rozgrywanym w Białymstoku.

Najbardziej utytułowana sekcja w historii żeńskiej siatkówki nie miała sobie równych na II ligowych parkietach. W rundzie zasadniczej siatkarki AZS AWF Warszawa zdominowały swoją grupę. Na 20 meczów wygrały aż 18 spotkań a straciły tylko siedem setów. Następnie pewnie przeszły przez półfinały rozgrywane w Tomaszowie Lubelskim.

W trzydniowym turnieju finałowym rozgrywanym w stolicy Podlasia spotkały się najlepsze ekipy walczące o awans. Na początek azetesiaczki nie dały szans zwyciężczyniom grupy 1 – Sokołowi Mogilno. Następnie, równie pewnie, pokonały najlepszy zespół grupy 4 – Tomasovię Tomaszów Lubelski. Wszystkie mecze wygrywały po 3:0. Już wtedy awans do 1 ligi AZS AWF Warszawa był przesądzony, choć do rozegrania pozostał jeszcze jeden mecz.

– Uważam, że nie było w tym przypadku, a każdym swoim meczem na przestrzeni nie tylko tego sezonu, ale kilku lat, zapracowaliśmy na ten awans. Mam nadzieję, że nikt nie wątpi, że awans jest zasłużony, bo byłyśmy zdecydowanie najlepszą drużyną na tym poziomie rozgrywek. Oczywiście były momenty, gdy musieliśmy się mocno spiąć i tu duże słowa uznania dla całej drużyny. Nie tylko dla szóstki która grała – powiedział Piotr Najmowicz, trener AZS AWF Warszawa.

Na zakończenie turnieju, czyli 2 maja, AZS AWF Warszawa spotkał się z gospodyniami zmagań – BAS Białystok. Oba zespoły dobrze znały się z ligowych parkietów, bo rywalizowały się ze sobą w rundzie zasadniczej i oba miały już zapewnioną promocję. Był to swoisty mecz przyjaźni pokazujący też która z grup była w tym sezonie najsilniejsza. Mecz zakończył się wygraną stołecznej drużyny 3:0 (25:19, 25:19, 25:21).

Teraz czas na świętowanie, ale też kreślenie planów na temat przyszłości drużyny. Nikt w klubie nie chce powtórzyć scenariusza z sezonu 2017/2018, gdy przygoda z 1 ligą trwał tylko sezon.

– Dziewczyny udowodniły, że są w stanie walczyć nie tylko na poziomie II ligi. Budowanie zespołu dopiero przed nami, ale trzonem będą zawodniczki które walczyły o awans. Sam fakt wygrania 14 meczów z rzędu bez straty seta, a później przejście przez fazy półfinałową i finałową w sposób szybki już pokazuje, że zasługują na to żeby grać wyżej – uważa trener.

Siatkarki AZS AWF Warszawa to 11-krotne mistrzynie Polski. Zespół z Bielan dominował na parkietach w latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku. Obecna drużyna chce nawiązać do pięknych kart historii, a pierwszy krok właśnie został wykonany.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Marcin Selerski (archiwum)

AZS AWF Warszawa (skład) : Aleksandra Ryglewicz, Agata Lesiak, Wiktoria Rozbiewska, Ewa Krzysztoń, Marta Kosobucka, Marcela Trzcińska, Barbara Latos, Wiktoria Kowalczyk, Natalia Mierzejewska, Natalia Kierlewicz, Maja Nowakowska, Aleksandra Jedut, Joanna Waszyńska, Patrycja Stafecka, Patrycja Łabucka

Zostań częścią globalnego wyścigu i wspomóż badania urazów rdzenia kręgowego. Wszystko za sprawą charytatywnego biegu Wings For Life, który wystartuje 9 maja. W tym roku do akcji dołączył AZS Warszawa, który przygotował dla biegaczy aż pięć lokalizacji.

Unikalne zawody, w których nie ma linii mety, od lat cieszyły się dużym zainteresowaniem ze strony biegaczy. Ze względu na okoliczności już po raz drugi z rzędu pobiec lub pomaszerować będzie można dzięki specjalnej aplikacji na telefon. Same zasady rywalizacji nie uległy jednak zmianie. Pół godziny po starcie w pogoń ruszy Samochód Pościgowy – tym razem wirtualny i tylko od tempa przemieszczania uczestnika zależy kto ile kilometrów pokona.

