tokio
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,tag,tag-tokio,tag-295,bridge-core-2.5.9,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-24.4,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.4.2,vc_responsive

tokio Tag

Po Londynie, Rio de Janeiro teraz czas na Tokio. Zawodnik AZS AWF Warszawa – Radosław Kawęcki wyruszył na swoje trzecie igrzyska w karierze. W swojej kolekcji ma już medale mistrzostw świata oraz Europy i brak mu tylko krążka z tej najważniejszej imprezy. Ale jak mówi stare przysłowie do trzech razy sztuka.

To nie były łatwe kwalifikacje dla wielu sportowców, w tym dla czołowego polskiego grzbiecisty. Możliwości treningu były ograniczone, a najważniejsze imprezy zaplanowane na 2020 rok przeniesione – w tym oczywiście igrzyska olimpijskie. Dopiero w kwietniu 2021 roku podczas mistrzostw Polski utytułowany pływak wypełnił minimum w swojej koronnej konkurencji – 200 m stylem grzbietowym, zdobywając przy okazji złoty medal.

Kilka dni przed startem, będąc gościem akcji Od Młodzika do Olimpijczyka – której jest ambasadorem emanował spokojem. Start w Lublinie miał być dla niego tylko formalnością i potwierdzeniem wysokiej klasy.

-Czuje się dobrze, jestem zadowolony i uśmiechnięty. Uważam, że będzie dobrze – mówił wtedy na pływalni Warszawianki.

Blisko 30-letni „Kawa” jest już razem zresztą reprezentacji w Japonii, a dokładnie w mieście Takasaki położonym ok. 100 km od Tokio. To tam przez najbliższe dni przygotować będzie się kadra pływaków stanowiąca mieszankę młodości i doświadczenia.

– Jest jakiś lekki stresik i adrenalinka, ale ja uwielbiam czuć adrenalinę przed startem. Uważam, że mogę wypaść dobrze na tych igrzyskach, bo nie mam nic do stracenia. Bardzo lubię rywalizację i teraz zobaczymy co z tego wyjdzie. Nasza kadra to zgrana drużyna i będziemy się wspierać czy będzie nam szło, czy też nie. Mamy wielu młodych zawodników, ale jest też trzech starszych muszkietów czyli Paweł Korzeniowski, Konrad Czerniak i ja – powiedział jeszcze przed wylotem Radosław Kawęcki.

Udający się na igrzyska czują, że będzie to nietypowa impreza, choć cieszą się, że w ogóle dojdzie do skutku. Co prawda oglądając finał piłkarskiego Euro i widząc zakaz wstępu dla kibiców w Tokio można mieć dysonans. Reprezentant Polski mówi jednak, że wszyscy będą czuli wsparcie płynące z kraju.

– To nie będą zwykłe igrzyska, ale mamy takie czasy a nie inne i trzeba to tolerować. Nie mamy na to wpływu, więc jedyne co możemy to skupić się na walce o trofea i pobijaniu rekordów życiowych. Nawet sami kolegom i koleżankom nie będziemy mogli dopingować, bo jest zakaz wznoszenia okrzyków. Jest to przykre, ale jak mówiłem trzeba to tolerować. Uważam, że kibice zawsze będą czy to przed ekranami telewizorów czy monitorami komputerów. My o tym wiemy i czujemy wsparcie rodzin i kibiców – uważa trzykrotny mistrz świata na krótkim basenie.

Radosław Kawęcki najbliżej olimpijskiego medalu był w Londynie w 2012 roku, zajmując wtedy 4. miejsce na 200 m stylem grzbietowym. Jego wynik 1:54.24 z 2013 roku jest też rekordem kraju w tej konkurencji. W Rio niespodziewanie odpadł już w eliminacjach. Teraz w wywiadach zapowiada chęć pobicia rekordu życiowego. Czy da mu to podium? Mamy nadzieję, że tak.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Klimczak

To nie jest historia o cudownym dziecku polskiego pływania, a może jednak jest. Zaledwie pięć lat temu Jan Kozakiewicz zawiesił czepek na kołku. Został kontrolerem lotów na warszawskim Okęciu, a nie tak dawno rozpoczął studia na SGH. Mało? Wrócił jednak na basen i to w wielkim stylu. Teraz opuszcza wieżę i leci do Tokio.

Podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku polscy pływacy nie zachwycili i nikt z biało-czerwonych nie awansował do finałów. Zmagania w telewizji oglądał wtedy 20-letni Jan Kozakiewicz, który postanowił pokazać znany gest pływaniu i wcześnie zakończyć swoją przygodę ze sportem. Nie myślał wtedy, że znajdzie się w składzie na kolejne igrzyska olimpijskie.

– Miałem plan żeby zakwalifikować się na igrzyska w Rio, ale sromotnie mi nie wyszło. To był też jeden z powodów przez które zawiesiłem trenowanie. Celujesz w najwyższe laury, a nic z tego nie wychodzi. Taki wybór jest dosyć trudny zwłaszcza jeśli kocha się pływanie, ale już prostszy jeśli przestaje się notować dobre rezultaty. Igrzyska oglądałem więc nawet nie jako kibic, ale jako sfrustrowany zawodnik. Jedynym pozytywnym akcentem było to, że startował tam mój przyjaciel i żabkarz Marcin Stolarski – opowiada Jan Kozakiewicz.

Po trzech latach wrócił do treningów. Najpierw była to tylko siłownia po pracy, a potem znów basen, którego nie tak dawno miał po uszy. Z czasem zwykłe dbanie o zdrowie przerodziło się w chęć powrotu do ścigania. Na przełomie kwietnia i maja 2021 roku zawodnik Legii Warszawa został mistrzem Polski na 50 m stylem klasycznym bijąc dwukrotnie rekord kraju (27.17 i 27,11 – red), oraz zdobył złoto na 100 m. Później podczas mistrzostw Europy w eliminacjach poprawił własny rekord Polski (26.82 s), a w finale był czwarty.

– Trochę mi to zajęło, żeby wrócić do sportu, bo w międzyczasie miałem jeszcze jedną przerwę. Już myślałem, że nic nie będzie z tego pływania. Ale staraliśmy się z moim trenerem dobrać trening odpowiedni do mnie, czyli mniej intensywny jeśli chodzi o czas. Stawiamy za to na jakość jednostek. Jadąc do Lublina uważałem, że rekord Polski  jest w moim zasięgu. Co tu dużo mówić – ja tam płynąłem po niego. Jak zobaczyłem na zegarze, że wynik jest dokładnie wyrównany z minimum na mistrzostwa Europy, to byłem w wielkiej euforii. To było piękne uczucie – wspomina 25-letni pływak.

Jan Kozakiewicz, na codzień, wykonuje niezwykle odpowiedzialny zawód. Jako kontroler ruchu lotniczego podczas jednej godziny jest odpowiedzialny za 3000 osób znajdujących się w powietrzu. Nie każdy też może wykonywać taką pracę, a selekcja do niej jest bardzo wymagająca. W Polsce kontrolerów jest tylko blisko 500, a wśród nich jeden przyszły olimpijczyk.

– W pracy odpowiedzialni jesteśmy za tysiące osób i sprzęt warty miliardy dolarów. Na basenie mój błąd nie będzie miał żadnych negatywnych skutków, więc nie czuję takiej presji. Najwyżej spadnę ze słupka – mówi z uśmiechem.

Pływak to postać nietuzinkowa w całej reprezentacji olimpijskiej. Oprócz pracy i treningów ma też czas na scenę i razem z grupą znajomych prowadzi grupę improwizacyjną – BCA Flash.

– Każdy chce mieć zaplanowany każdy metr. Wiesz jak zrobić skok, co zrobić po nim i ile cykli zrobić na pierwszej 50-tce. Ale błędy się zdarzają i to jest moment w którym trzeba improwizować. Wtedy taki luz który mam dzięki improwizacji na pewno się przydaje. W pływaniu mało osób też spektakularnie się cieszy ze swoich wyników i szkoda, ale ja po rekordach Polski wyskakiwałem na słupek i krzyczałem. Mam nadzieję, że wnoszę tym trochę radości na pływalnie– opowiada Jan.

Jakby tego wszystkiego było mało, to zawodnik studiuje też w Szkole Głównej Handlowej na kierunku globalny biznes. To razem daje mu komfort, że po ostatecznym zakończeniu kariery sportowej nie stanie przed dylematem co robić dalej.

