Zygmunt Gutowski  “Nie mieliśmy żadnych obaw”
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
21750
post-template-default,single,single-post,postid-21750,single-format-standard,bridge-core-3.1.8,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-theme-ver-30.5,qode-theme-bridge,disabled_footer_bottom,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-7.6,vc_non_responsive,elementor-default,elementor-kit-22119

Zygmunt Gutowski  “Nie mieliśmy żadnych obaw”

Zygmunt Gutowski  “Nie mieliśmy żadnych obaw”

Działaczem się nie bywa, ale jest całe życie. Udowodnia to Zygmunt Gutowski – jeden z pomysłodawców i twórców Varsoviady. Dzwoniąc do niego miałem małe obawy na temat tego ile i co mi opowie o wydarzeniu sprzed prawie 60 lat. Wiadomo, pamięć bywa ulotna. Tymczasem pan Zygmunt nie miał dłuższej chwili na rozmowę, bo organizował kolejne wydarzenie – Festiwal Losy Polaków. Przeprosił i poprosił o mail z pytaniami. Przeczytajcie jak zaczęła się piękna tradycja Igrzysk Studentów Pierwszego Roku.       

Przed nami 60 jubileuszowa edycja Varsoviady – Igrzysk Studentów Pierwszego Roku. Pan razem z kolegami i koleżankami zapoczątkowali to piękną tradycję więc muszę zapytać o to jak zrodziła się cała inicjatywa? 

Sam pomysł organizacji Varsoviady, czyli jak niektórzy nazywali „Olimpiadki Pierwszolatka” został zrealizowany w roku 1964. Właśnie wtedy po raz pierwszy olimpiada w Tokio, ze względu na różnice czasowe i klimatyczne, była organizowana w połowie października, a nie jak zwykle – w lipcu czy sierpniu. Pomysł myślę kiełkował przez ponad 10 lat, od czasu podjęcia przeze mnie studiów na Politechnice Warszawskiej na wydziale Łączności (obecnie Elektronika), gdy brałem udział w skromnych zawodach AZS dla nowych studentów i byłem bardzo dumny z „medalowych” miejsc w kilku kategoriach.

Jak się zaczęła pana sportowa pasja?  

Pasje sportowe wyniosłem ze szkoły ogólnokształcącej przy ul. Otwockiej, gdzie zdobywałem mistrzostwa w biegach średnich, ale reprezentowałem też szkołę w siatkówce, koszykówce, piłce nożnej czy piłce ręcznej. Graliśmy także w hokeja i prócz gimnastyki – trenowaliśmy również boks. W ten sposób poprzez brak specjalizacji moje marzenia o wielkiej karierze sportowej podczas studiów skończyły się na pisaniu o sporcie w “Tygodniku Politechnik”, a później również w Sportowcu czy Sztandarze Młodych. A także organizowaniu imprez sportowych w Akademickim Związku Sportowym.

Jak wspomina pan swoje czasy w AZS? 

Nadal uprawiałem sport i nawet zdobywałem wraz z kolegami drużynowe Mistrzostwa Politechnik w lekkiej atletyce, organizowane już przez nas jako Uczelniany Klub AZS PW. Dumą naszą jako Zarządu AZS PW, składającego się głównie z członków tej drużyny min. Tadeuszem Janczykiem, Jerzym Schweizerem czy Jerzym Kołodziejskim było wprowadzenie dresów z napisami na plecach AZS Politechnika Warszawska. Dres ten przechowuję z sentymentem do dnia dzisiejszego.

Wspominam także wspaniałą współpracę ze Studiem WF Politechniki i zatrudnionym w nich trenerami Stanisławem Morawskim czy później Bohdanem Gorskim. Z grupy tej wyłonił się z biegiem lat Zarząd Środowiskowy AZS Warszawa uzupełniony członkami AZS innych uczelni jak min. Tomasz Krasucki i Edmund Pruchniewski.

Wróćmy do Varsoviady. Czy zawody miały być w październiku, bo w tym miesiącu  zaczyna się rok akademicki?  

Pomysł połączenie idei zawodów dla nowych studentów w postaci dużej imprezy nawiązującej do Olimpiady pod nazwą Varsoviada powstał podczas konferencji prasowej organizowanej przez Zarząd AZS Warszawa z dziennikarzami sportowymi, którzy nie wyjechali do Tokio. Dzięki temu Varsoviada otrzymała wspaniałe wsparcie medialne i była nawet pokazywana w Kronice Filmowej. I mimo że w kolejnych latach olimpiady odbywały w lecie – Varsoviada była wierna pierwszemu terminowi w połowie października. Zauważyliśmy bowiem, że zawsze w tym okresie powraca ładna pogoda, zaś w tamtym okresie sportowych obiektów krytych było bardzo mało.