– Bardzo podobają nam się takie niestandardowe rozwiązania i dlatego robimy m.in. Test Coopera, gdzie jest zadany czas i tylko od uczestnika zależy ile metrów pokona. Tu jest niemal to samo, bo tym czasem, który nas goni jest samochód. Sam jest ciekaw jak to będzie wyglądało w aplikacji. Wiem, że Adam Małysz podkładał głos, więc zapowiada się interesująco. Jednak najważniejsze jest to, żeby uprawiać aktywność fizyczną która nam służy, a dodatkowo jeszcze pomóc innym – powiedział Rafał Jachimiak, wiceprezes AZS Warszawa.

Można pobiec własną trasą, ale można też sprawić się na jednej z przygotowanych lokalizacji. Żeby poczuć namiastkę tradycyjnych zawodów AZS Warszawa przygotował dla biegaczy pięć tras w różnych dzielnicach miasta. Na terenie Akademii Wychowania Fizycznego czeka niemal 2 km pętla prowadząca przez kampus i częściowo Las Bielański. Jeszcze bardziej zróżnicowana trasa prowadzi przez teren Starego Kampusu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Płaska niemal 2 km runda wyczekuje w znanym i lubianym przez biegaczy parku Skaryszewskim. Równie dobre warunki do szybkiego biegania są w parku Szczęśliwickim. W obu tych lokalizacjach mogą wystartować osoby na wózkach. Natomiast miłośnicy przyrody odnajdą się też na leśnej trasie prowadzącej na terenie Choszczówki. Wszędzie przygotowane będą depozyty i punkty z wodą.

– Naszym celem jest to, żeby poczuć się jak na tradycyjnych biegach i pokazać że jesteśmy wspólnotą. W ten sposób pokazujemy też gdzie można biegać w Warszawie. Wszystko staramy się zrobić bezpiecznie, zachowując dystans i maseczki. Każdy może ruszyć z dowolnego miejsca na trasie, bo nie będzie startu wspólnego. Na pewno warto mieć dobrze naładowany telefon, albo wytrzymałą baterię jeśli ktoś planuje długo biec – mówi z uśmiechem Rafał.

Udział w biegu z aplikacją zapowiedziała maratonka i ultramaratonka Dominika Stelmach, która rok temu w Lesie Kabackim pokonała 51,2 km i była druga na świecie. Wielokrotna zwyciężczyni Wings For Life tym razem wystartować ma w rodzinnej Łodzi. Trzyma jednak kciuki za wszystkich, bo jak mówi ten bieg naprawdę dodaje skrzydeł.

– Za pierwszym razem, czyli 2015 roku na bieg zdecydowałam się w ostatniej chwili. Wracałam po kontuzji i czułam, że nie miałam formy. Wygrana dodała mi skrzydeł, naprawdę. Uważam, że WFL to szczególny bieg, gdzie nie chodzi tylko o Ciebie i Twój wynik – powiedziała Dominika Stelmach, która nie tak dawno ustanowiła rekord życiowy w maratonie (2:36:45).

Bieg charytatywny Wings For Life odbędzie się w sobotę 9 maja. Start o godzinie 13. Zapisy w cenie 69 zł trwają. Całość opłaty startowej wesprze badania nad rdzeniem kręgowym i pozwoli na znalezienie metody leczenia jego urazów.

Autor: Robert Zakrzewski

Lokalizacje: 

AWF
SGGW
PARK SKARYSZEWSKI
OCHOTA
CHOSZCZÓWKA

 

 

Jedyny patent jaki jest potrzebny, to ten na wygrywanie. Ruszają zapisy do eSailing Ligii Akademickiej, która jak mówią organizatorzy, jest pierwszą tego typu na świecie. Wirtualne żeglowanie po e-wodach i światłowodach staje się coraz bardziej popularne.