– Tak się złożyło, że zacząłem studiować w momencie gdy zacząłem znowu trenować. Obecnie jestem na drugim roku studiów licencjackich na SGH. Nie jest trudno być sportowcem-studentem, tylko nieco trudniej jest to pogodzić z pracą i jeszcze kilkoma innymi rzeczami. Jednak uczelnia bardzo stara się iść na rękę, za co im dziękuję. Teraz mogę trenować bo chcę, a nie bo muszę. To jest duży komfort– kończy Jan Kozakiewicz.

Podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Tokio Jan Kozakiewicz wystartuje na 100 m stylem klasycznym, oraz w sztafetach zmiennej mieszanej i zmiennej męskiej. Rywalizacja odbywać będzie się w Olimpijskim Centrum Sportów Wodnych. Początek zmagań już 24 lipca.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: RZ

To pewnie będzie najdłuższy, ale też najciekawszy dyżur w karierze. Podczas igrzysk olimpijskich w Tokio o zdrowie polskich pływaków i nie tylko dbać będzie dr Krzesimir Sieczych – specjalista ortopedii i traumatologii, a w przeszłości wiceprezes AZS Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na co dzień pracujący w Carolina Medical Center.

Udział w igrzyskach olimpijskich, to marzenie wielu sportowców. Wystąpić na najważniejszej arenie chciał również Krzesimir Sieczych, który w młodości uprawiał żeglarstwo, a w czasach studenckich był nawet Akademickim Mistrzem Warszawy. Jako sportowiec nie dane mu było jednak popłynąć z najlepszymi na świecie. Ale jako ekspert w swoim lekarskim fachu wkrótce odbierze nominację i razem z reprezentacją wyruszy do Tokio.

– To jest niesamowite wyróżnienie i spełnienie marzeń. Jako dzieciak trenowałem żeglarstwo i chciałem pojechać na igrzyska jako zawodnik. Życie potoczyło się jednak inaczej i jadę tam jako lekarz. To jest coś do czego przygotowywałem się od kilku lat pracując najpierw z kadrą podnoszenia ciężarów, a od czterech lat z pływakami. Drugi rok pracuję też w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej robiąc badania okresowe zawodnikom kadr narodowych. Dzięki temu poznałem sporą grupę zawodników jadących na igrzyska, ich problemy i dotychczasowe kontuzje. Mam nadzieje, że zdobyłem ich zaufanie – mówi dr Krzesimir Sieczych.

Na miejscu na lekarza czekają różne wyzwania. Praca podczas igrzysk to nie tylko leczenie poważnych urazów, ale pomoc w drobnych sprawach i konsultacje. Nawet szczegół jak problemy ze snem albo zatrucie może przekreślić lata przygotowań. Dlatego ważna jest współpraca całej misji medycznej. Dodatkowo igrzyska rozgrywane będą w nietypowej atmosferze, a lista obostrzeń i zasad jest długa.

– Jako lekarze będziemy odpowiedzialni za wiele rzeczy. Będziemy musieli zbierać próbki testów na COVID od naszych ekip i przekazywać je oficerom COVID-owym. Testy będą wykonywane co trzy dni. Także przed wylotem każda ekipa musi wykonać testy w autoryzowanym przed rząd japoński laboratorium. Na miejscu będzie obowiązywał nakaz noszenia masek. Wyjątkiem jest tylko start, posiłek i przebywanie samemu w pokoju. Każdy uczestnik będzie miał jeszcze po dwie aplikacje, które będą monitorowały gdzie się przemieszcza, oraz będzie tam trzeba odnotowywać temperaturę ciała – wyjaśnia.

Choć pływanie wydaje się być konkurencją nie obfitującą w kontuzje, to jednak pracy może nie zabraknąć. Zwłaszcza, że jego obowiązki nie ograniczają się tylko do pomocy pływakom, ale jako ortopeda będzie w Tokio do końca igrzysk.

– Pływanie to sport mało urazowy, a większość kontuzji to przeciążenia. Tu nie ma kontaktu z innymi zawodnikami i wszystko odbywa się w warunkach odciążenia. Jednym z częstych problemów z którymi się spotykamy są bóle barków wynikające z pracy ramion, a druga rzecz to ból odcinka lędźwiowego kręgosłupa. To jest spowodowane natomiast dużą ruchomością bioder i lędźwi. Jako koordynator ortopedii będę w Tokio do końca igrzysk. Oczywiście jesteśmy dostępni dla zawodników przez cały czas. Jedziemy tam dla nich, żeby czuli się bezpieczni i zdrowi, ale musimy też dbać o swoje zdrowie, bo zmęczony lekarz to zły lekarz – opowiada.

