pkol
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
-1
archive,tag,tag-pkol,tag-300,bridge-core-2.5.9,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-24.4,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.4.2,vc_responsive

pkol Tag

Gdy w Tokio zapłonął znicz 32. Letnich Igrzysk Olimpijskich, w tym czasie w Warszawie zaczynała się ceremonia wręczania nominacji dla piątej, ostatniej grupy polskich sportowców. Ślubowanie w imieniu grupy ok. 50 zawodników i zawodniczek złożyła Anita Włodarczyk.

Młociarka AZS AWF Katowice staje przed szansą zdobycia trzeciego z rzędu olimpijskiego złota. Była reprezentantka warszawskiej Skry wróciła do koła po blisko dwuletniej przerwie spowodowanej kontuzją i na pewno będzie chciała udowodnić, że wciąż potrafi posyłać młot tak daleko jak żadna inna rywalka. To zresztą do niej należy rekord świata wynoszący 82 m i 98 cm. Łatwo jednak nie będzie zwłaszcza, że w tym roku wyniki w okolicach 80 m uzyskiwały już Amerykanki.

– Nie boję się powrotu, a raczej cieszę się że wróciłam do sportu. To dla mnie jest najważniejsze, bo miałam dwa lata pauzy. Oczekiwania mnie nie przerażają, bo nie jestem pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Cały czas zachowuję olimpijski spokój – mówiła Anita Włodarczyk do zgromadzonych dziennikarzy.

W konkurencji bardzo kojarzonej z igrzyskami olimpijskimi, czyli maratonem zobaczymy aż trzy azetesiaczki – Karolinę Nadolską z AZS UAM Poznań, Aleksandrę Lisowską z AZS UWM Olsztyn i Angelikę Mach z AZS UMCS. Biegaczki legitymują się dobrymi wynikami, ale na tak dużej imprezie startowała tylko Karolina Nadolska. Na igrzyskach olimpijskich w Londynie w 2012 roku zajęła 36. miejsce.

– Faktycznie nie mam dużego doświadczenia, bo są to moje pierwsze igrzyska. Zdaje sobie sprawę, że poprawić tam rekord życiowy będzie ciężko, bo spodziewamy się wysokich temperatur i dużej wilgotności. To nie jest maraton komercyjny gdzie warunki są optymalne, a do tego mamy osoby dyktujące tempo. Ale jadę tam walczyć o jak najlepszą lokatę, bo to jest najważniejsza impreza na świecie. Chcę wrócić z Japonii z podniesionym czołem – powiedziała Aleksandra Lisowska, najlepsza obecnie polska maratonka, która wiosną wyrównała rekord kraju (2:26:08 -red).

W sobotę ostatnia grupa polskich sportowców wyleci do Japonii. Maratończycy kolejne dni spędzą podczas obozu aklimatyzacyjnego. Rywalizacja na dystansie 42 km i 195 odbywać będzie się w Sapporo. Igrzyska olimpijskie potrwają do 8 sierpnia. Polska kadra liczy łącznie ponad 200 osób, z czego jedna trzecia to azetesiacy.

Autor: Robert Zakrzewski

To nie jest historia o cudownym dziecku polskiego pływania, a może jednak jest. Zaledwie pięć lat temu Jan Kozakiewicz zawiesił czepek na kołku. Został kontrolerem lotów na warszawskim Okęciu, a nie tak dawno rozpoczął studia na SGH. Mało? Wrócił jednak na basen i to w wielkim stylu. Teraz opuszcza wieżę i leci do Tokio.

Podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku polscy pływacy nie zachwycili i nikt z biało-czerwonych nie awansował do finałów. Zmagania w telewizji oglądał wtedy 20-letni Jan Kozakiewicz, który postanowił pokazać znany gest pływaniu i wcześnie zakończyć swoją przygodę ze sportem. Nie myślał wtedy, że znajdzie się w składzie na kolejne igrzyska olimpijskie.

– Miałem plan żeby zakwalifikować się na igrzyska w Rio, ale sromotnie mi nie wyszło. To był też jeden z powodów przez które zawiesiłem trenowanie. Celujesz w najwyższe laury, a nic z tego nie wychodzi. Taki wybór jest dosyć trudny zwłaszcza jeśli kocha się pływanie, ale już prostszy jeśli przestaje się notować dobre rezultaty. Igrzyska oglądałem więc nawet nie jako kibic, ale jako sfrustrowany zawodnik. Jedynym pozytywnym akcentem było to, że startował tam mój przyjaciel i żabkarz Marcin Stolarski – opowiada Jan Kozakiewicz.