Miłośnicy żeglarstwa mogą przystąpić do wirtualnej rywalizacji bez wychodzenia z domu. Nie potrzebny jest własny jacht, ani uprawnienia. Wystarczy posiadać komputer lub dowolne urządzenie przenośne typu smartfon i zagrać w grę Virtual Regatta. Czekają idealnie odtworzone akweny w Sydney, Ahus, czy Kilonii. Nie chodzi tylko o widoki, ale też o zachowanie wiatru.

– Widać olbrzymi wzrost zainteresowania e-sailingiem i moim zdaniem to nie jest wcale efekt pandemii. Nie jest tak, że odwołano wiele imprez żeglarskich, więc gramy teraz na komputerze. To jest po prostu kolejna dyscyplina e-sportowa. W 2018 roku odbyły się pierwsze mistrzostwa świata organizowane przez Międzynarodową Federację Żeglarską i wtedy zainteresowanie już znacznie się zwiększyło. W listopadzie wirtualne regaty jako pierwszy e-sport pojawiły się na kanale olimpijskim – opowiada Marek Słaby z eSailing Polska.

Pomysł stworzenia eSailing Ligi Akademickiej stał się naturalną odpowiedzią na rosnące zainteresowanie e-sportem wśród młodzieży, ale nie tylko. Co więcej symulator regat żeglarskich znalazł się wśród 5 dyscyplin wirtualnych, które nawiązały współpracę z MKOL w ramach Olympic Virtual Series i poprzedzić mają tradycyjne zmagania w Tokio.

Wielkie emocje poczuć będzie można już wkrótce biorąc w eSailing Lidze Akademickiej. Zgłoszenia ruszyć mają we wtorek 27 kwietnia po godzinie 16. Do rozgrywek przyjmowane będą pięcioosobowe drużyny reprezentujące uczelnie wyższe. Zawody toczone będę w systemie każdy z każdym.

– Jesteśmy otwarci na społeczność graczy i fanów, bo cała gra jest na tym zbudowana. Zresztą tak jak wszystko w AZS. Zdajemy sobie sprawę jaką mamy sytuację i część osób z roku akademickim pewnie się jeszcze nie spotkała na żywo. Widzimy już, że są w grze zawodnicy z tej samej uczelni którzy o sobie nie wiedzą. Nie trzeba tu podawać przecież, że jest się np. Janem Nowakiem z WAT. Dlatego można będzie się zapisać indywidualnie wybierając uczelnie, a drużyna się stworzy po rejestracji – wyjaśnia nasz rozmówca.

Udział w zawodach zadeklarowały już między innymi drużyny Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Szczecińskiego, Akademii Morskiej w Szczecinie czy Wojskowej Akademii Technicznej z Warszawy.

Biorący udział w rozgrywkach mają też możliwość skorzystania z Akademii eSailingu. Ma ona wspomagać graczy wywodzących się z różnych konkurencji e-sportowych w rozwinięciu wirtualnych żagli.

– Ma być to pomoc dla graczy i organizatorów. Chcemy mówić o tym jak dobrze organizować zawody, jakie są wyzwania i ciekawe wzorce. Jeśli chodzi o samą grę to będą różne samouczki, które pomogą trenować i pokażą jak grać by wygrywać. Uważam, że im więcej osób trenuje tym lepiej się, bo lepsze są wtedy wyniki – dodaje Marek Słaby.

Na uczestników wirtualnych regat czekają nagrody. Co więcej uczestnicy eSailing Ligi Akademickiej mogą zdobywać punkty do rankingu mistrzostw świata. Rozgrywki mają być też obserwowani przez przedstawicieli profesjonalnych drużyn, którzy mogą wyłowić utalentowanych graczy.

Przypomnijmy, że miłośnicy analogowego żeglowania w klasie omega będą mogli sprawdzić się podczas Akademickich Mistrzostw Polski rozgrywanych pod koniec maja. Już niemal tradycyjnie gospodarzem zawodów będzie ośrodek w Wilkasach. Po trzech dniach zmagań na jeziorze Niegocin wyłoniona zostanie najlepsza uczelnia w kraju.