Lekarz reprezentacji olimpijskiej trzyma kciuki za wszystkich kadrowiczów, ale przyznaje że oprócz pływania najchętniej obejrzałby zmagania w żeglarstwie. Jednak z racji obowiązków i ponad 50 km dzielących areny w Tokio i Enoshimie – gdzie odbędą się regaty wątpi czy będzie miał taką możliwość. Jak zawsze najważniejsza będzie służba… służba zdrowia.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: archiwum prywatne

Dla nich droga do Tokio to już nie tylko hasło, ale fakt. W środowe popołudnie grupa ok. 70 sportowców odebrała pierwsze olimpijskie nominacje i złożyła ślubowanie. W tym gronie była trójka zawodników AZS AWF Warszawa.

Na początek nominacje olimpijskie odebrali przedstawiciele kajakarstwa, podnoszenia ciężarów, tenisa, wioślarstwa, wspinaczki sportowej i żeglarstwa. To oni już dziś tj. w czwartek udadzą się do stolicy Japonii, gdzie wkrótce czekać ich będzie pasjonująca walka o medale.

To nie była pierwsza taka ceremonia w karierze wioślarki Agnieszki Kobus-Zawojskiej. Przed nią jednak igrzyska zupełnie inne od tych rozgrywanych pięć lat temu w Rio de Janeiro, bo w maseczkach, pełne obostrzeń, testów COVIDowych i przy ograniczonej liczbie kibiców.

W 2016 roku zawodniczka AZS AWF Warszawa wywalczyła brązowy medal w czwórce podwójnej. Teraz razem ze swoimi koleżankami z osady Martą Wieliczko, Marią Sajdak i Katarzyna Zillmann chciałaby ponownie stanąć na podium.

– Chciałam żeby imprezę mogli obejrzeć moi rodzice, ale w zamian wybiorą się pewnie na jakieś wakacje. Na pewno będą to nietypowe igrzyska, bo kibice to jest ważna część sportu. Na pewno chciałybyśmy zdobyć medal, bo każdy medal cieszy i będziemy walczyć o najwyższe cele – powiedziała Agnieszka Kobus-Zawojska.

Absolwentka AWF w tym roku uzyskała też absolutorium ekonomii na Uczelni Łazarskiego. Obronę pracy magisterskiej zostawia sobie na czas po igrzyskach.

– Jestem taką osobą, która nie potrafi się nudzić. Mój mąż wybrał ten kierunek i stwierdziłam, że póki mam jeszcze chęci to trzeba się kształcić. Ważna w tym wszystkim jest organizacja dnia i uważam, że w tym jestem bardzo dobra. Teraz czeka mnie jeszcze praca magisterska, ale to zostawiam sobie na deser – mówiła z uśmiechem wioślarka.

W roli debiutantów do Tokio udają się jej klubowi koledzy – Dominik Czaja i Szymon Pośnik, którzy razem z Wiktorem Chabelem i Fabianem Barańskim wystartują w czwórce podwójnej. W tej konkurencji kibice zawsze mają duże oczekiwania zwłaszcza, że pamiętają słynnych „Dominatorów” z 2004 i 2008 roku. Inni mają bardziej osobiste wspominania z czasów oglądania igrzysk.

– Jestem ze sportowej rodziny, więc byłem wychowany w sportowym duchu. Tata był członkiem misji olimpijskiej od Sydney 2000 do Londynu 2012, więc można powiedzieć, że uważnie oglądałem wszystkie igrzyska od tych australijskich. Może te pierwsze polegały bardziej na szukaniu taty na transmisjach. Później już bardziej świadomie kibicowałem polskim olimpijczykom i śledziłem zmagania najlepszych sportowców świata – wspomina Szymon Pośnik, którego tata uprawiał kajakarstwo.

Szymon jest studentem Politechniki Warszawskiej na wydziale Mechatroniki. Na koncie ma m.in. nagrody Ministra Edukacji i Szkolnictwa Wyższego. On również planuję obronić pracę magisterską po igrzyskach.

