Teoria wielkiego biegania według Marcina Pateckiego
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
13775
post-template-default,single,single-post,postid-13775,single-format-standard,bridge-core-3.0.5,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-29.2,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.10.0,vc_responsive

Teoria wielkiego biegania według Marcina Pateckiego

Teoria wielkiego biegania według Marcina Pateckiego

Mówi o sobie – ambitny amator, a bieganie łączy z karierą naukową. Oto dr inż. Marcin Patecki z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej, który zajmuje się cząsteczkami, a na bieżni często nie znajduje sobie równych.

W minioną sobotę 31-letni Marcin Patecki zwyciężył podczas Akademickich Mistrzostw Warszawy w biegu przełajowym, a dwa miesiące wcześniej był najlepszy na stadionie Akademii Wychowania Fizycznego w biegu na 1500 m z czasem 4:01.53. Z powodów regulaminowych nie zdołał jednak wziąć udziału w rozgrywanych w Łodzi Akademickich Mistrzostwach Polski, bo pracownikiem uczelni był krócej niż trzy miesiące. Swoje plany odkłada na przyszły sezon.

Jeśli chodzi o ten rok, to w styczniu na swoim blogu „Fizyk Biega” napisał, że „w 2020 roku niczego nie oczekuję od biegania”. Tak jakby nieco przewidywał co się wydarzy w świecie wydarzeń sportowych.

– W lutym byłem bliski rzucenia biegania. Gdy trening nakłada się tygodniami, to przychodzi zmęczenie psychiczne. To był czas, że miałem trudniej w pracy, był koniec zimy, a ja robiłem podbiegi na warszawskiej Agrykoli. Myślałem, że to nie ma sensu i chciałem odpuścić. Sądziłem, że jak będzie wiosna to pogram sobie w piłkę. Jednak przyszła pandemia i nie było możliwości uprawiania sportów zespołowych. Nawet bieganie było nielegalne, a lasy zamknięte. Ale dalej biegałem po jakiś nasypach i terenach, gdzie nie ma żadnego człowieka. Paradoksalnie cała sytuacja mnie zmobilizowała. Uważam, że epidemia się kiedyś skończy i to jest czas, żeby zrobić mocny trening. Ci którzy prześpią ten moment, będą mieli stratę – opowiada Marcin Patecki.

Swoją przygodę z bieganiem zaczął w rodzinnych Koluszkach, ale dopiero treningi w AZS Politechnice Warszawskiej pozwoliły rozwinąć talent i zaprzyjaźnić z bieżnią. Wszystko zaczęło się dość zabawnie, bo przez pomyłkę na pierwsze zajęcia udał się na trening sekcji kobiecej. Po chwili żartów trenerzy zaprosili go na Akademickie Mistrzostwa Warszawy.

– Będąc nastolatkiem kręciłem się wokół klubu LKS Koluszki. To nie było poważne trenowanie, raczej przychodziłem tam od czasu do czasu. Głównie biegaliśmy przełaje i biegi górskie. To była taka zabawa, choć jednostki robiliśmy mocne. Później jak poszedłem na studia to zobaczyłem, że jest klub AZS Politechnika. Wyczytałem kiedy są treningi, ale musiałem coś pomylić. Przychodzę, a tam same dziewczyny. Wszyscy się śmiali moim kosztem, ale mnie to nie zraziło. Trener Krzysztof Stanisławski powiedział, żebym przyszedł na przełaje i zobaczymy czy się nadaję – wspomina z uśmiechem biegacz.

foto: archiwum prywatne

Na piątym roku studiów wyjechał pod Genewę by tam kontynuować swoją karierę naukową pracując w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN). Po blisko siedmiu latach dr inż. Marcin Patecki wrócił do kraju i we wrześniu otrzymał prestiżowy grant Marii Skłodowskiej – Curie na Wydziale Fizyki Politechniki Warszawskiej.

Celem grantu jest rozszerzenie potencjału badawczego eksperymentu detektora ALICE przy Wielkim Zderzaczu Hadronów. Projekt polega na przechwytywaniu cząstek i kierowaniu ich do zderzeń z tarczą wewnątrz detektora.

– Pozyskałem jeden z najlepszych grantów europejskich skierowanych do osób na moim poziomie kariery. Aspirowałem wysoko, ale nie spodziewałem się że go dostanę, biorąc pod uwagę wysokie wymagania i konkurencję. Okazało się jednak, że dobrze połączyłem własne doświadczenie nabyte w CERN z kompetencjami grupy na Politechnice Warszawskiej, proponując przy tym bardzo ciekawe badania – mówi.

Na czym polegać będzie projekt?

-W Wielkim Zderzaczu Hadronów zderzane są czołowo przeciwbieżne wiązki cząstek. Inna możliwość polega na zderzaniu cząstek ze stacjonarną tarczą, co rozszerza zakres zachodzących zjawisk. Dodatkowo, część cząstek naturalnie wypada z wiązki i zwyczajnie jest tracona. Pomysł polega na tym, żeby takie cząstki odseparować od głównej wiązki i skierować je na tarczę, używając do tego zakrzywionego kryształu krzemowego. Uważam, że projekt jest bardzo ciekawy i ma dużą szansę implementacji, otwierając możliwość badania nowych zjawisk – wyjaśnia zabiegany fizyk.

Biegacz przyznaje, że wcale nie jest tak trudno znaleźć godzinę dziennie na trening i połączyć pasję z pracą oraz życiem rodzinnym. Zresztą w AZS poznał swoją żonę.

– Od czterech lat współpracuje z trenerem Marcinem Nagórkiem i bardzo dobrze oceniam ten czas. Realizujemy trening nastawiony na wytrzymałość, ale gdy dochodzi do startów to podkręcamy szybkość. Raz w roku staram się też biegać 10 km. Tygodniowo pokonuje mały kilometraż jak na moje wyniki, ale nie mam więcej czasu. Teraz to jest 70-80 km treningowo, nigdy nie przekroczyłem 100 km. Gdy pracowałem w CERN trenowałem głównie w przerwie obiadowej, teraz biegam wieczorami. Bieganie często pomaga mi w pracy, szczególnie gdy mam jakiś problem do przemyślenia. Dużo pomysłów pojawiło się właśnie podczas treningów – puentuje zawodnik AZS Politechniki Warszawskiej, naukowiec i wykładowca na tej uczelni.

Autor: Robert Zakrzewski