Pewnie teraz wielu azetesiaków zastanawia się jakie wtedy były wasze największe wyzwania organizacyjne? 

Prócz nagłośnienia medialnego imprezy chcieliśmy zmienić charakter sportowych zawodów akademickich organizowanych dotychczas w postaci tzw. Spartakiad z pełną pompą, sztandarami i drętwymi mowami oficjeli. Zaprosiliśmy ich więc na boisko by byli bliżej zawodników i również rywalizowali w oficjalnych ubraniach i w dostępnych im zawodach  np.  rzucie do tarczy jajkiem wypełnionym farbą, noszeniem ołówków na patyczkach czy wrzucaniu piłką do kosz na śmieci. Rektorzy i oficjele zgodzili się na to dzięki temu że do rywalizacji z nimi zaprosiliśmy również wybitnych sportowców w tym wielu olimpijczyków. Dzięki temu prócz popularności w mediach i radości sportowców-studentów, którzy mogli spotkać te znane tylko z radia i telewizji postaci zbliżyliśmy studentów do profesorów, członków władz uczelni. Także  mieliśmy możliwość jako działacze AZS łatwiej pozyskiwać środki na imprezy akademickie.

Nie było żadnych obaw, że pierwsza edycja może być ostatnią? 

Po wielu latach doświadczeń w działalności w AZS już jako absolwenci uczelni nie mieliśmy żadnych obaw i wierzyliśmy, że te formy zawodów dla studentów, zwłaszcza pierwszych lat studiów, powinny się przyjąć na stałe. Oczywiście – organizując Varsoviadę również na ówczesnych skromnych obiektach AWF czy Agrykoli – nie sądziliśmy, że nabiorą one tak poważną formę i będą rozwijały się coraz bardziej przez tyle lat. Sami mieliśmy jednak doświadczenia w organizacji dużych imprez zwłaszcza na stadionach lekkoatletycznych w całej Warszawie organizowanych pod patronatem Kuriera Warszawskiego. Poprzez coroczny Plebiscyt Tygodnika Politechnik na Najlepszego Sportowca Studenta, gdzie wygrywali np. himalaistka Wanda Baszkiewicz-Ambroziak, miotacz Tadeusz Rut, czy ciężarowiec Waldemar Baszanowski), oraz Najlepszego Sportowca AZS. Uczestniczyliśmy także jako działacze w Uniwersjadach. Sam miałem zaszczyt być kierownikiem słynnego teamu Huberta Wagner, który zwyciężył na Uniwersjadzie w Budapeszcie. Jednocześnie byłem dziennikarzem relacjonującym te imprezy. I te pasje pozostały mi do dziś, gdy w ramach Fundacji Polska-Europa-Polonia organizujemy Festiwal Losy Polaków i prowadzimy stronę https://warszawa.mazowsze.pl/varsoviada na której umieszczone sa historyczne informacje o Varsoviadzie.

Co pan widzi patrząc na obecnych studentów i uczestników Varsoviady. Czy to jest ta sama pasja, energia i radość z uprawiania sportu co niemal 60 lat temu? 

Myślę że większość młodych studentów ma takie same marzenia połączenia trudnej nauki ze wspólnym spędzaniem czasu z rówieśnikami zarówno na boiskach jak i w klubach przy muzyce. My sami byliśmy dumni z Klubu Stodoła przenoszonego z miejsca na miejsce, ale chodziliśmy też do Hybryd czy Klubu Medyka na Oczki. Ważny jest jednak umiar we wszystkim i właściwe gospodarowanie czasem.
Wydaje się, że dzisiaj duży rozwój mediów elektronicznych i pozorna łatwość w dostępie do wiedzy pozwala wyłączyć myślenie. Również przez coraz bardziej zabójcze używki czy nawet narkotyki oraz łatwe poddawanie się sugestiom typu “róbta co chceta” czy “życia lekko, łatwo, przyjemnie”. Możemy przegrywać nie tylko z konkurentami cynicznie wykorzystującymi manipulacje medialne, ale i coraz bardziej wykorzystywaną przez ludzi w złej wierze sztuczną inteligencję. Warto na nowo studiować historię i wracać do tradycji nie tylko grecko-rzymskich, ale i przedwojennej Polski. I być dumnymi z dzieł naszych przodków. I stale przypominać sobie powiedzenie “Myślę więc jestem” oraz “W zdrowym ciele zdrowy duch”!

Przygotował : Robert Zakrzewski
Foto: Marcin Klimczak