Kasa i klasa sama w sobie podczas AZS Winter Cup
nsw-5g3e3zpjeuz9o1ij0b6mi1dj4lfmg2b1hisyh3g2lqzqe-k3efbz4s9bh4z205w-rbkfx3qeuapqrfuljj28fg6d6sa5p1lhmdw5fylqx4j30b4hs57-tykgqhz9koa5
14463
post-template-default,single,single-post,postid-14463,single-format-standard,bridge-core-2.5.9,tribe-no-js,qode-page-transition-enabled,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-24.4,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.4.2,vc_responsive

Kasa i klasa sama w sobie podczas AZS Winter Cup

Kasa i klasa sama w sobie podczas AZS Winter Cup

Zmiana stoku i zmiana pogody – tak można określić warunki panujące drugiego dnia finałów AZS Winter Cup. W slalomie równoległym zwyciężyli Katarzyna Wąsek i Paweł Jaksina. W myśl zasady zwycięzca bierze wszystko otrzymali oni stypendia wynoszące po 10 tys. złotych.

Po piątkowym finale w slalomie i slalomie gigancie uczestnicy cyklu przenieśli się do gościnnej wsi Czarna Góra, gdzie na stoku Litwinka walczono o nagrody w slalomie równoległym. Uczestników powitał padający śnieg i temperatura bliska zeru stopni. Była to spora zmiana w porównaniu do aury panującej dzień wcześniej na stoku w Szczawnicy. I choć mokry śnieg nie ułatwiał zadania, to nikt nie chciał odpuścić ścigania o premiowane pierwsze miejsce.

W zawodach wystąpić miało 16 najlepszych narciarek i 16 narciarzy wyłonionych na podstawie klasyfikacji slalomu AZS Winter Cup. Nie wszystkie panie mogły jednak przyjechać i wolny los na początek otrzymały Katarzyna Wąsek i Iwona Kohut – będące najwyżej w rankingu. Pucharowa drabinka dostarczyła wiele emocji, bo już w pierwszej rundzie odpadł Juliusz Mitan, czyli zwycięzca slalomowych zmagań w Szczawnicy. Lepszy okazał się Szymon Drużba z UMe Wrocław.

Ostatecznie wśród mężczyzn zwyciężył Paweł Jaksina, który w dwóch decydujących przejazdach wyprzedził Mateusza Rewerelliego i utonął w objęciu kolegów z uczelni. Reprezentant Politechniki Krakowskiej jeszcze nie wie dokładnie na co spożytkuje nagrodę, ale nie ukrywał, że taki zastrzyk gotówki na pewno się przyda.

– Warunki na stoku były dramatyczne, ale po ostatnich przejazdach nieco się ogarnęło i śnieg zrobił się twardszy. Najtrudniejsze były pierwsze dwie pierwsze pary, a później stok się trzymał. W finale trochę bałem się startu, bo w pierwszym swoim przejeździe zawisłem na bramce startowej. Chciałem ruszyć wolniej, żeby się odepchnąć. Wiedziałem, że najwyżej będę gonił na trasie. Czułem, że ta niebieska trasa jest też nieco szybsza i lepiej odgarnięta – opowiadał szczęśliwy zwycięzca.

Królowa tegorocznego AZS Winter Cup jest tylko jedna. Po piątkowych podwójnych zwycięstwach w slalomie i slalomie gigancie teraz wygraną w slalomie równoległym dołożyła Katarzyna Wąsek. W decydujących przejazdach pokonała Iwonę Kohut o ponad sekundę. Więcej problemów dostarczyła jej w półfinale ambitnie jadąca Aleksandra Malinowska.

– Jechało mi się super. Trasa była płaska i bezpieczna, a ekipa starała się odgarniać snie cały czas na bieżąco, więc nie zrobiły się jakieś dziury. Jeżdżą tu fanatyczni narciarze, który zostawili tor którego trzeba było się tylko trzymać. Bardzo lubię startować w slalomie równoległym, kiedyś był taki cykl zawodów i nie przegrałam w nim ani razu. Bardzo mnie mobilizuje ten przeciwnik obok. A co do nagrody to poprzednią wydałam na życie po prostu, bo korona wirus pokrzyżował plany, a teraz może wydam je na coś przyjemniejszego – powiedziała Katarzyna Wąsek, która rok temu także wygrała slalom równoległy.

Zmagania w slalomie równoległym nie kończą jeszcze tegorocznej edycji AZS Winter Cup. W niedziele odbędzie nowość czyli team event, w którym wystartować ma 8 zespołów mieszanych.

Organizatorem wydarzenia jest AZS Warszawa. Partnerami i sponsorami imprezy są Grupa Lotos S.A i Ministerstwo Sportu. Nagrody ufundowali: firmy Rossingol, Dynastar, Lange, oraz Toyota W&J Wiśniewski.

Autor: Robert Zakrzewski

Foto: Michał Szypliński