Po trzech latach wrócił do treningów. Najpierw była to tylko siłownia po pracy, a potem znów basen, którego nie tak dawno miał po uszy. Z czasem zwykłe dbanie o zdrowie przerodziło się w chęć powrotu do ścigania. Na przełomie kwietnia i maja 2021 roku zawodnik Legii Warszawa został mistrzem Polski na 50 m stylem klasycznym bijąc dwukrotnie rekord kraju (27.17 i 27,11 – red), oraz zdobył złoto na 100 m. Później podczas mistrzostw Europy w eliminacjach poprawił własny rekord Polski (26.82 s), a w finale był czwarty.

– Trochę mi to zajęło, żeby wrócić do sportu, bo w międzyczasie miałem jeszcze jedną przerwę. Już myślałem, że nic nie będzie z tego pływania. Ale staraliśmy się z moim trenerem dobrać trening odpowiedni do mnie, czyli mniej intensywny jeśli chodzi o czas. Stawiamy za to na jakość jednostek. Jadąc do Lublina uważałem, że rekord Polski  jest w moim zasięgu. Co tu dużo mówić – ja tam płynąłem po niego. Jak zobaczyłem na zegarze, że wynik jest dokładnie wyrównany z minimum na mistrzostwa Europy, to byłem w wielkiej euforii. To było piękne uczucie – wspomina 25-letni pływak.

Jan Kozakiewicz, na codzień, wykonuje niezwykle odpowiedzialny zawód. Jako kontroler ruchu lotniczego podczas jednej godziny jest odpowiedzialny za 3000 osób znajdujących się w powietrzu. Nie każdy też może wykonywać taką pracę, a selekcja do niej jest bardzo wymagająca. W Polsce kontrolerów jest tylko blisko 500, a wśród nich jeden przyszły olimpijczyk.

– W pracy odpowiedzialni jesteśmy za tysiące osób i sprzęt warty miliardy dolarów. Na basenie mój błąd nie będzie miał żadnych negatywnych skutków, więc nie czuję takiej presji. Najwyżej spadnę ze słupka – mówi z uśmiechem.

Pływak to postać nietuzinkowa w całej reprezentacji olimpijskiej. Oprócz pracy i treningów ma też czas na scenę i razem z grupą znajomych prowadzi grupę improwizacyjną – BCA Flash.

– Każdy chce mieć zaplanowany każdy metr. Wiesz jak zrobić skok, co zrobić po nim i ile cykli zrobić na pierwszej 50-tce. Ale błędy się zdarzają i to jest moment w którym trzeba improwizować. Wtedy taki luz który mam dzięki improwizacji na pewno się przydaje. W pływaniu mało osób też spektakularnie się cieszy ze swoich wyników i szkoda, ale ja po rekordach Polski wyskakiwałem na słupek i krzyczałem. Mam nadzieję, że wnoszę tym trochę radości na pływalnie– opowiada Jan.

Jakby tego wszystkiego było mało, to zawodnik studiuje też w Szkole Głównej Handlowej na kierunku globalny biznes. To razem daje mu komfort, że po ostatecznym zakończeniu kariery sportowej nie stanie przed dylematem co robić dalej.

– Tak się złożyło, że zacząłem studiować w momencie gdy zacząłem znowu trenować. Obecnie jestem na drugim roku studiów licencjackich na SGH. Nie jest trudno być sportowcem-studentem, tylko nieco trudniej jest to pogodzić z pracą i jeszcze kilkoma innymi rzeczami. Jednak uczelnia bardzo stara się iść na rękę, za co im dziękuję. Teraz mogę trenować bo chcę, a nie bo muszę. To jest duży komfort– kończy Jan Kozakiewicz.

Podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Tokio Jan Kozakiewicz wystartuje na 100 m stylem klasycznym, oraz w sztafetach zmiennej mieszanej i zmiennej męskiej. Rywalizacja odbywać będzie się w Olimpijskim Centrum Sportów Wodnych. Początek zmagań już 24 lipca.

Autor: Robert Zakrzewski
Foto: RZ