– Łączenie sportu z nauką na pewno nie jest proste. Moja droga wiązała się z wieloma warunkami, repetami i urlopami, a nawet skreśleniami. Miałem dość długie przerwy od reprezentacyjnego wiosłowania, gdzie mogłem nadrabiać zaległości ze studiów, a bez wsparcia rodziny raczej nie mógłbym sobie pozwolić na późniejszą walkę o kadrę – dodaje zawodnik AZS AWF Warszawa i olimpijczyk.

Łącznie reprezentacja Polski na Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio liczy 215 osób. W tym gronie jest 12 zawodników z AZS AWF Warszawa, oraz wielu studentów trenujących w innych klubach: jak pływak Jan Kozakiewicz (Legia Warszawa, SGH), pięcioboiści Anna Matuszewska (Olimpia Zielona Góra, SGH) i Sebastian Stasiak (Olimpia Zielona Góra, UW) oraz wspinaczka Aleksandra Mirosław (KW Kotłownia, AWF) – która także odebrała już nominację. Ale jak głosi hasło PKOl – jesteśmy jedną drużyną.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: mat. prasowy

Wystartują na igrzyskach:

Wioślarstwo:

Agnieszka Kobus-Zawojska (AZS-AWF Warszawa, Uczelnia Łazarskiego)
Szymon Pośnik (AZS AWF Warszawa, Politechnika Warszawska)
Dominik Czaja (AZS AWF Warszawa)

Pięciobój nowoczesny

Łukasz Gutkowski (CWKS Legia Warszawa, AWF)
Anna Maliszewska (Olimpia Zielona Góra, SGH)
Sebastian Stasiak ( Olimpia Zielona Góra, UW)

Wspinaczka

Aleksandra Mirosław (KW Kotłownia Lublin, AWF)

Szpada

Magdalena Piekarska-Twardoch (AZS AWF Warszawa)

Taekwondo olimpijskie

Patrycja Adamkiewicz (AZS AWF Warszawa, AWF)

Pływanie

Radosław Kawęcki (AZS AWF Warszawa)
Jan Kozakiewicz (Legia Warszawa, SGH)

Lekka atletyka

Angelika Sarna (AZS AWF Warszawa, SGGW)
Pia Skrzyszowska (AZS AWF Warszawa, AWF)
Paulina Paluch (AZS AWF Warszawa, UKSW)
Angelika Mach (AZS UMCS, UW)
Dominika Boćmaga (AZS AWF Warszawa)
Wiktor Suwara (AZS AWF Warszawa)
Dariusz Kowaluk (AZS AWF Warszawa)

Strzelectwo sportowe

Aleksandra Jarmolińska ( CWKS Legia,UW)

Osiągnąć szczyt to marzenie wielu sportowców. Na samej górze i to w ekspresowym tempie znaleźć się może Aleksandra Mirosław, która jest jedną z polskich nadziei medalowych podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Zawodowo biega po ściance, a w wolnym czasie kontynuuje edukację na Akademii Wychowania Fizycznego.

Dwukrotna mistrzyni świata we wspinaczce na szybkość przygodę ze sportem zaczynała jako pływaczka. Nieco straciła zapał do pływania „od ściany do ściany”, ale inspirowana sukcesami siostry trafiła na ściankę. Pierwsze sukcesy przyszły bardzo szybko, już po dwóch lat treningów, w 2009 roku została mistrzynią świata juniorek.

– Moja starsza siostra Gosia zawsze była dla mnie idolką i starałam się do niej upodobnić. Już wtedy z każdych zawodów wspinaczkowych przywoziła puchary i medale. Patrzyłam na to z podziwem i myślałam, że też bym tak chciała. Kiedy przestałam trenować pływanie, to rodzice zaproponowali mi, żebym poszła na ściankę. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Szybko z takiego wspinania rekreacyjnego zaczęłam chodzić cztery-pięć razy w tygodniu – wspomina przyszła olimpijka.

Aleksandra Mirosław stoi przed szansą zapisania się na kartach historii igrzysk olimpijskich. W Tokio wspinaczka sportowa zadebiutuje w programie najważniejszej imprezy sportowej. Zawodniczka stara się jednak podchodzić do czekających ją startów jak do każdych innych.

– Na pewno każda osoba z tej 20-tki kobiet i mężczyzn, które się zakwalifikowały zdaje sobie z sprawę przed jaką szansą stoimy. Dodatkowo jestem jedynym reprezentantem Polski w tej konkurencji, więc czuje się bardzo dumna i szczęśliwa. Choć jest to impreza szczególna, to staram się traktować ją jak każdą inną. Ciesze się widząc transformację wspinania ze sportu nieolimpijskiego w olimpijski i mogę w nim uczestniczyć, być w samym środku – mówi Aleksandra.