Patronami i partnerami eSailing Ligi Akademickiej są Uniwersytet Szczeciński, Polski Związek Żeglarski, Akademicki Związek Sportowy, Polska Agencja Antydopingowa, eSailingTV, Polsat Games, Pentagon Research i Santander Universidades.

ZAPISY

Autor: Robert Zakrzewski

 

 

 

Medal mistrzostw Polski już jest. Teraz pytanie jakiego koloru. W weekend piłkarze wodni AZS Uniwersytetu Warszawskiego dwukrotnie zwyciężyli z drużyną ŁTSW OCMER Łódź i prowadzą w tabeli Ekstraklasy. W tym sezonie były to już ostatnie mecze rozgrywane w Warszawie.

Rewelacyjny beniaminek płynie od wygranej od wygranej. Tym razem za cel obrał sobie aktualnych wicemistrzów kraju zajmujących w grupie mistrzowskiej czwarte miejsce. Spotkania rozgrywane na pływalni Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, to nie była jednak tylko formalność. Utytułowany rywal po raz pierwszy od lat może znaleźć się poza podium. Łodzianie umiejętnie wykorzystywali więc swoje doświadczenie, ale azetesiacy górowali przygotowaniem fizycznym.

Po wyrównanym spotkaniu rozgrywanym w sobotę AZS UW zwyciężył 15:13, do przerwy prowadząc 7:6. Losy meczu ważyły się do końca, a rezultat ustalił w ostatnich sekundach Mikita Czupryna. Graczami spotkania zostali wybrani Tomasz Durjasz w zespole uniwerku i bramkarz Jan Szabłowski w drużynie z Łodzi.

Przez długi czas równie zacięty był niedzielny pojedynek. Wynik dla AZS otworzył Aleksander Ozga kończąc szybki kontratak. Po chwili rezultat podwyższył walczący mocno w okolicach bramki rywali Aleksander Maciejewski. Gdy wydawało się, że gospodarze są na fali wznoszącej kontaktową bramkę zdobył Michał Diakonów. Ostatecznie pierwsza kwarta zakończyła się skromną przewagą 3:2 dla AZS.

Następne dwie partie kończyły się identycznym stanem po 3:3. Skutecznością popisywał się zwłaszcza zawodnik z numerem 12 na czepku czyli wspomniany Maciejewski, który w całym spotkaniu zdobył 4 bramki. Wszystko rozstrzygnęło się dopiero w czwartej części meczu.

Już na początku bramkę na 10:8 zdobył Bartosz Borkowski. Po chwili trafił Rafał Nerlewski, dla którego była to druga bramka w meczu. Coraz częściej dało się słyszeć apele wśród łodzian, żeby oszczędzali siły i czekali. Krótka ławka rezerwowych i dwa intensywne mecze w krótkim odstępie czasu musiały zrobić swoje.

Swoje zrobił też Przemysław Rudziński, który ostatniej minucie zdobył dwa trafienia ustalając rezultat na 14:9. Zawodnikami drugiego meczu zostali wybrani Bartosz Borkowski w drużynie AZS UW i Michał Diakonów wśród gości.

– Mecz był wyrównany, ale też nieco inny niż ten sobotni. Zmieniliśmy sporo jeśli chodzi o założenia taktyczne i to działało, ale traciliśmy bramki z niczego. Brakowało komunikacji i za późno zmienialiśmy się w obronie. Jestem zadowolony z wygranej i wykonanych zadań, ale nie z braku czujności i w obronie. To jednak napawa optymizmem, bo jest nad czym pracować i można zrobić jeszcze większy progres. Oczywiście fajnie jest odskoczyć, bo gra się wtedy lepiej, ale to też wymaga dojrzałości żeby cały czas trzymać ich na mniejszy lub większy dystans – powiedział po meczu Jakub Bednarek, trener AZS UW.

Do końca rozgrywek pozostały jeszcze tylko dwie kolejki. AZS Uniwersytet Warszawski zmierzy się na wyjeździe w dwumeczach z Box Logistics Waterpolo Poznań i WTS Polonią Bytom. Mistrza Polski poznamy pod koniec maja.