Lublinianka 15 metrową ścianę pokonuje w nieco ponad 7 sekund i można ją porównać do sprinterki w lekkiej atletyce. W Tokio trzeba będzie wykazać się jednak większą uniwersalnością, bo liczyć będzie wynik łączony w trzech konkurencjach w tym także boulderingu i prowadzeniu. Zawodniczka liczy, że stać ją na finał.

– Wspinanie na czas jest najbardziej oderwaną konkurencji od dwóch pozostałych. Porównując to do lekkiej atletyki wspinaczka na czas to bieg na 100 m. Tu liczy się dynamika i szybkość. Bouldering to takie 100 m przez płotki, bo wysiłek też jest dość krótki, ale wymaga już więcej techniki. Natomiast prowadzenie to maraton, bo to wytrzymałościowa konkurencja, a ją buduje się przez lata. Priorytetem dla mnie jest moja koronna konkurencja, bo uważam, że wygranie czasówek daje mi gwarancje finału. Oczywiście staramy się też poprawić w pozostałych dwóch konkurencjach– opowiada wspinaczka.

 

Wbrew podejrzeniom przygotowania nie polegają na wyjazdach w skałki, ale godzinach spędzonych w siłowni i przy ścianie wspinaczkowej.

– Większość podbudowy robię na siłowni i potem przekładam to na standardową drogę. Natomiast bouldering i prowadzenie to jest wspinanie i jeszcze trochę wspinania. W tym momencie, gdy na igrzyskach jest trójbój, to oprócz tego że trenuję ok. 4-5 razy na siłowni i 3 razy na czasówce, to doszły mi jednostki związane z bulderingiem i prowadzeniem. Układanka była o tyle trudna, że nie chcieliśmy zrobić za dużo, bo zmęczenie narasta, a to prowadzi do kontuzji. Wszystko trzeba było mądrze rozplanować – opowiada rozmówczyni.

Aleksandra Mirosław jest absolwentką Politechniki Lubelskiej. W barwach tej uczelni zdobywała tytuł Akademickiej Mistrzyni Polski we wspinaczce sportowej na czas (2016 rok). Teraz zaocznie kontuje naukę na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, będąc na trzecim roku wychowania fizycznego.

– Pierwszy i drugi rok był dla mnie trudny, bo mieliśmy co weekend wyjazd do Warszawy, ale w wielu przypadkach widzimy przychylność wykładowców. Tak samo zresztą było na moich wcześniejszych studiach. Dobrym pomysłem jest stworzenie programu Narodowej Reprezentacji Polski, która daje dodatkowe godziny dydaktyczne. Wszystko jednak wymaga też dobrej organizacji, bo ja wiedziałam że do egzaminu mam tylko jedno podejście, a później wyjeżdżam na zawody i muszę zaliczyć – dodaje.

Igrzyska w Tokio to nie wierzchołek jej planów. Zawodniczka ma ułożony kalendarz najważniejszych startów do 2024 roku. Podczas igrzysk w Paryżu już ma nastąpić podział na wspinaczkę na czas i dwubój. We wrześniu prawdopodobnie uda się do Moskwy, gdzie odbędą się mistrzostwa świata.

Kwalifikacje we wspinaczce sportowej kobiet odbędą 4 sierpnia, a finałowa walka o olimpijski medal rozegrana zostanie dwa dni później.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: facebook.com/rudzinskaola

Jeszcze nie tak dawno temu brały udział w Akademickich Mistrzostwach Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza w biegach przełajowych. Wkrótce polecą do Tokio, żeby wystąpić na największej sportowej arenie jaką są igrzyska olimpijskie.

Pięcioboistka Anna Maliszewska i maratonka Angelika Mach nie raz reprezentowały barwy swoich uczelni podczas zmagań akademickich. Obecnie przygotowują życiową formę podczas zgrupowania w popularnym szwajcarskim ośrodku Saint Moritz, na wysokości 1800 m n.p.m.

W przełajach bardzo dobrze radziła sobie studentka Szkoły Głównej Handlowej – Anna Maliszewska, która w pięcioboju nowoczesnym musi połączyć bieg na 3000 m ze strzelaniem. W sezonie 2012/13 radziła sobie bez pudła zwyciężając klasyfikację indywidualną w tym dwa rzuty z czterech rozegranych. Także w edycji 2017/2018, czyli już będąc już po swoim starcie na igrzyskach w Rio de Janeiro, dwukrotnie wygrała stołeczne akademickie przełaje. W listopadzie 2017 roku na terenie AWF uzyskała czas 12:55.

– Bardzo miło wspominam starty na AMWiM. Zwłaszcza na początku, w roku igrzysk olimpijskich w Londynie. Był to dla mnie dobry trening, ale też możliwość zdobycia punktów dla uczelni i spotkania się z innymi osobami. Na jednych zawodach startowałam nawet z Angeliką Mach, ale ona pewnie tego nie pamięta. Dlatego bardzo ucieszyłam się z tego, że ona również wywalczyła kwalifikację do Tokio. Uważam, że pogodzenie studiowania z uprawianiem sportu jest możliwe. Na mojej uczelni może nie miałam taryfy ulgowej, ale wiele osób starało mi się pomóc. Dobrym pomysłem było też stworzenie Narodowej Reprezentacji Akademickiej- powiedziała Anna Maliszewska, studentka kierunku menedżerskiego w SGH.

Przed spełnieniem marzeń wielu sportowców stoi też Angelika Mach, która zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich. Biegaczka ma za sobą udany rok obfitujący w poprawę rekordów życiowych w półmaratonie (1:11:07) i w maratonie (2:27:48). To właśnie w tej ostatniej konkurencji wystąpić ma na igrzyskach i trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno chciała zrezygnować z wyczynowego sportu.

Zawodniczka przez większość kariery sportowej związana jest z klubem AZS UMCS Lublin, jednak wykształcenie zdobywała na Uniwersytecie Warszawskim studiując m.in filologię rosyjską i slawistykę. Dla uniwerku startowała m.in. w Akademickich Mistrzostwach Warszawy, jak choćby podczas silnie obsadzonego biegu przełajowego w listopadzie 2014 roku. Angelika Mach wygrała na obiekcie AWF z czasem 9:05 i o sześć sekund pokonała na mecie drugą zawodniczkę. Dwa lata później na tym samym terenie znów wygrała AMWiMy z wynikiem 8:32.

– Oprócz tego, że był to dla mnie start kontrolny, to zawsze chciałam dobrze zaprezentować swoją uczelnie. Wiosną startowałam też w Akademickich Mistrzostwach Polski, które były przed samymi maratonami i był to dla mnie dobry sprawdzian formy. Biegałam też na bieżni na 1500 m i teraz nie żałuję, bo to mi pomogło w nabraniu szybkości, która też jest potrzebna w maratonie. Co do pogodzenia nauki i studiowania to jest to wyzwanie, ale trzeba chcieć. Na Uniwersytecie Warszawskim władze były mi przychylne i dawały możliwość trenowania i uprawianiu sportu – dodaje Angelika Mach, która nie może rozstać się z UW i jest już na trzecim kierunku (zarządzaniu).

Najlepszym przykładem na to, że Varsoviada może być prawdziwym przedsmakiem igrzysk olimpijskich jest pięcioboista Łukasz Gutkowski. W 2017 roku jako student Akademii Wychowania Fizycznego zwyciężył bieg przełajowy wśród pierwszoroczniaków (13:43), oraz był najlepszy w sztafecie pływackiej. W relacji z imprezy ambitny 19-latek deklarował, że walczy o igrzyska w Tokio i dopiął swego.

https://www.youtube.com/watch?v=80XR1gKm-_w

Za kilka lat zobaczymy, kto z obecnych uczestników rozgrywek akademickich wystartuje na największych arenach. Nie to jest jednak najważniejsze, w myśl zatartej nieco istoty igrzysk, mówiącej o tym że najważniejszy jest sam udział. Ligi środowiskowe dają niepowtarzalną szansę sprawdzenia się ramię w ramię z przyszłymi, a nawet obecnymi gwiazdami sportu.

Letnie Igrzyska Olimpijskie rozpoczną się 23 lipca. Bieg maratoński kobiet rozgrywany będzie 8 sierpnia w Sapporo, a pięciobój nowoczesny odbędzie się trzy dni wcześniej w Tokio.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: archiwum