W tabeli Ekstraklasy piłki wodnej prowadzą zawodnicy uniwerku z dorobkiem 24 punktów, drugie miejsce zajmują obrońcy tytułu Polonia Bytom z 18 punktami na koncie, a trzecie jest Waterpolo Poznań ze stratą aż 20 punktów do AZS UW.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Paweł Małaczewski (Warszawa i Okolice)

Do finału jubileuszowej akcji „Od Młodzika do Olimpijczyka” pozostały jeszcze tylko ostatnie pociągnięcia ramion. Za nami czwarte i zarazem przedostatnie zawody eliminacyjne. Utalentowanych pływaków zagrzewali do walki zawodnicy AZS AWF Warszawa, w tym ambasador imprezy – Radosław Kawęcki.

Niemal przez całą sobotę na terenie Parku Wodnego Warszawianka trwał pływacki festiwal. Młodzi uczestnicy startowali w blokach podzieleni według roczników. Na dziewięciu torach toczyła się emocjonująca rywalizacja do ostatniej kropli wody. Były to pierwsze eliminacje akcji „Od Młodzika do Olimpijczyka” w tym sezonie rozgrywane na basenie olimpijskim. Takich warunków mogła pozazdrościć tylko 21-letnia Weronika Hallmann – srebrna medalistka ME juniorów na 50 m stylem klasycznym z 2017 roku.

– Ja przez długi czas nie miałam dostępu do 50 m basenu, bo w województwie pomorskim skąd pochodzę, dalej takiego nie ma. Najbliższe dostępne pływalnie olimpijskie były w Szczecinie, Olsztynie i od niedawna jest w Bydgoszczy. Teraz młodzi pływacy mają większy dostęp do pływalni olimpijskich i tym lepiej dla nich. To daje im już przetarcie przed startami w starszym wieku – mówiła utalentowana zawodniczka AZS AWF Warszawa.

Akcja „Od Młodzika do Olimpijczyka” zainaugurowana została w grudniu 2011 roku. Razem z imprezą rośnie kolejne pokolenie pływaków, a można było się o tym przekonać obserwując zmagania obecnych 10-latków. Wśród rówieśników jubileuszowej 10. edycji z bardzo dobrej strony zaprezentowała się Ewa Leciejewska zwyciężając na 50 m stylem dowolnym i klasycznym. Albert Borkowski był najlepszy na 50 m stylem dowolnym, a Miron Uszatkin triumfował na 50 m stylem klasycznym.

– Przed startem się stresowałem, ale jak wskoczyłem do wody to było już dobrze. Jestem zadowolony. Pływać zacząłem cztery lata temu, a namówił mnie tata. Mam nadzieję, że kiedyś pojadę na igrzyska – powiedział tuż po dekoracji Miron Uszatin z klubu UKS 8 Siedlce.

Początek rywalizacji śledził też olimpijczyk z Rio de Janeiro i mistrz świata na 200 m stylem grzbietowym Radosław Kawęcki, który wręczał medale oraz rozdawał autografy. Utytułowany zawodnik wspominał, że gdy zaczynał karierę to nie było takich akcji promujących pływanie. W innym razie pewnie stanąłby też na starcie.

– To bardzo dobrze, że są takie zawody, bo ja nie miałem możliwości brania udziału w takich imprezach. Za moich czasów w zawodach okręgowych było maksymalnie 40 osób. Tu natomiast mogą przyjechać osoby z całej Polski, żeby rywalizować i się sprawdzić z rówieśnikami. Super, że tyle osób interesuje się pływaniem, bo to samo zdrowie. Chociaż sam jestem parę dni przed mistrzostwami Polski, to chcę dodać uczestnikom energii. Mam nadzieję, że będą czuli moje wsparcie – mówił Radosław Kawęcki.

W zawodach wzięło udział kilkaset dzieci z ponad 70 klubów z całego kraju. Ostatni etap eliminacji planowany jest na 22 maja, a finał rozegrany zostanie na początku czerwca. Awansuje do niego najlepsza 16-tka w każdej konkurencji według punktów Światowej Federacji Pływackiej (FINA).

Organizatorem akcji jest AZS Warszawa przy wsparciu Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu i m. st. Warszawa. Partnerami są Polski Związek Pływacki, Warszawsko-Mazowiecki Okręgowy Związek Pływacki, Wodny Park Warszawianka, Print Plus i TYR Polska.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Klimczak

Która z drużyn będzie bliżej awansu do Superligi? Na to pytanie odpowiedź padła w środowy wieczór na warszawskich Bielanach. W pojedynku drużyn przewodzących w rozgrywkach 1 ligi grupy C szczypiornistki stołecznego AZS AWF przegrały z Suzuki Koroną Handball Kielce 25:32.

Początek meczu należał do kielczanek, które w ciągu sześciu minut wyszły na prowadzenie 4:0. Duża była w tym zasługa skrzydłowej Magdaleny Kędzior, która zdobyła aż trzy trafienia. To był jednak dopiero początek emocji.

Dopiero w ósmej minucie zawodniczki AZS AWF przełamały niemoc i zdołały pokonać dobrze broniącą bramkarkę rywalek. Pierwsze trafienie dla gospodyń zdobył Sara Szczukocka i dała tym sygnał do ataku. Po trzech minutach na tablicy świetlnej był już remis 4:4, a dzięki kolejnemu celnemu rzutowi Joanny Wójcik gospodynie wyszły na prowadzenie.

Pierwsza połowa była wyrównana i zakończyła skromną przewagą przyjezdnych 10:9. Przez większość czasu żadna z drużyn nie mogła zbudować przewagi wynoszącej więcej niż jedna bramka. W zespole AZS AWF punktowała co pewien czas skrzydłowa Julia Bilik. Dało się jednak wyczuć brak mającej problem ze ścięgnem achillesa Patrycji Kozak – najskuteczniejszej zawodniczki w drużynie z Marymonckiej. Niemal całe spotkanie oglądała ona z ławki rezerwowych i pojawiła dopiero w drugiej części na dwa rzuty karne.

Po zmianie stron od trafienia zaczęły przyjezdne powiększając przewagę, ale szybko Magdalena Chrapusta i wspomniana już Bilik doprowadziły do remisu po 11. Rezultat na styku utrzymywał się do 40 minuty, kiedy to kielczanki zdobyły cztery kolejne bramki (14:18). Jeśli tylko azetesiaczki zdołały trafić, to szybko traciły o dwie więcej.

Na dziesięć minut przed końcem zawodniczki z Marymonckiej przegrywały już ośmioma bramkami i za wszelką cenę chciały zmniejszyć straty. W pierwszej rundzie w Kielcach wygrały 25:19 i gdyby rywalki straciły punkty w następnych ligowych meczach, liczyć będzie się bezpośredni bilans spotkań.

Podjęte ryzyko i gra wysoką obroną nie przyniosły jednak skutku. Wynik meczu na 25:32 ustaliła tuż pod koniec Julita Jabłońska. Wielka radość zapanowała w drużynie z Kielc, a zawodniczki AZS AWF opuszczały parkiet w nastrojach czarnych jak ich koszulki.

– Wyszłyśmy na ten mecz bardzo zmotywowane, bo był to dla nas może nie najważniejszy mecz, ale najtrudniejszy. Uważam, że byłyśmy dobrze przygotowane choć w ostatnim czasie ja i Paulina Dąbrowska wypadłyśmy ze składu i pewnie nas zabrakło. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, choć schodząc do szatni miałyśmy 15 błędów technicznych, gdzie normalnie tyle powinno być w całym meczu. Mimo tego wynik nie był jeszcze zły. Ale w drugiej połowie pojawiło się to samo czyli błędy i nieskuteczne podania – mówiła po meczu Patrycja Kozak.

W tabeli 1 ligi gr. C prowadzi drużyna Suzuki Korona Handball Kielce z dorobkiem 42 punktów, drugie miejsce zajmują zawodniczki AZS AWF Warszawa z 36 punktami na koncie, ale mają o jeden rozegrany mecz mniej. Do końca rozgrywek postały już tylko trzy kolejki. Zwycięzcy grup o awans walczyć będą w Turnieju Mistrzów.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Selerski